Za wysokie progi na polskiego klubu nogi [KOMENTARZ]
W obu meczach z Fiorentiną Raków obejmował prowadzenie i oba przegrał w doliczonym czasie gry. Po zakończonej rywalizacji trener Łukasz Tomczyk mówił, że zabrakło trochę szczęścia. To fakt, ale pamiętajmy, że ono sprzyja lepszym.
W wyeliminowaniu przez Fiorentinę Rakowa, a rundę wcześniej Jagiellonii, nie ma żadnego przypadku. Sam Moise Kean wyceniany jest wyżej niż całe kadry obu naszych klubów. Oczywiście, można powiedzieć, że występując przeciw polskim zespołom nie zaprezentował nic co uzasadniałoby, że wart jest 50 milionów euro. W Sosnowcu wręcz snuł się po boisku, a gdy pod koniec pierwszej połowy znalazł się sam przed bramką, strzelił tak, że nie tylko Oliwier Zych, ale przeciętny bramkarz drużyny juniorów, musiałby sobie poradzić z jego strzałem.
O faktycznej różnicy między Rakowem a Fiorentiną świadczy czas od 60 minuty gry. Kiedy Karol Struski zdobył gola, Medaliki poszły za ciosem i zatliła się nadzieja, że może zdarzy się cud, Paolo Vanoli dokonał dwóch zmian. Na boisku pojawili się Roberto Piccoli oraz Robin Gosens i gra odmieniła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zaczął się ostrzał częstochowskiej bramki i szczęście było raczej przy Rakowie, a nie przeciw niemu, bo mógł w tym okresie stracić więcej niż jednego gola. Dzięki temu, że tak się nie stało, emocje – podobnie jak w rywalizacji Fiorentiny z Jagiellonią – mieliśmy do końca. Ale mimo sytuacji z odwołanym przez VAR karnym i potencjalnie nie podyktowanym kolejnym, ostatecznie górą była do bólu boiskowo pragmatyczna Fiorentina. Po prawdzie miała sytuację pod kontrolą i nie tylko nie dała sobie zrobić krzywdy, ale jeszcze wyprowadziła zabójczy cios.
Bez wątpienia polskie klubu dzięki grze w Lidze Konferencji się rozwijają. Chyba nawet robią postępy, choć wynik tego nie potwierdza, bo w zeszłym sezonie w tej trzeciej europejskiej lidze, mieliśmy dwóch ćwierćfinalistów, a teraz żadnego. W poważnej rywalizacji z zespołami z lig TOP 5 nasze zespoły są jednak skazane na porażkę. Fiorentina, choć desperacko walczy o pozostanie w Serie A i na tym froncie koncentruje główne siły, dla czołowych polskich drużyn okazała się nie do przejścia. I czy nam się to podoba czy nie, decyduje o tym wartość, a przez nią głębia kadry. Ta Fiorentiny jest prawie sześć razy więcej warta niż Rakowa, a jeszcze więcej niż Jagi. Na boisku jest prawie niemożliwym by to zniwelować. I opowieści o wystawieniu mocno drugiego składu przez Włochów nic tu nie zmieniają, bo jak już było wspomniane, sam (nie)obecny na boisku w pierwszym składzie Kean jest droższy niż wszyscy piłkarze Medalików razem wzięci. Zresztą, jeśli ktoś ma wątpliwości, niech przypomni sobie rywalizację Częstochowian z juniorami Atalanty Bergamo.
Wszystko co powyżej nie zmienia faktu, że za występ w tegorocznej edycji Ligi Konferencji należą się Rakowowi słowa uznania. Ogólna ocena na pewno jest pozytywna. Trzeba pamiętać, że jeszcze pod wodzą Marka Papszuna, drużyna do fazy ligowej przedzierała się przez trzy rundy eliminacyjne. W fazie ligowej wygrała cztery mecze, dwa zremisowała, nie przegrała żadnego. Skończyła ją z aż 14 punktami na drugim miejscu, najwyżej w historii z polskich klubów. Do pierwszego zabrakło niewiele. Łącznie z 14 spotkań w LK Raków przegrał tylko trzy, teraz z Fiorentiną i z Maccabi Hajfa w eliminacjach. Zdobył dla Polski sporo punktów w rankingu UEFA i zarobił około 8 milionów euro. Trener Tomczyk dorobku poprzednika z pewnością nie sprzeniewierzył. Dla niego to zupełnie nowe doświadczenie, ale z Fiorentiną nie dawali rady bardziej od niego uznani szkoleniowcy. Nie zapominajmy, że w historii nigdy nie wyeliminował jej żaden polski klub, a takich rywalizacji było już sześć. Tomczyk chce się uczyć i jest pojętny. Płaci frycowe także w Ekstraklasie, ale jeśli zdoła zapewnić Medalikom puchary w przyszłym sezonie to efekty obecnych lekcji już wtedy powinno być widać.
Kapitalne podania i gol w 2. minucie! Pogromca Lecha Poznań z błyskawicznym golem w ćwierćfinale Ligi Konferencji [WIDEO]
Rayo Vallecano pokonało 3:0 AEK Ateny w ćwierćfinale Ligi Konferencji Europy. Obejrzyj nagranie z pierwszej, błyskawicznie zdobytej bramki autorstwa Iliasa Akhomacha!