SSC Napoli zremisowało 1:1 z Realem Sociedad w meczu ostatniej kolejki fazy grupowej Ligi Europy. W barwach neapolitańskiej drużyny na listę strzelców wpisał się Piotr Zieliński.
Zieliński ma powody do zadowolenia. (fot. Reuters)
Stawka meczu była aż nadto istotna. Graczom Napoli i Realu Sociedad podczas czwartkowej rywalizacji na Stadio Diego Armando Maradona przyświecał jeden nadrzędny cel. Mieli oni zamiar odnieść zwycięstwo, które zapewniłoby pierwsze miejsce w grupie i jednocześnie awans do fazy pucharowej Ligi Europy.
Dokonanie tej sztuki powiodło się piłkarzom prowadzonym przez Gennaro Gattuso. „Azzurri” na przestrzeni dziewięćdziesięciu minut, co prawda, nie byli stroną dominującą, inicjatywę mieli raczej przybysze z San Sebastian, lecz zarazem pod bramką przeciwników to oni koniec końców byli skuteczniejsi.
O strzeleckiej efektywności ekipy spod Wezuwiusza najlepiej świadczy fakt, że wystarczyło zaledwie jedno celne uderzenie w całym meczu (tak, to nie jest żaden błąd, jedno celne uderzenie w całym meczu!), aby objąć prowadzenie i, jak się później okazało, w konsekwencji również wygrać całe spotkanie.
W trzydziestej piątej minucie Piotr Zieliński znalazł się w posiadaniu piłki na skraju pola karnego po wrzutce z rzutu rożnego. Reprezentant Polski w doprawdy ładny dla oka sposób huknął nie do obrony dla strzegącego dostępu do bramki Alejandro Remiro. To debiutanckie trafienie Zielińskiego w bieżącej edycji Europa League.
Tego samego nie można powiedzieć o RSSS. Jego zawodnicy – mimo wielu dogodnych, a niekiedy nawet i stuprocentowych sytuacjach bramkowych – nie potrafili znaleźć drogi prowadzącej między słupki. Bodaj najlepszą okazję zmarnował Portu, który mając przed sobą pustą bramkę, posłał piłkę za linię końcową.
Im bliżej było do końcowego gwizdka arbitra, tym bardziej podopieczni Imanola Algucila dwoili się i troili w ofensywnych wysiłkach zmierzających do odrobienia strat. Wyraźna przewaga nad ogarniętymi biernością neapolitańczykami przełożyła się na zdobycz bramkową dopiero w drugiej minucie doliczonego czasu gry.
Trafienie autorstwa Williana Jose było dosłownie na wagę złota. Dzięki niemu obecny wicelider hiszpańskiej La Liga rzutem na taśmę utrzymał drugie miejsce w tabeli grupy F. Duża w tym zasługa również chorwackiej Rijeki, która – również w ostatnich chwilach – ograła holenderski AZ Alkmaar.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.