W czwartek rozegrano rewanżowe mecze wstępnej rundy eliminacyjnej Ligi Europy.
Ponownie bohaterem swojego zespołu został Łukasz Cieślewicz. 30-letni Polak grający od ośmiu lat w B36 Torshavn w pierwszym meczu z St. Joseph’s FC, gdy wykorzystał rzut karny. Zespół Wysp Owczych zremisował z drużyną z Gibraltaru 1:1. Scenariusz powtórzył się także w dzisiejszym rewanżu. Padł w nim taki sam wynik, a Cieślewicz znów zdobył bramkę z rzutu karnego.
W pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy zagra jednak B36 Torshavn, który wygrał konkurs rzutów karnych. Cieślewicz miał strzelać w piątej serii, ale nie było takiej potrzeby, bo jego zespół już wcześniej zapewnił sobie wygraną.
W następnej rundzie Farerzy zagrają z OFK Titograd Podgorica (dawny Mladost Podgorica). Do kadry zespołu na tę rundę będzie mógł być włączony już Michał Przybylski, który został wypożyczony z łódzkiego Widzewa do B36 już po pierwszym meczu z St. Joseph’s.
Z awansu do dalszych rozgrywek cieszą się także Islandczycy. Klasvik pokonał maltańską Birkirkarę 2:1. Nieudanie wyprawę na Litwę wspominać będzie Cefn Druids. Walijczycy przegrali z FK Trakai 0:1 i zostali wyeliminowani. Łatwe zwycięstwo odniosła za to FC Prishtina. Wicemistrz Kosowa rozbił 5:0 gibraltarski College Europa.
W dalszej fazie zagrają również zespoły Gzira United (Maltańczycy wyeliminowali UE Sant Julia z Andory), SP Tre Fiori (Sanmaryńczycy rozprawili się z walijskim Bala Town) i UE Engordany (Andorczycy byli lepsi od SS Folgore z San Marino).
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.