Slavia Praga w ćwierćfinale Ligi Europy. Nasi południowi sąsiedzi pokonali na wyjeździe Rangers FC (2:0) i pozostają w wyścigu o główne trofeum.
Steven Gerrard nie miał tym razem powodów do zadowolenia (fot. 400mm.pl)
Rangersi już jakiś czas temu zapewnili sobie mistrzostwo Szkocji, jednak nie zamierzali na tym poprzestawać i chcieli okrasić swój znakomity sezon dobrym występem na arenie międzynarodowej. Ewentualny awans do ćwierćfinału Ligi Europy na pewno zostałby przyjęty na Ibrox Park ze sporą dawką optymizmu.
Pierwsze starcie ze Slavią zakończyło się remisem (1:1) i przed rewanżem więcej szans na wygraną dawano podopiecznym Stevena Gerrarda. Ci zaczęli z animuszem, jednak zanim upłynął kwadrans musieli odrabiać straty. W 14. minucie Peter Olayinka wykorzystał dośrodkowanie w pole karne i strzałem głową pokonał Allana McGregora.
Gospodarze potrzebowali czasu na to, by otrząsnąć się po stracie gola, ale przed przerwą nie byli w stanie odpowiedzieć. Co więcej, pod koniec pierwszej połowie do akcji musiał wkroczyć VAR, który miał rozsądzić, czy Slavia powinna otrzymać rzut karny. Ku uldze Szkotów, sędziowie przewinienia na Abdallahu Simie się nie dopatrzyli.
Momentem zwrotnym spotkania była 62. minuta, kiedy to czerwoną kartką ukarany został Kemar Roofe. Kilka chwil później jego los podzielił Leon Balogun i Rangersi musieli kończyć zawody w podwójnym osłabieniu.
Slavia takiej okazji nie zmarnowała i po trafieniu Nicolae Stanciu z rzutu wolnego podwyższyła prowadzenie, pieczętując tym samym swój awans do ćwierćfinału Ligi Europy.
Kemar Roofe received a red card following this challenge on Slavia Prague goalkeeper Ondřej Kolář. ???? pic.twitter.com/A2oOe3sv3A
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.