Legenda Radomiaka kończy karierę. Jest komunikat klubu
Legenda Radomiaka Radom kończy karierę. Mecz z Lechem Poznań (16.05, godz. 20:15) będzie oficjalnym pożegnaniem 37-letniego Leandro z boiskiem.
KOMUNIKAT RADOMIAKA:
Są piłkarze, którzy zapisują się w statystykach, ale są też tacy, którzy zostają w klubie na lata.
Po ponad dekadzie spędzonej w Radomiu Rossi Pereira Leândro kończy piłkarską karierę, zamykając jeden z najważniejszych rozdziałów w najnowszej historii Radomiaka.
Leo trafił do naszego klubu w sezonie 2011/12, gdy drużyna występowała na poziomie III ligi. Od tamtego momentu był częścią drogi, która doprowadziła Radomiaka aż do Ekstraklasy. Cztery awanse – dwukrotnie do II ligi, do I ligi i w końcu do Ekstraklasy – na stałe wpisały się w historię naszego klubu.
W zielono-białych barwach rozegrał do tej pory 375 spotkań, zdobywając 121 bramek. W rozgrywkach Ekstraklasy wystąpił 84 razy, strzelając 6 goli.
To dorobek, który jasno pokazuje jego znaczenie dla zespołu. W przypadku Leândro równie istotne jest jednak to, czego nie sposób ująć w liczbach – charakter, konsekwencja i przywiązanie do barw. Przez lata był jednym z filarów drużyny i zawodnikiem, który niezależnie od poziomu rozgrywek dawał zespołowi jakość i pewność.
Dla kibiców stał się legendą, dla drużyny był liderem, a dla klubu – historią, której nie da się opowiedzieć bez jego nazwiska.
Mecz z Lechem Poznań, który odbędzie się 16 maja o godzinie 20:15 przy Struga 63, będzie oficjalnym pożegnaniem Leândro z boiskiem – wyjątkowym momentem, który rozpocznie się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Zaplanowaliśmy specjalne atrakcje oraz godne pożegnanie naszej legendy, dlatego warto pojawić się na stadionie wcześniej i być częścią tego wydarzenia od samego początku. To spotkanie zasługuje na pełne trybuny.
Leo, dziękujemy za wszystko – przed nami jeszcze jeden wspólny wieczór.
Gdy w 36. minucie czerwoną kartkę zobaczył Jeremy Blasco, wydawało się, że Lechia Gdańsk po raz pierwszy w Ekstraklasie zwycięży w Radomiu. Gra w osłabieniu przez prawie godzinę nie załamała jednak Radomiaka.