Urugwajski pisarz Eduardo Galeano kiedyś pisał: „Dziennikarz zapytał niemiecką teolożkę Dorothee Solle: – Jak by pani wytłumaczyła dziecku, czym jest szczęście? – Nie tłumaczyłabym – odparła. – Rzuciłabym mu piłkę do zabawy"’. Ładne. Ja zastanowiłem się jednak, jak to odwrócić: jak wyjaśnić komuś, czym jest piłka?
W sztuce teatralnej ,Weltmajstry”, w której Ślązacy na mundialu w 2050 roku wystawiają własną drużynę i zostają mistrzami świata, napisałem: „Są dwie rzeczy, które najtrudniej wyrazić słowami: tajemnicę fusbalu i tajemnicę cielesności. To drugie udało się opowiedzieć tylko kazachskiemu poecie Erbolowi Żumagulowowi. Żumagulow napisał o swoim bohaterze, że ten wszedł na dyskotekę w tacie, a wyszedł w mamie. Fusbal zaś wciąż czeka na swojego kazachskiego poetę”. I wciąż szukam języka, którym dałoby się opisać piłkę: coś z jednej strony tak bardzo fizycznego i dosłownego, a z drugiej – metafizycznego i nieuchwytnego.
ARTYŚCI
Szukam języka opisującego piłkę, nie po to by przekonywać do niej innych, ale po to by zrozumieć, dlaczego tak ważna jest ona dla mnie. Często kieruję wzrok wówczas ku artystom.
Doczekaliśmy się paru udanych o piłce cytatów, np. Piera Paolo Pasoliniego („Futbol to ostatni święty rytuał naszych czasów”), Alberta Camusa („Wszystko, co wiem o moralności, nauczyłem się z futbolu”) czy Karola Wojtyły („Ze wszystkich rzeczy nieważnych piłka nożna jest najważniejsza”). Ale to za mało.
Mamy też wielkie kibicowskie wyznania wiary – jak performance Massimo Furlana „Boniek!” Blisko 20 lat temu Szwajcar na Stadionie Dziesięciolecia, będąc sam na boisku odtworzył 90-minutową choreografię Zbigniewa Bońka z meczu z Belgią na mundialu w 1982 roku, gdy „Zibi” strzelił hat-tricka. Nauczył się na pamięć każdego ruchu idola. Miałem zresztą dużo satysfakcji, gdy przy okazji wspólnego oglądania meczu z Antonim Piechniczkiem w jego wiślańskim domu, pokazałem trenerowi występ Furlana.
JĘZYK ZE SFERY SACRUM
A może, aby dać piłce słowo należy sięgnąć po bluźnierstwo, może język dają prowokacyjne instalacje jak ta Wojciecha Dudy? Między dłońmi ukrzyżowanego Chrystusa rozciągnął on szalik piłkarski z napisem „Zawsze wierni, Biało-czerwoni”? Być może Duda w ten sposób podpowiadał, że to język ze sfery sacrum posłuży do opisania tego, co błędnie uznajemy za meczowe profanum?
Inni zwracali też uwagę na analogie między mszą a kibicowską ceremonią na wszelkich Żyletach, Młynach i Blaszokach: gniazdowy jako kapłan (w obrządku posoborowym, odwrócony przodem do zgromadzonych), obok „ministranci” i „wierni”, intonowane pieśni, wspólnota, odpowiedni ubiór, wydarzenie dnia odświętnego, po tygodniu pracy. I kibic, który na stadionie się przeistacza.
KONTRJĘZYK
A może futbol potrzebuje czegoś odwrotnego, kontrjęzyka, który go zdesakralizuje? Próbuje to zrobić artysta Janusz III Waza. Na łódzkich murach wypisuje błyskotliwe sentencje, np.: „ŁKS trzepie dywan o tapczan”, „RTS pije barszcz Sosnowskiego” czy „ŁKS robi herbatę z wody po pierogach”. Później ten gest przeniósł się do innych miast, np. do Krakowa, gdzie najbardziej znany jest napis „Wisła Kraków w sumie lubi Cracovię, ale nie wie jak zagadać”. Nieco wcześniej inną interwencję miejską w Krakowie (a później w Gdańsku czy Szczecinie) podjął Robert Rumas. Instalował znaki imitujące prawdziwe znaki drogowe i uliczne, które mówiły o piłce – np. na danych osiedlach ostrzegały przed tym, za jakie barwy można dostać po gębie. Cenię także obrazy Radka Szlagi, np. „NIG vs GER”, gdzie skróty drużyn Nigru i Niemiec układają się w rasistowski napis „Czarnuch”.
MARIAŻ SZTUKI Z PIŁKĄ
Nikt z nich nie okazał się jednak kazachskim poetą, który zdołałby przetłumaczyć futbol na język uniwersalności. To, co robią, ma jednak sens i to wyjaśnił Jerzy Pilch, kibic Cracovii, który powiedział kiedyś Rafałowi Stecowi: „Nie da się piłki nożnej opisać za pomocą świata albo z pomocą języków wziętych ze świata, bo to rozrzedza temat. Natomiast językiem piłki nożnej można bardzo wiele powiedzieć o świecie”. I dlatego z ciekawością obserwuję mariaż sztuki z piłką, to jak piłka wyjaśnia świat. Z radością wspominam szczecińską wystawę „Pierwsze miejsce w tabeli?”, chętnie pójdę też niebawem na piłkarską wystawę w katowickim Szałfynsterze, gdzie pokazane będą tak świetne prace jak „Spoceńcy” Marty Kołodziej czy „Rytuał” Adriana Zerta.
Nawet po tej wystawie nie będę jednak wiedział, co odpowiedzieć nie-kibicowi, gdy spyta, czemu jestem kibicem. A może muszę uważniej wsłuchać się w niemiecką teolożkę, która zamiast opowiadać szczęście, pokazała je? Idąc jej śladem może lepiej, aby kiedy raz jeszcze usłyszę takie pytanie, włączył tej osobie dwumecz Bodo/Glimt z Interem Mediolan i krzyknął „Forza Arktyka!”.
Co znajdziecie w najnowszym numerze „Piłki Nożnej”?
Jak zawsze najciekawsze materiały zapowiada Zbigniew Mucha. Tym razem m.in. fenomen Barcelony oraz niezwykła historia ostatniego meczu reprezentacji NRD. Do tego wywiady, polska i zagraniczna piłka oraz dużo więcej. Obejrzyjcie zapowiedź wydania i zajrzyjcie do najnowszego numeru!
Było to kilkanaście lat temu, wydaje mi się, że w dniu meczu Lecha Poznań z fińskim FC Honka. Byłem młodziutki, wychodząc z redakcji spytałem obecnych, gdzie będą wieczorem oglądać mecz eliminacji Ligi Europejskiej. Wiedziałem, że pozostali redaktorzy nie interesują się piłką, ale byłem wówczas jeszcze przekonany, że cały kraj, nawet nie-kibice, że wszyscy Polacy oglądają takie mecze. To chyba tego dnia dowiedziałem się, że obok siebie istnieją dwa oddzielne światy.
Sankcyjny mur wokół sportowej Moskwy kruszeje coraz bardziej. Kolejnym przełomem był niedawny start reprezentacji Rosji we włoskich igrzyskach paraolimpijskich. Rosjanie wystartowali tam pod swoją flagą, ze swoim hymnem, a końcowe podium wyglądało jak nowa Jałta: Chiny, Stany Zjednoczone i Rosja.
Hiszpania świętuje awans do finału MŚ i zachwyca się swoją reprezentacją
– Tak miało być. Zaczęliśmy w Atlancie, a skończymy w Nowy Jorku. Jest już blisko. Idziemy po to! – krzyczał w szatni po zwycięstwie nad Francją najlepszy na boisku Dani Olmo. Słowa te oddają nastrój euforii w zespole Luisa de la Fuente oraz w całym kraju – wszyscy Hiszpanie zgadzają się z gwiazdą zespołu: po czymś takim, jak obalenie Francji, nie można przegrać finału, ktokolwiek byłby rywalem.
RL 2028, czyli co transfer Lewandowskiego oznacza dla reprezentacji Polski
Nie interesuje mnie, czy Robert Lewandowski zarobi w Chicago 10, 20 czy 50 milionów dolarów. Nie interesuje mnie, czy zbuduje swoją markę na amerykańskim rynku. Interesuje mnie tylko jedno – co przenosiny do Fire oznaczać będą dla reprezentacji Polski?