Za nami ćwierćfinały tegorocznej edycji Ligi Europy. Nie brakowało w nich emocji oraz ciekawych momentów. Ostatecznie do następnego etapu przeszły cztery zespoły, które przed startem zmagań wielu ekspertów typowało do końcowego sukcesu.
W tym gronie znaleźli się przedstawiciele trzech różnych lig – Premier League, La Liga, a także norweskiej Eliteserien. Anglicy jako jedyni mogą pochwalić się swoimi dwoma klubami na tym etapie.
Na etapie 1/2 finału zobaczymy konfrontację Tottenhamu Hotspur z Bodo/Glimt, a także Manchesteru United z Athleticiem Bilbao. Na papierze bardzo ciężko wskazać jednoznacznego faworyta tych potyczek, więc można spodziewać się kolejnych wyrównanych rywalizacji.
Do pierwszych meczów dojdzie już 1 maja. Natomiast rewanże zaplanowano na tydzień później. Wielki finał na stadionie San Mames w Bilbao będzie miał miejsce już 21 maja.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.