Mistrzowski gol Palmy nie wystarczył. Lech zmącił sobie atmosferę święta
Diametralnie inny niż 12 miesięcy temu był w Poznaniu dzień zamykający sezon. Rok temu nerwowe oczekiwanie, teraz – brak stresu, wszechobecne uśmiechy i wyczekiwanie mistrzowskiej fety. Klimat pogodnego opanowania aż za bardzo udzielił się piłkarzom Kolejorza.
Przy Bułgarskiej już przed pierwszym gwizdkiem było niezwykle uroczyście. Lech oficjalnie uhonorował Marcina Kamińskiego – pożegnanie 34-latka nastąpiło ze sporym opóźnieniem, jednak wychowanek Kolejorza dopiero po raz pierwszy gościł na poznańskim stadionie w roli zawodnika przeciwnego zespołu. Później klasę pokazali goście z Płocka: nowych-starych mistrzów Polski powitał szpaler utworzony przez piłkarzy Wisły.
62
bramki zdobył mistrz Polski w całym sezonie. To o sześć mniej niż w ubiegłych rozgrywkach.
Gospodarze zaczęli w takim zestawieniu, jakby gra o tytuł wcale nie była rozstrzygnięta. Przy okazji spotkania ostatniej kolejki sezonu 2025-26 nikt z podstawowego składu Kolejorza nie dostał wolnego popołudnia. Trener Niels Frederiksen podszedł do konfrontacji przeciwko Nafciarzom z pełną powagą. Jak ligowe ostatki potraktowali jego zawodnicy?
OZDOBA OD MAGIKA Z HONDURASU
W podniosłej atmosferze dość długo poszukiwali boiskowego rytmu. Lech przeważał, lecz nic z tego nie wynikało. Dopiero po kwadransie do niezłych sytuacji doszli Patrik Walemark oraz Leo Bengtsson. Jak nie szło z gry, trzeba było poszukać szczęścia za pośrednictwem stałych fragmentów. W 30. minucie wynik zawodów fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego otworzył Luis Palma. Drużyna Mariusza Misiury mogła szybko odpowiedzieć – bardzo dobrą sytuację zmarnował jednak Dominik Kun.
Ewidentnie rozkojarzony wyszedł na drugą połowę zespół Frederiksena. Już po kilkudziesięciu sekundach Żan Rogelj doprowadził do remisu, umieszczając piłkę w siatce z najbliższej odległości. Niemal w następnej akcji goście powinni wyjść na prowadzenie, lecz Matchoi Djalo przegrał pojedynek z Bartoszem Mrozkiem. Zemściło się to na Wiśle w 59. minucie, kiedy Walemark inteligentnym uderzeniem głową wykorzystał dośrodkowanie Michała Gurgula.
Ostatni mecz był w wykonaniu Bartosza Mrozka jak cały sezon – bardzo udany. (Foto: Paweł Jaskółka / PressFocus)
Wydawało się, że Lech odzyskał kontrolę nad wydarzeniami, tymczasem mógł błyskawicznie stracić prowadzenie. Po zagraniu ręką Mateusz Skrzypczaka w szesnastce mistrzów Polski ponownie musiał ratować Mrozek. Golkiper Kolejorza obronił rzut karny wykonywany przez Nemanję Mijuskovicia.
WYCHOWANEK POKRZYŻOWAŁ IMPREZĘ
Kapitalna interwencja 26-letniego bramkarza mogła okazać się kluczowa dla losów rywalizacji. Wydawało się, że panujący nad sytuacją Kolejorz dowiezie zwycięstwo do końcowego gwizdka – zwłaszcza że w ostatnim fragmencie był blisko podwyższenia prowadzenia. Trafienie Yannicka Agnero zostało jednak anulowane po analizie VAR.
Święto nieco popsuł Poznaniowi… wychowanek Lecha. W piątej minucie doliczonego czasu gry Kamiński najprzytomniej zachował się w polu karnym, sprawiając, że Kolejorz tylko podzielił się punktami z Wisłą Płock.
W przeciętnym stylu Lech zakończył bardzo udany sezon. Dwa lata temu na finiszu Kolejorz skompromitował się z Koroną Kielce, podczas gdy jego kibice urządzili wymowny piknik. Dzisiaj natomiast na trybunach pojawił się transparent: „P. Rutkowski, K. Klimczak – dziękujemy i idziemy po więcej!”.
Tomas Bobcek królem strzelców Ekstraklasy 2025-26. Jak wygląda klasyfikacja?
Aż 20 goli zdobytych przez Tomasa Bobcka to za mało, aby utrzymać Lechię w Ekstraklasie. Słowacki piłkarz tym samym zdobył koronę króla strzelców Ekstraklasy w sezonie 2025-26.
GKS Katowice zagra w europejskich pucharach. Ekipa Rafała Góraka rzutem na taśmę, w dramatycznych okolicznościach, wyszarpała punkt w konfrontacji z Pogonią Szczecin i wyprzedziła w tabeli Legię Warszawa, wskakując na 5. lokatę.