Największym
wygranym wczorajszego meczu reprezentacji Polski z Islandią nie jest
wcale Adam Nawałka, nie jest autor dwóch bramek Robert Lewandowski,
jest za to Piotr Zieliński.
Piotr Zieliński może być zadowolony ze swojego występu (foto: Ł. Skwiot)
Pomocnik
Empoli nie jest kimś nowym w kadrze Nawałki. Ale meczem z Islandią
pokazał, że potencjał drzemie w nim duży i kto wie, czy z czasem
nie zajmie miejsca w wyjściowej jedenastce od jakiegoś czasu
przeznaczone dla Krzysztofa Mączyńskiego. Musi spełnić tylko dwa
warunki: po pierwsze, musi grać w klubie, bo widać gołym okiem, że
Zieliński regularnie pojawiający się na boiskach Serie A, to
zupełnie inny Zieliński od tego grającego ogony albo w ogóle. Po
drugie, mimo że zostawił po sobie dobre wrażenie, to na pewno
pochwały nie należą mu się za cały mecz, a właściwie 65 minut.
Dlaczego
tak ważna jest regularna gra w klubie? Bo widzieliśmy Zielińskiego
pewnego siebie. Nie bał się piłki, nie szukał najłatwiejszych
rozwiązań na boisku. Podawał mocno, wchodził w drybling, grał na
jeden kontakt prawą i lewą nogą, wiedział kiedy uderzyć z
dystansu, zaliczył asystę przy bramce na 1:1, dodawał akcjom
Polaków prędkości. Brawo! Tym sposobem przechodzimy do drugiego
tematu, bo to wszystko o Zielińskim można było powiedzieć, ale
tylko w pierwszych dziesięciu minutach meczu i w dwudziestu minutach
drugiej połowy. Czyli 35 minut przebywania na boisku poszło na
straty. Inna sprawa, że pierwsza połowa w wykonaniu kadrowiczów
Nawałki nie była dobra, stanął właściwie cały zespół,
Zieliński w ten marazm wpasował się jednak za łatwo. W końcu to
on musi walczyć o wyjazd na finały mistrzostw Europy, a nie
Lewandowski, Grzegorz Krychowiak czy Kamil Grosicki… I nad
przestojami, konkretnie ich unikaniem, piłkarz Empoli powinien
pracować. Mimo że często pojawia się na boiskach Serie A, ma duży
potencjał, jeszcze nie jest gotowy do wzięcia gry na siebie, choć
na pewno nie jest to jego rolą w tym momencie.
Kilka
słów warto też poświęcić Wojciechowi Szczęsnemu, który
zastąpił między słupkami Łukasza Fabiańskiego. Przy bramkach
nie mógł nic zrobić, w żaden sposób nie obciążają jego konta,
Islandczycy też go jakoś specjalnie często nie zatrudniali.
Niemniej zaimponował mi spokojem i koncentracją. Trochę do innego
Szczęsnego przywykłem. Z Islandią interweniował kiedy trzeba,
reagował na czas, nie przysypiał, nie grał pod publiczkę. Jakby
dojrzał, jakby przytarcie nosa w Arsenalu Londyn i w kadrze wyszło
mu na dobre. Kto wie zatem, czy do czasu pierwszego meczu na Euro nie
wyleczy z gry w bramce reprezentacji Fabiańskiego?
Duża kontrowersja w meczu Polek! Biało-Czerwonym niesłusznie anulowano bramkę? [WIDEO]
Reprezentacja Polski kobiet przegrała 0:2 z kadrą Francji w eliminacjach do mistrzostw świata. Biało-Czerwone trafiły do siatki Trójkolorowych, ale gol nie został uznany.