To już prawie rok, od kiedy Cezary Kulesza stanął w świetle kamer i powiedziało mu się, że baza treningowa Polskiego Związku Piłki Nożnej zostanie wzniesiona w Karczewie pod Warszawą. Do zdarzenia doszło zaraz po ponownym wyborze Kuleszy na stanowisko prezesa federacji, czyli dokładnie 30 czerwca 2025 – no a bazy nie ma.
Ale że nie ma, to trudno się dziwić, przecież zakładać należy, że wybudowanie takiej bazy nie trwa kilka miesięcy, tylko jest to przedsięwzięcie daleko bardziej wymagające. Nie w tym więc problem, że nie ma. Więcej – nie w tym nawet problem, że nie wiadomo, kiedy będzie. Bo problem w tym, że nie jest choćby jasne czy powstanie w Karczewie, czy może jednak w Otwocku.
Sprawy nie zaszły za daleko, trzeba powiedzieć. PZPN powołał jednak komisję czy grupę roboczą, która ma udzielić rekomendacji odnośnie lokalizacji przyszłego ośrodka treningowego. Mało tego, wynajęto również zewnętrzną firmę, która do połowy lipca wszystko pięknie powie – co, gdzie i dlaczego z ekonomicznego punktu widzenia bardziej się opłaca. Czyli nie jest też tak, że nic się nie dzieje, zresztą słychać również, że baza nie będzie nosić cech Bizancjum – składać się będzie z nie więcej niż czterech boisk i zaplecza gospodarczo-sanitarnego. Co nie zmienia faktu, że reprezentacja Polski jak nie miała stałego miejsca do treningów, tak go nadal nie ma. I wiadomo, że prędko nie poćwiczy też w bazie wybudowanej przez PZPN.
Skoro polski futbol rozwija się już chyba na każdej możliwej płaszczyźnie, może też wypadałoby zbudować boisko treningowe dla reprezentacji Polski?
Wspominaliśmy już raz czy dwa na łamach „PN”, że od pewnego czasu istnieje pomysł, by nieopodal bazy noclegowej reprezentacji Polski wydzierżawić teren, na którym mogłoby powstać boisko do treningów dla kadry. Nie podejmuję się odpowiedzieć na pytanie, czy ten temat zostanie zrealizowany? Raz jest blisko, raz wydaje się, że nic z tego, teraz ponoć sprawa w bardziej przystępnej ekonomicznie formie wraca. W każdym razie, chodzi za tym Radosław Michalski, swego czasu oddelegowany przecież przez zarząd PZPN do bycia kimś, kto wsłuchuje się w potrzeby kadry i omawia je na poziomie federacji. Bardzo dobrze, że chodzi, bo trudno się nie zgodzić, że temat wymaga rozwiązania. W kontekście treningów reprezentacja Polski jest bowiem bezdomna. Czasem przyjmie ją Legia Warszawa, czasem Stadion Narodowy, co do zasady jednak zdana jest na łaskę innych. No i te dwa podmioty kadrę przyjmują, ale przecież nie za darmo.
Na przełomie września i października drużyna narodowa rozegra aż cztery mecze w ramach Ligi Narodów. To będzie długie zgrupowanie, podczas którego trzeba będzie nie tylko grać, ale również gdzieś trenować. I płacić za możliwość trenowania. A potem będą kolejne zgrupowania. Może więc w kilkuletniej perspektywie pod względem finansowym rozsądniejszym będzie zbudowanie własnego boiska – doprawdy wszystko jedno czy w Radości, czy na terenach KS ZWAR? To nie odmieni gry drużyny narodowej, ale skoro polski futbol rozwija się już chyba na każdej możliwej płaszczyźnie, może też wypadałoby zbudować boisko treningowe dla reprezentacji Polski? Bo my niby mamy wszystko, a potykamy się o fundamentalne sprawy. Piotr Stokowiec zgrabnie to kiedyś ujął na naszych łamach – w Polsce mamy kluby ze stuletnią tradycją i jednym boiskiem.
FIFA przesadziła z listą uczestników MŚ – to oczywiste. Natomiast jeśli ktoś może się cieszyć z pomysłu centrali, to na pewno Afrykańska Konfederacja Piłkarska. Na dziesięć drużyn z tego kontynentu, aż dziewięć przebrnęło fazę grupową.
Mówiono, że będzie to turniej zmęczonych gwiazd, tymczasem błyszczą właśnie najlepsi – Mbappe, Olise, Kane, Haaland, a przede wszystkim Messi. Czy wielki Leo ściga się jeszcze z Maradoną, czy ten wyścig już dawno wygrał i ściga się sam ze sobą?
Zaczynają się XXIII finały MŚ, a nas w Polsce ogarnia jakiś smutek. Zapomnieliśmy trochę, jak to jest chłonąć wielką imprezę bez udziału polskiej drużyny.
Od kilku ładnych lat finał Pucharu Polski zyskał rangę i oprawę, jakiej dawniej często mu brakowało. Ale w ostatnią sobotę było coś jeszcze, coś więcej – było autentyczne wzruszenie, nawet u kogoś, kto nie jest fanem KSG. Górnik Zabrze zdobył siódmy Puchar Polski w swojej historii – po 54 latach przerwy.