Jakub Wilk, który spędził w Żalgirisie Wilno pół roku nie ma wątpliwości: faworytem dwumeczu jest Lech Poznań, ale Kolejorz nie ma prawa zlekceważyć litewskiego rywala, bo to może się szybko zemścić.
Kogo najbardziej powinni się obawiać piłkarze i szkoleniowcy Lecha? – Zdecydowanie Kamila Bilińskiego. Poznaliśmy się dobrze, fajny chłopak, nasze rodziny się polubiły. On jest w klubie wysuniętym napastnikiem, cała gra kręci się wokół niego – mówi Wilk.
– Za budowanie akcji ofensywnych odpowiada natomiast dwójka w środku pola: Mantas Kuklys oraz Pawieł Komołow. Ten drugi grał nawet w Polsce – w GKS Bełchatów. Mają na pewno potencjał, żeby zagrozić Kolejorzowi – dodaje były zawodnik Lecha.
– Grunt, żeby Lech nie zlekceważył przeciwnika, bo Żalgiris u siebie jest bardzo groźny. Ma naprawdę dobrą i solidną drużynę, która może sprawić niespodziankę. Zresztą im zdarzało się grać sparingi z polskimi zespołami. Wygrywali na przykład z Jagiellonią Białystok czy Legią Warszawa, więc to powinien być sygnał ostrzegawczy dla poznaniaków. Choć nie zmienia to faktu, że Lech jest zdecydowanym faworytem dwumeczu – ocenia Wilk.
Lech zagra z Żalgirisem w Wilnie w czwartek. Początek meczu o godzinie 18:30. Transmisja w Polsat Sport.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.