Tomasz Pieńko: Marek Papszun nie wzbudzał we mnie grozy [WYWIAD]
Pod koniec lipca zamienił rodzinny Lubin na Częstochowę – Raków zapłacił za niego rekordowe 1,75 miliona euro. W nowym klubie dość szybko zaadaptował się do wymagań Marka Papszuna, a teraz pod okiem Łukasza Tomczyka wraca do formy po pierwszej poważniejszej kontuzji w karierze. O drodze na PGE Narodowy i celach na końcówkę sezonu mówi kapitan młodzieżówki Jerzego Brzęczka – Tomasz Pieńko.
Uczysz się futbolu trochę na nowo przez zmianę otoczenia?
Tak. W Rakowie gramy innym systemem niż w Zagłębiu, więc jest to dla mnie nowe doświadczenie – mówi Pieńko. Zwłaszcza że wcześniej głównie funkcjonowałem na innej pozycji. Natomiast każdy nowy piłkarz, który przychodzi do klubu w teorii lepszego czy większego, to też po to, by się uczyć.
Czyli nie ma znaczenia, że Marek Papszun był twoim trenerem dosyć krótko? Jego wpływ był na tyle duży, że bardzo szybko zmieniłeś myślenie o piłce?
Zdecydowanie tak. Miałem przyjemność współpracować z nim przez niecałe pół roku, ale dzięki niemu poprawiło się u mnie zarządzanie meczem, czy chociażby analiza w przerwie. Wiem, że dużo ludzi myśli, że trener Papszun jest osobą autorytarną, która wzbudza lekką grozę, ale ja tego zbytnio nie odczułem. Wiadomo, czasami musiał uderzyć pięścią w stół, ale ogólnie kontakt z nami miał dobry.
Jesteś w stanie wskazać, który trener w seniorskim futbolu miał jak dotąd największy wpływ na ciebie? W końcu spotkałeś na swojej drodze kilku uznanych szkoleniowców, choćby Waldemara Fornalika czy Piotra Stokowca.
Największy wpływ mieli Dariusz Żuraw oraz Paweł Karmelita, bo to on mnie wziął z rezerw Zagłębia do pierwszej drużyny. Natomiast ukształtowałem się pod wodzą Adama Buczka, gdy przechodziłem z drużyny U-19 do drugiego zespołu. Jest to znacznie trudniejsze przejść z juniorów do rezerw, niż z drugiej drużyny do seniorów. Mowa o większym przeskoku, zwłaszcza jeśli chodzi o parametry fizyczne, granie w kontakcie. Chyba to właśnie trenerowi Buczkowi najwięcej zawdzięczam, w końcu to z nim pracowałem najdłużej.
Foto Tomasz Folta / PressFocus
„FUNKCJONUJEMY INACZEJ”
A jak się ma do grona wyżej wymienionych Łukasz Tomczyk? Co zauważyłeś u niego?
Bardzo młody trener z podobnym stylem funkcjonowania w klubie, jak trenerzy Żuraw czy Włodarski. Jest to przedstawiciel nowej fali, trochę się różni od trenera Papszuna. W teorii system został ten sam, ale inaczej funkcjonujemy jako grupa, wprowadza inne niuanse taktyczne.
Jest mocno detaliczny pod tym kątem?
Tak, ale mniej niż trener Papszun. Mamy więcej swobody w ofensywie, gdy jesteśmy w posiadaniu piłki – wcześniej w tej fazie mieliśmy bardziej sztywne schematy.
Jesteś w gronie tych osób, które uważają, że tak szybkie ocenianie pracy Tomczyka nie ma większego sensu?
Oczywiście, że tak. To za krótki czas, aby pokazać pełnię umiejętności, natomiast dalej jesteśmy w grze o najwyższe laury – zamknęła nam się tylko droga w Lidze Konferencji po porażce z Fiorentiną. Wiadomo, że jest to również efekt wyników pod wodzą poprzedniego trenera, ale przed nami najważniejsze mecze, a my mamy szanse na dublet (rozmowa została przeprowadzona przed meczem z Lechią – przyp.red).
A gdybyś miał pokusić się o pierwsze podsumowania tej rundy, nie masz wrażenia, że słowo niedosyt do Rakowa pasuje? Często w waszych meczach zgadzał się na przykład współczynnik xG, ale niekoniecznie wynik.
Ekstraklasa w tym sezonie jest tak nieprzewidywalna, że 14. drużyna w tabeli zaraz może jeszcze zagrać o puchary. Dlatego punkty teraz ważą jeszcze więcej, xG to tylko dodatek, który na końcu się nie liczy. Oczywiście były takie mecze jak w Lubinie, gdzie dominowaliśmy i powinniśmy wygrać, ale domowy mecz z Cracovią wyglądał już inaczej, bo to rywal miał sytuacje, a my zdobyliśmy bramkę z pierwszego strzału w meczu.
Foto LaPresse/PressFocus
PIERWSZY POWAŻNIEJSZY URAZ
U ciebie pewnie ten niedosyt jest większy, bo kontuzja wykluczyła cię chociażby z rewanżu z Fiorentiną czy półfinału Pucharu Polski.
Wcześniej dłuższe urazy mnie omijały, początkowo myślałem, że ten też nie okaże się poważny. Było to lekkie zbicie i być może fakt, że z tym trenowałem mój stan pogorszył. Natomiast nie mam pretensji o to do siebie. Sądziłem, iż wynika to z uderzenia, a okazało się później, że jednak naderwałem mięsień. Choć oczywiście pojawiły się myśli, czy nie mogłem odpuścić wcześniej. No szkoda, bo ominęło mnie też zgrupowanie reprezentacji.
Opaska kapitana reprezentacji Polski U-21 miała spory wpływ na ciebie poza kadrą?
Pierwsze dwa zgrupowania były kluczowe pod tym kątem. Graliśmy dobrze i w efekcie dosyć szybko przełożyłem formę z reprezentacji na poczynania klubowe, bo zdobywałem bramki i zaliczałem asysty. Nie tyle jednak opaska mi pomogła, co po prostu dobre występy w kadrze.
Dlaczego reprezentacja tak szybko zaczęła bardzo dobrze wyglądać pod wodzą Jerzego Brzęczka?
Tworzymy bardzo zgraną grupę i świetnie wykorzystujemy nasze atuty indywidualne na boisku, które trenerzy pokazali nam na jednym z pierwszych zgrupowań.
A gdy obserwujesz, jaki sezon ma Marcel Reguła, nie żałujesz, że nie było wam dane stworzyć duetu topowych skrzydłowych w lidze?
Nie, ponieważ potrzebowałem zmiany otoczenia w tamtym momencie. Marcel też w poprzednim sezonie nie był kluczową postacią zespołu, więc okazji do wspólnych występów zbyt wiele nie było. Natomiast liczę na niego, oglądam każdy mecz Zagłębia, jest nam potrzebny w reprezentacji i mam nadzieję, że dokona odpowiedniego następnego wyboru do rozwoju.
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus
TRUDNA DROGA NA NARODOWY
Droga Rakowa do finału Pucharu Polski usłana różami nie była…
Były to ciężkie mecze. Ja na długo zapamiętam starcie z Avią w Świdniku, bo zagrałem pełne 120 minut na trudnym boisku, gdzie rywal zdobył bramkę w końcówce. Na szczęście w dogrywce się obudziliśmy i funkcjonowaliśmy na odpowiednim poziomie, co pomogło nam wygrać i też zbudowało charakter zespołu. A dążąc do celu głównego, jakim jest wygrana w finale, styl na końcu nie ma większego znaczenia.
A miałeś jakiś konkretny moment, w którym pomyślałeś, że jesteście w stanie faktycznie nie tyle awansować do finału, ale zdobyć puchar?
Ten moment to trwa nadal, bo wierzę, że mimo siły Górnika to my wygramy.
Rozgrywasz najlepszy sezon w karierze?
Pod kątem liczb poprzedni był lepszy, ale wtedy też stwarzałem sobie więcej sytuacji. Obecny sezon to dla mnie przede wszystkim udany etap w kadrze, ponieważ wygraliśmy wszystkie mecze, a ja dołożyłem do tego kilka bramek i asyst. Jeśli chodzi o poczynania klubowe, to chciałbym mocniej dokręcić śrubę na finiszu rozgrywek. Moje liczby nie są oszałamiające, a za swoje minimum uważam liczbę strzelonych goli z ubiegłego sezonu.
Jeżeli po częstochowskim półfinale Pucharu Polski można czegokolwiek żałować, to jedynie tego, że na Stadion Narodowy pojedzie tylko Raków. Bo po widowisku jakie stworzył z Gieksą, zasłużyły na to obie drużyny.
Zbigniew Boniek ze zdecydowanym stanowiskiem w sprawie kontrowersyjnej bramki Rakowa!
Dość spore poruszenie wywołało uznanie jednej z bramek Rakowa Częstochowa w starciu z katowicką GieKSą. Sprawdź, jak o zaistniałej sytuacji wypowiedział się Zbigniew Boniek!