Piłkarze Villarreal CF zagrają w wielkim finale Ligi Europy. Żółta Łódź Podwodna obroniła skromną zaliczkę z pierwszego meczu z Arsenalem i po bezbramkowym remisie w Londynie awansowała do decydującej rozgrywki.
Unai Emery wprowadził kolejny zespół do finału Ligi Europy (fot. Reuters)
Pierwsze starcie tych zespołów w Hiszpanii zakończyło się zwycięstwem Villarrealu (2:1), co dawało gościom nieznaczną, ale jednak zaliczkę. Wiadomo więc było, że Kanonierzy będą musieli rzucić się na rywala i spróbować odrobić straty, jednak trzeba było pamiętać o tym, że piłkarze Mikela Artety radzą sobie w tym sezonie dość przeciętnie na swoim boisku.
Ważnym smaczkiem meczu był fakt, że na Emirates Stadium wrócił Unai Emery, a więc menedżer, który miał zastąpić w północnym Londynie samego Arsene’a Wengera, a który po zaledwie roku. Trener miał więc coś do udowodnienia, a wyrzucenie Arsenalu za burtę Ligi Europy na pewno stanowiłoby dla niego sporą satysfakcję.
Jeśli kibice gospodarzy faktycznie liczy, że ich pupile od pierwszych minut ruszą do zdecydowanych ataków, to po pierwszej połowie musieli oni czuć spory zawód. Arsenal grał bowiem zachowawczo i miał problemy z tym, by stwarzać sobie dobre okazje bramkowe.
Jedyną wartą uwagi szansę miał Pierre-Emerick Aubameyang, który trafił w słupek, jednak do zbyt mało, by poważniej zagrozić dobrze dysponowanemu rywalowi. Inna sprawa, że piłkarze z Hiszpanii naprawdę nie musieli się zbyt wysilać, by utrzymać korzystny rezultat.
W drugiej połowie obraz gry praktycznie się nie zmienił. Villarreal czekał na swoje szanse, natomiast Arsenal, chociaż miał inicjatywę, to poza drugim strzałem w słupek Aubameyanga nic z tego nie wynikało.
Rezultat już finalnie nie uległ zmianie i to goście z Hiszpanii zameldowali się w wielkim finale Ligi Europy. Dla Arsenalu taki wynik oznacza z kolei, że niemal na 100 procent drużyny tej zabraknie w kolejnej edycji rozgrywek międzynarodowych.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.