Jagiellonia Białystok podejmowała Łódzki Klub Sportowy. Piłkarze obydwu drużyn nie grali już o nic, dlatego podeszli do meczu bez presji. Lepiej w tej sytuacji odnaleźli się gospodarze.
Przed rozpoczęciem kolejki jasne było to, że w tym spotkaniu nie będzie wielkich emocji. W końcu Łódzki Klub Sportowy nie miał już najmniejszych szans na utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jaga mogła zakończyć sezon na miejscach od dziewiątego do dwunastego, ale naprawdę nie mogło to elektryzować piłkarskiej Polski.
W pierwszej części spotkania nie zobaczyliśmy goli. Jednak na poziom widowiska nie można było narzekać. W pierwszych 45 minutach działo się całkiem sporo, a zabrakło do pełni szczęścia właśnie tylko zdobytej bramki przez którąś z drużyn.
Antybohaterem tego spotkania nieoczekiwanie został Tomasz Frankowski. Doświadczony snajper w 45. minucie otrzymał pierwszą żółtą kartkę za zagranie ręką. Sytuacja powtórzyła się w 55. minucie. „Franek” musiał opuścić boisko. W całkowicie bezmyślny sposób osłabił swoją drużynę.
Pomimo gry w dziesiątkę Jagiellonia nie poddawała się w dążeniu do gola. Zespół ze stolicy Podlasia wyszedł na prowadzenie w 60. minucie, kiedy Dawid Plizga wykorzystał fatalną postawę defensywy Łódzkiego Klubu Sportowego i wpisał się na listę strzelców. Warto dodać, że ten piłkarz kilka chwil wcześniej pojawił się na murawie. To nie załamało gości, którzy pogodzeni ze spadkiem i tak walczyli o korzystny wynik. W 73. minucie wyrównał stan meczu Grzegorz Bonin. Ale co z tego? Po kilku minutach gospodarze ponownie prowadzili, gdyż bramkę z rzutu karnego zdobył Tomasz Kupisz.
Ostatecznie Jagiellonia dowiozła minimalne prowadzenie do końca meczu. Łódzki Klub Sportowy w beznadziejny sposób zakończył tragiczny dla siebie sezon.