Sensacja na Estadio Sanchez Pizjuan! Sevilla pokonała aż 3:0 Manchester United w rewanżowym meczu 1/4 finału Ligi Europy i awansowała do półfinału!
Sensacja stała się faktem! Sevilla, która na co dzień walczy o utrzymanie w hiszpańskiej LaLiga, wyrzuciła z Ligi Europy faworyta do zwycięstwa w całych rozgrywkach i jednocześnie trzecią drużynę angielskiej Premier League.
A przecież wcale nie musiało tak być. W pierwszym spotkaniu na Old Trafford to Manchester był zespołem wyraźnie dominującym. Niemniej jednak nieskuteczność Czerwonych Diabłów połączona z wyjątkowym pechem w końcówce (dwa gole samobójcze) pozostawiała losy dwumeczu otwarte.
W rewanżu przed własną publicznością skazywana na pożarcie Sevilla spłatała niezłego figla faworyzowanym podopiecznym Erika ten Haga. Gospodarze już w 8. minucie objęli prowadzenie. Po błędzie Davida de Gei i Harry’ego Maguire’a do siatki trafił Youssef En Nesyri.
Szybko strzelona bramka uskrzydliła sewilczyków. Tuż przed przerwą futbolówkę w siatce umieścił Lucas Ocampos, lecz ostatecznie jego trafienie po konsultacji z VAR zostało anulowane z uwagi na wcześniejszy ofsajd.
Co się odwlecze, to nie uciecze. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy Sevilla zadała kolejny cios United. W 47. minucie Loic Bade wpisał się na listę strzelców po podaniu Ivana Rakiticia. Gwoździa do trumny Manchesteru wbił w końcówce notujący dublet En Nesyri.
Sevilla, która aż sześciokrotnie triumfowała w Lidze Europy, co jak dotąd pozostaje niepobitym rekordem, po raz kolejny udowodniła, że czuje się w tych europejskich rozgrywkach drugiej kategorii jak ryba w wodzie, nawet jeśli ma spore problemy na pozostałych frontach.
W półfinale podopieczni Jose Luis Mendillabara zmierzą się z Juventusem.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.