Utopia czy dystopia – Inter rzuca wszystkie siły na Champions League
Jeszcze parę tygodni temu, w czarno-niebieskiej części Mediolanu celowano w potrójną koronę i wcale nie wydawało się to utopią. Wydarzenia na przełomie kwietnia i maja sprawiły jednak, że Inter musiał poważnie zmodyfikować swoje cele na koniec sezonu 2024/2025.
W dwumeczu ½ finału Pucharu Włoch, podopieczni Simone Inzaghiego najpierw zremisowali 1:1, a później polegli 0:3 z AC Milan. W międzyczasie przegrali także dwa kolejne spotkania w Serie A (z Bologną FC i AS Romą), dając się wyprzedzić w tabeli ligi włoskiej SSC Napoli. – Taka seria nigdy nie powinna się wydarzyć – utyskiwał Inzaghi. Ale się zdarzyła…
Cud w Barcelonie
W swojej 117-letniej historii Nerrazzuri raz zdobyli potrójną koronę. Do dzisiaj pozostają zresztą jedynym klubem z Półwyspu Apenińskiego, któremu udała się ta sztuka. Kultowa drużyna Jose Mourinho z sezonu 2009/2010 to swoisty wzorzec z Sevres, jak mają grać kolejne ekipy Interu. Zespół dowodzony przez „The Special One” był rzecz jasna silny piłkarsko, ale historyczny sukces zawdzięczał przede wszystkim wzorowej organizacji.
Drużyna Inzaghiego długimi momentami w bieżącym sezonie prezentowała się równie dobrze co Diego Milito i spółka. Powtórka sukcesu sprzed 15 lat wcale nie była zatem utopią. W kwietniu wszystko się jednak posypało. Teraz dystopią jest scenariusz, w którym mediolańczycy, kończą kampanię 2024/2025 bez choćby jednego trofeum.
Po czarnej serii trzech porażek z rzędu, gracze Interu na Estadio Olimpic Lluis Companys jechali jak na ścięcie. Tymczasem początek spotkania był bez wątpienia jednym z najlepszych występów Nerrazzuri za kadencji Inzaghiego. Goście z Mediolanu już po 21. minutach prowadzili bowiem 2:0. Jeszcze przed przerwą dali się co prawda dogonić Blaugranie, ale w drugiej połowie, gdy gol dla gospodarzy wydawał się kwestią czasu, w 64. minucie znów na prowadzenie wyszli 20-krotni mistrzowie Włoch. Co prawda cieszyli się nim raptem przez kilka sekund, ale remis wywalczony na wyjeździe, przy zaledwie trzech celnych uderzeniach i 29% posiadaniu piłki, należy uznać za sukces.
– Po kilku słabych występach, zobaczyliśmy Inter grający z sercem – powiedział po końcowym gwizdku, jeden z jego niespodziewanych bohaterów, strzelec dwóch goli Denzel Dumfries. Inzaghi zdawał sobie jednak doskonale sprawę, że jego drużyna może mieć problem, aby w każdym z sześciu meczach, które pozostały do końca sezonu, zaprezentować podobny poziom.
Sprecyzowany cel
Na szali znalazły się drugie z rzędu mistrzostwo Włoch i pierwszy od półtorej dekady triumf w Lidze Mistrzów. W trzeciej dekadzie XXI wieku Inter dwukrotnie zdobywał scudetto. Był również najbardziej „wyjściowym” reprezentantem Półwyspu Apenińskiego na arenie międzynarodowej, w 2023 r. dochodząc do finału Ligi Mistrzów (przegrana z Manchesterem City 0:1) oraz w 2020 r. do decydującego boju w Lidze Europy (porażka z Sevillą CF 2:3). Nikt głośno nie powie, że w walce o krajowy tytuł, czarno-niebiescy rzucili już biały ręcznik. – To nieprawda. Jesteśmy w półfinale, ale cały czas walczymy również w Serie A – przekonywał Alessandro Bastoni. Z decyzji jego przełożonego można jednak wywnioskować, że szala przechyliła się na korzyść Champions League.
Po kilku słabych występach, zobaczyliśmy Inter grający z sercem
Nie da się bowiem inaczej zinterpretować decyzji Inzaghiego, by w bój w meczu 34. kolejki ligi włoskiej z Hellas Werona posłać do boju rezerwowych. Z piłkarzy, którzy w środę od pierwszej minuty rywalizowali na Montjuic z Barceloną, w pierwszym składzie ostał się tylko Yann Bisseck. W drugiej połowie na murawie zameldowali się z kolei Francesco Acerbi, Federico Dimarco i Henrich Mychitarjan. Po mękach Inter wygrał 1:0, a zwycięską bramkę zdobył Kristjan Asllani. Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek, Nerrazzuri mają wciąż trzy „oczka” straty do lidera, SSC Napoli. Włoskie media nie mają jednak wątpliwości – drużynie Antonio Conte do odzyskania mistrzostwa wystarczy siedem punktów.
Pięć powodów
Inter obrał zaś azymut na czwarty w historii Puchar Mistrzów. „Finał nie jest utopią, a realną możliwością. Przed przybyciem do Barcelony, zespół Inzaghiego mógł sprawiać wrażenie skazańca, którego głowa zaraz wyląduje na gilotynie. Tymczasem oni dalej żyją” – uderza w patetyczne tony „La Gazzetta dello Sport”. Mediolański dziennik podaje również pięć powodów, dla których to Hakan Calhanoglu i spółka awansują do wielkiego finału w Monachium. Są to:
1. FC Barcelona to „kulejący olbrzym” – zachwyca z przodu, ale czasem przeraża w tyłach;
2. San Siro to rozgrzany piec, do którego trafia paliwo – był miejscem wielu spektakularnych wieczorów w europejskich pucharach;
3. Będący w świetnej formie – Denzel Dumfries i Marcus Thuram jeszcze raz mają znaleźć sposób na katalońską defensywę;
4. Gracze Interu są silniejsi fizycznie i ten atut mają potwierdzić zwłaszcza w stałych fragmentach gry;
5. W drodze do ½ finału Ligi Mistrzów Nerrazzuri ponieśli tylko jedną porażkę (z Bayerem Leverkusen 0:1), co niezaprzeczalnie świadczy o tym, że obecnie należą do ścisłej czołówki Starego Kontynentu;
Kluczowy w kontekście awansu zdaje się być punkt czwarty. Z ostatnich pięciu goli Interu w Champions League, aż cztery padły po rzutach rożnych. Przy założeniu, że na San Siro „Duma Katalonii” znów może mieć gigantyczną przewagę, stałe fragmenty gry będą kluczowe. – Nerrazzuri powinni się skupić właśnie na tym aspekcie, bo mają w nim przewagę nad rywalami – stwierdził na łamach „La Gazzetta dello Sport”, Arrigo Sacchi.
Śpiesz się powoli
Kluczowe pytanie brzmi, czy w rewanżu z Blaugraną, czarno-niebieskich będzie w stanie wspomóc Lautaro Martinez, który na Estadio Olimpic Lluis Companys nabawił się kontuzji (naciągnięcie mięśnia zginacza lewego uda). Argentyński napastnik jest daleki od swojej optymalnej formy (ledwie 12 bramek w tym sezonie Serie A, podczas gdy w poprzednich rozgrywkach miał ich na koncie dwa razy tyle). – Jest pewna nadzieja, że zobaczymy go we wtorek, ale na ten moment to chyba mało prawdopodobne. Spróbujemy wszystkiego, by mógł wrócić na to spotkanie, choć obecnie nie wygląda to dobrze – przyznał w weekend asystent Inzaghiego, Massimiliano Farris.
W poniedziałek mistrz świata 2022 wrzucił jednak na Instagram swoje zdjęcie w czasie zajęć na siłowni i opatrzył je emotikoną ładującej się baterii. – Wszystko będzie zależało od jego samopoczucia. Sytuacja wyjaśni się we wtorek. Decyzję podejmę jednak, mając na uwadze przede wszystkim dobro Interu – zapowiedział na przedmeczowej konferencji prasowej Inzaghi.
Martineza przestrzega przed pośpiechem legendarny obrońca mediolańczyków z lat 1980-1999, Giuseppe Bergomi. – Jest kapitanem. Musi tworzyć akcje, utrzymywać się przy piłce i jej nie tracić. Jeśli ma jednak problem z mięśniami i nie jest w pełni sprawny, to nie ma sensu, aby grał – przyznał na antenie Sky Sport Italia. Poza 70-krotnym reprezentantem Albicelestes niepewny jest również występ Benjamina Pavarda, który w kwietniowym meczu z AS Romą skręcił kostkę.
🚨⚫️🔵 Lautaro Martínez and Benjamin Pavard are both back in initial team training ahead of Inter-Barcelona. pic.twitter.com/T2nm51iMqp
– Musimy rozegrać świetne zawody przeciwko silnej drużynie. Nasza dyspozycja jest sprawdzona. W pierwszym meczu spisaliśmy się dobrze, ale z pewnością w niektórych momentach mogliśmy zagrać lepiej – mówi Inzaghi, który jako pierwszy trener w historii Interu może we wtorek doprowadzić mediolańczyków do drugiego finału Ligi Mistrzów.
4
Aż cztery z ostatnich pięciu goli Interu w Lidze Mistrzów, padły po rzutach rożnych
Czy w tej dziejowej misji od pierwszych minut wspomogą go polscy piłkarze? Chyba nie ma co na to liczyć. Z Hellas Werona, zarówno Piotr Zieliński, jak i Nicola Zalewski wyszli w podstawowym składzie i obaj zebrali skrajnie różne opinie. Zielińskiemu wytykano, że nie mógł się odnaleźć w środku pola, zaś Zalewski chwalony był za aktywność i wszędobylskość. Trudno jednak oczekiwać, aby ten występ wystarczył do gry w wyjściowym składzie z FC Barceloną.
Co znajdziecie w najnowszym numerze „Piłki Nożnej”?
Jak zawsze najciekawsze materiały zapowiada Zbigniew Mucha. Tym razem m.in. fenomen Barcelony oraz niezwykła historia ostatniego meczu reprezentacji NRD. Do tego wywiady, polska i zagraniczna piłka oraz dużo więcej. Obejrzyjcie zapowiedź wydania i zajrzyjcie do najnowszego numeru!
Było to kilkanaście lat temu, wydaje mi się, że w dniu meczu Lecha Poznań z fińskim FC Honka. Byłem młodziutki, wychodząc z redakcji spytałem obecnych, gdzie będą wieczorem oglądać mecz eliminacji Ligi Europejskiej. Wiedziałem, że pozostali redaktorzy nie interesują się piłką, ale byłem wówczas jeszcze przekonany, że cały kraj, nawet nie-kibice, że wszyscy Polacy oglądają takie mecze. To chyba tego dnia dowiedziałem się, że obok siebie istnieją dwa oddzielne światy.
Sankcyjny mur wokół sportowej Moskwy kruszeje coraz bardziej. Kolejnym przełomem był niedawny start reprezentacji Rosji we włoskich igrzyskach paraolimpijskich. Rosjanie wystartowali tam pod swoją flagą, ze swoim hymnem, a końcowe podium wyglądało jak nowa Jałta: Chiny, Stany Zjednoczone i Rosja.
Hiszpania świętuje awans do finału MŚ i zachwyca się swoją reprezentacją
– Tak miało być. Zaczęliśmy w Atlancie, a skończymy w Nowy Jorku. Jest już blisko. Idziemy po to! – krzyczał w szatni po zwycięstwie nad Francją najlepszy na boisku Dani Olmo. Słowa te oddają nastrój euforii w zespole Luisa de la Fuente oraz w całym kraju – wszyscy Hiszpanie zgadzają się z gwiazdą zespołu: po czymś takim, jak obalenie Francji, nie można przegrać finału, ktokolwiek byłby rywalem.
RL 2028, czyli co transfer Lewandowskiego oznacza dla reprezentacji Polski
Nie interesuje mnie, czy Robert Lewandowski zarobi w Chicago 10, 20 czy 50 milionów dolarów. Nie interesuje mnie, czy zbuduje swoją markę na amerykańskim rynku. Interesuje mnie tylko jedno – co przenosiny do Fire oznaczać będą dla reprezentacji Polski?