Trudne zadanie czeka w czwartek Legię Warszawa. Stołeczny klub zagra z PSV Eindhoven. – Nie stoimy na straconej pozycji – powiedział Maciej Skorża.
– Szacunek budzą osiągnięcia naszych rywali w ubiegłym sezonie. Drużyna z Holandii wygrała zmagania w fazie grupowej i awansowała do ćwierćfinału. W tym roku dwukrotnie mierzyliśmy się z zespołami faworyzowanymi i wygrane odnosiliśmy na wyjazdach. Jest w nas sporo optymizmu. Nie stoimy na straconej pozycji i zamierzamy powalczyć o punkty – zaznaczył Skorża.
W ostatniej kolejce Ekstraklasy Legia nieoczekiwanie przegrała na własnym obiekcie z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:2. – Zapomnieliśmy o Podbeskidziu. Chcemy, aby po tamtym spotkaniu pozostała tylko sportowa złość. Skupiamy się wyłącznie na tym, co przed nami – uciął szybko ten temat Skorża.
Trener warszawskiej drużyny nie liczy na to, że holenderska ekipa zlekceważy jego zespół. – Nie sądzę, aby PSV nas zlekceważyło. W ubiegłym sezonie Holendrzy bezlitośnie rozprawili się z Debreczynem, ale nie chcę, aby Holendrzy traktowali nas „na pół gwizdka”. Jeżeli zagramy tak jak z Gaziantepsporem i Spartakiem, to będę spokojny o wynik – zakończył Skorża.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.