Czwartkowe starcie Sevilli z Romą w 1/8 finału Ligi Europy nie odbędzie się. Powód? Samolot z zawodnikami Giallorossich na pokładzie nie otrzymał pozwolenia na lądowanie w Hiszpanii.
Co dalej z rozgrywkami Ligi Europy? (fot. UEFA)
Przypomnijmy, że we wtorek hiszpańskie władze podjęły decyzję o zamknięciu ruchu powietrznego z Włochami. To oznacza, że w najbliższym czasie żaden samolot z Italii nie otrzyma zgody na lądowanie na żadnym z krajowych lotnisk, a całość jest oczywiście spowodowana rozprzestrzenianiem się koronawirusa.
Włochy są aktualnie największym europejskim ogniskiem zakażenia. Jak do tej pory na Półwyspie Apenińskim zachorowało ponad 10 tysięcy osób, a 631 zmarło (stan na 11 marca). Także w Hiszpanii sytuacja nie jest ciekawe i dlatego lokalny rząd zdecydował się na podjęcie radykalnych kroków.
Włodarze Romy rozważali w takiej sytuacji wylądowanie w Gibraltarze i ruszenie na mecz autokarem, ale ostatecznie porzucili ten pomysł, co jest równoznaczne z tym, że zawody się nie odbędą.
W takiej sytuacji pod poważnym znakiem zapytania stanęło starcia Barcelony z Napoli w Lidze Mistrzów, które zaplanowano na kolejny tydzień. Już wcześniej prezydent Getafe zapowiedział, że nie wyśle swoich piłkarzy na wyjazdowe spotkanie z Interem Mediolan w Lidze Europy.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.