Lech
Poznań zrealizował plan minimum w pierwszym meczu z ormiańskim
Gandzasarem Kapan. Na swoim stadionie Kolejorz odniósł zwycięstwo
2:0 w spotkaniu I rundy eliminacji Ligi Europy. Obie bramki dla
drużyny gospodarzy zdobył Duńczyk Christian Gytkjaer.
Foto: Łukasz Skwiot
Czwartkowe
spotkanie w stolicy Wielkopolski rozgrywane było przy pustych
trybunach. To efekt sankcji nałożonych na Lecha po pamiętnych
ekscesach kibiców podczas meczu z Legią Warszawa kończącego
ubiegły sezon.
Losy
konfrontacji Kolejorza z Gandzasarem rozstrzygnęły się już w
początkowym kwadransie zmagań. W dziesiątej minucie gry wynik
meczu otworzył Gytkjaer: duński napastnik popisał się efektownym
uderzeniem piłki z powietrza po precyzyjnym dośrodkowaniu ze
skrzydła autorstwa Macieja Makuszewskiego.
Ten
sam duet zaledwie pięć minut później wypracował drugą bramkę
dla gospodarzy. Makuszewski efektownie przedarł się w pole karne,
gdzie został sfaulowany przez jednego z obrońców. Sędzia z
Izraela bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł
Gytkjaer i bardzo pewnie wykorzystał rzut karny.
Drużyna
prowadzona po raz pierwszy w oficjalnym spotkaniu przez trenera Ivana
Djurdjevicia w kolejnych minutach kontrolowała przebieg wydarzeń,
choć zdarzały jej się momenty dekoncentracji. W kilku sytuacjach
dobrze dysponowany Jasmin Burić musiał ratować Kolejorza przed
utratą bramki.
Już
do końca rywalizacji wynik nie uległ zmianie. Ostatecznie Lech
Poznań wygrał 2:0 z niżej notowanym Gandzasarem Kapan.
Rewanżowa
potyczka w Armenii zostanie rozegrana w czwartek, 19 lipca.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.