Dużo działo się dziś na Stadionie Ludwika II. Po rzutach karnych awans do 1/8 finału Ligi Europy wywalczyli zawodnicy Bayeru Leverkusen.
Piłkarze Monaco podchodzili do drugiego spotkania z zaliczką zaledwie jednego gola. Przed tygodniem podopieczni Philippe’a Clementa wygrali 3:2. W dzisiejszym meczu stratę bardzo szybko zniwelował Bayer. Już w 13. minucie wynik otworzył Florian Wirtz. Kilka minut później do remisu doprowadził Wissam Ben Yedder, który wykorzystał rzut karny, ale raptem dwie minuty po golu Francuza ponownie na prowadzenie wyszli Aptekarze. Na 2:1 trafił Exequiel Palacios.
Po zmianie stron przewagę gości powiększył Amine Adli. Przy trafieniu francuskiego pomocnika asystował Wirtz, strzelec pierwszego gola. Wydawało się, że zawodnicy Xabiego Alonso wywalczą awans do kolejnej rundy po 90 minutach, ale w końcówce spotkania do siatki Bayeru trafił Breel Embolo. Szwajcar tym samym doprowadził do dogrywki.
Tam lekką przewagę mieli zawodnicy Bayeru. Drużyna z Bundesligi starała się atakować, lecz Monaco solidnie się broniło. Dodatkowe 30 minut nie wystarczyło, aby któraś d rużyn zdobyła bramkę na wagę awansu. O tym, kto zagra w 1/8 finału LE, miały zdecydować rzuty karne.
Bayer w konkursie jedenastek triumfował 5:3. W szeregach ekipy z Leverkusen karnego na gola zamienili wszyscy, którzy podeszli do piłki: Sardar Azmoun, Nadiem Amiri,Edmond Tapsoba, Patrik Schick oraz Moussa Diaby. W zespole Monaco uderzali Axel Disasi, Breel Embolo, Kevin Volland, a także Eliot Matazo, który nie będzie miał dziś spokojnej nocy, Belg trafił w poprzeczkę i jako jedyny nie trafił do siatki.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.