Po przeciętnej rundzie wiosennej sezonu 2021-22 na zapleczu ekstraklasy i nieudanej rundzie jesiennej w następnych rozgrywkach już w elicie, brano pod uwagę odejście
Jewgienija Szykawki z Korony. Dwukrotny reprezentant Białorusi po rozmowie z trenerem Kamilem Kuzerą został jednak w Kielcach i nie tylko on tego nie żałuje.
Jest w formie, strzelił 3 gole, a jeden – z Pogonią w Szczecinie – niesłusznie nie został uznany.
O tym, że prawidłowo strzeliłem czwartego gola dowiedziałem się już po zakończeniu spotkania z Pogonią – mówi Szykawka. – Nie wiem, czemu VAR nie zareagował, kiedy piłka po moim uderzeniu przekroczyła linię bramkową. Widzieliśmy z kolegami zdjęcie, gol był prawidłowy, ale ktoś popełnił błąd. Takie sytuacje, niestety, się zdarzają, a ta akurat dotknęła Koronę. Wcześniej w innych kontrowersyjnych momentach korzystano z pomocy, co wyszło na naszą korzyść. Szkoda, byłem, zresztą jeszcze jestem rozczarowany. Pamiętajmy też, że w Szczecinie gospodarze stworzyli kilka świetnych okazji, ale znakomicie bronił Konrad Forenc. Jeśli chodzi o mój snajperski dorobek zatem, mógłby być okazalszy, jednak cały czas mogę się poprawić, bo sezon trwa.
Jesteś typem zawodnika mocno pracującego dla zespołu. Czy to, że tak angażujesz się w grę defensywną nie wpływa negatywnie na skuteczność? We współczesnym futbolu nawet najwybitniejsi atakujący są zaangażowani w grę obronną. Oglądam ligę angielską i widzę napastników, którzy bronią. Ja stosuję się do poleceń trenera Kamila Kuzery, najważniejszy pozostaje cel drużyny.
Byłeś bardzo zawiedziony swoją indolencją strzelecką na jesieni? Najgorzej bolało mnie, że nie miałem okazji do zdobywania bramek. Szukałem szans, ale to też nie przynosiło efektów. Wszystko przeanalizowałem, wyciągnąłem wnioski. Wiosną w ciągu pięciu spotkań miałem więcej pozycji strzeleckich niż w całej poprzedniej rundzie.
Myślałeś poważnie o odejściu z Korony zimą? Przeanalizowałem jesień i byłem zły, że nie zrobiłem nic konkretnego dla drużyny. W Kielcach czuję się znakomicie, ale nie po to mnie sprowadzano do Korony, żebym się dobrze czuł, tylko w innym celu. Mam sportowe ambicje i po rozmowie z trenerem Kuzerą zdecydowałem się zostać w Koronie. Trener powiedział, że we mnie wierzy, dostałem zastrzyk zaufania, chcę się odwdzięczyć. Nie mogę oczywiście powiedzieć, że wcześniej mi nie ufano, tylko po prostu inaczej wyglądała gra Korony w rundzie jesiennej. Kamil Kuzera potrafił to przeanalizować, wskazał, co mogę poprawić. Widział jak pracuję, widział, że się staram. Wiara szkoleniowca w piłkarza też dużo daje. Teraz gra-my bardziej agresywnie na połowie przeciwnika, fajniej operujemy piłką, stwarzamy więcej okazji bramkowych.
Nie boimy się pojedynków, rozegrał się Ronaldo Deaconu, rozkręca się Nono, dobrze wyglądamy na flankach. W piłce bywa tak, że je-den czy drugi zawodnik potrzebuje trochę więcej czasu, może ja też byłem w tym gronie. Na pewno teraz idziemy w jednym kierunku. Dostajemy też wielkie wsparcie od naszych kibiców – z Radomiakiem przegrywaliśmy 0:1, ale przy pomocy fanów na ciężkim, grząskim boisku potrafiliśmy odwrócić losy rywalizacji. Prestiżowe zwycięstwo było naszym wspólnym sukcesem.
Przychodząc do Korony grającej na zapleczu ekstraklasy, liczyłeś na wiele trafień? Nie znałem polskiej pierwszej ligi, a to nie są łatwe rozgrywki. Stoją pod znakiem walki, wszystkie zespoły są przygotowane świetnie pod względem fizycznym. Nie zdarzył nam się mecz, że wygraliśmy 5:0, każde spotkanie było trudne. Najważniejsze, że zrealizowaliśmy cel, choć w bólach, po barażach. Emocji, jakie towarzyszyły finałowi barażu z Chrobrym Głogów nie zapomnę do końca życia. Dla takich wybuchów radości, euforii jak wtedy, czy po zwycięstwie z Radomiakiem, gra się w piłkę. Cieszę się zatem, że trafiłem do tego klubu i udało się zrealizować jeden cel, a walczymy o ko-lejny. Wiem, że dla kielczan triumf z Radomiakiem ma wyjątkowe znaczenie – tankowałem samochód i zaczepił mnie pracownik stacji. Zagadnął o nieuznanego gola na Pogoni i pogratulował ogrania Radomiaka. W Kielcach ludzie żyją Koroną. Musimy iść za ciosem i między innymi dla nich chcemy utrzymać się w Ekstraklasie.
Uważasz, że w Koronie są dobrzy piłkarze?
Od wielu można się czegoś nauczyć, nie brakuje u nas też utalentowanych młodych zawodników. Jak będą konsekwentnie pracować, może mieć z nich pociechę nie tylko Korona, ale cała polska piłka. Treningi u nas stoją na wysokim poziomie.
Warto było opuścić Kazachstan, żeby grać w Kielcach? W Kazachstanie liga stoi na dobrym poziomie, ale nie ma takiej infrastruktury, stadionów jak w Polsce. Graliśmy dużo meczów na sztucznej nawierzchni. Nie ma co porównywać też atmosfery na spotkaniach, Polska to zupełnie inny świat. Byłem zadowolony z pobytu w Szachtiorze Karaganda, z którym grałem w europejskich pucharach, przeszliśmy dwie fazy, znaleźliśmy się krok od fazy grupowej Ligi Konferencji, w lidze krajowej przesunęliśmy się z dwunastego na szóste miejsce, doszliśmy do finału pucharu, więc mam co wspominać. Nie jestem typem człowieka, który marudzi, szukam raczej pozytywów, a takich w Kazachstanie nie brakowało. Los pokierował mnie do Polski i z tego się cieszę. Będę jednak w pełni zadowolony, gdy utrzymamy się w Ekstraklasie. Występując na Białorusi z ciekawością patrzyłem na to, co dzieje się u sąsiadów, wielu piłkarzy z mojego kraju nie ukrywało, że chciałoby grać w Polsce. Piłka nożna u was stoi na znacznie wyższym poziomie niż w mojej ojczyźnie. Jeszcze parę lat temu Białoruś miała BATE Borysów w Lidze Mistrzów, ale to już przeszłość.
Dlaczego miałeś słabe liczby w Grecji? Pojechałem do kraju o innej kulturze, nie znając języka angielskiego i to pewnie miało jakiś wpływ na moją postawę. Nie szukam jednak usprawiedliwień, bo pograłem w lidze greckiej, przeciw potentatom takim jak Olympiakos, AEK Ateny, Pana- thinaikos, PAOK Saloniki. Strzeliłem tylko jednego gola, ale trener był ze mnie zadowolony, bo wykonywałem swoje zadania. Byliśmy zagrożeni spadkiem, potrafiliśmy jednak wybrnąć z tarapatów, mimo ciężkiego kalendarza, serii bojów z potentatami. Wygraliśmy na wyjeździe z AEK, zremisowaliśmy z Panathinaikosem, choć od drugiej minuty występowaliśmy w dziesiątkę. Z PAOK też ugraliśmy remis 1:1. Poczułem atmosferę greckich stadionów, wróciłem na Białoruś z masą cennych doświadczeń.
Chcesz jeszcze grać w lidze białoruskiej? Nie zastanawiałem się nad tym. Myślę, by jak najlepiej grać w Koronie, pomóc w walce o utrzyma-nie. Mam kontrakt z kieleckim klubem do czerwca. Żeby rozmawiać o przedłużeniu, wypadałoby parę goli strzelić. A na Białoruś teraz to ciężko wy-jechać, dwa dni wolnego to zbyt mało. Mój kolega jechał autokarem 15 godzin w jedną stronę, 15 w drugą. Nie mógłbym sobie na to pozwolić w trakcie sezonu.
Polacy są podobni kulturowo do Białorusinów? Zauważam dużo podobieństw. Ludzie są życzliwi, pomocni, lubią pracować. Jedzenie też wiele się nie różni, jest praktycznie takie samo, język białoruski także Polacy trochę rozumieją. Co do waszej mowy, już ją w niezłym stopniu opanowałem.
Jesteś dumny ze swoich dwóch występów w reprezentacji Białorusi? Spełniłem dziecięce marzenie, grając w drużynie narodowej. Zadebiutowałem w towarzyskim meczu z Finlandią na wyjeździe, przegraliśmy 0:2. Potem jeszcze raz dostałem szansę od Igora Kriuszenki, tym razem w spotkaniu z Irlandią Północną w eliminacjach mistrzostw Europy. To była wyniszczająca fizycznie batalia, obie drużyny grały ostro. Pokazaliśmy dobry futbol, mieliśmy okazje, ale przegraliśmy 0:1. Szkoda, że to był mój ostatni występ w drużynie narodowej.
Ktoś ze sztabu kadry kontaktował się z tobą niedawno? Kontakt się urwał, ale nie jest łatwo dostać się te¬raz do reprezentacji. Uważam, że zasługuję na powołanie, fajnie, jakby ktoś przyjechał na mecz Ekstraklasy, zobaczył, jak wygląda moja gra. Po strzeleniu dwóch bramek Legii przy Łazienkowskiej w Warszawie miałem prawo liczyć na zauważenie, ale ja nie decyduję o powołaniach. Cierpliwie czekam na rozwój wypadków.
Jesteś w Polsce z bliskimi? Mieszkamy w Kielcach z żoną, jeszcze nie mamy dzieci. Żonie też tu wszystko odpowiada i na pewno nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby kontrakt z Koroną został przedłużony. Czuję się na siłach, by strzelać kolejne gole. Podkreślam jednak, że najważniejsze jest utrzymanie w Ekstraklasie.
JAROMIR KRUK
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ NA ŁAMACH TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (NR 13/2023)
Konstantinos Sotiriou doznał groźnie wyglądającej kontuzji podczas spotkania między Radomiakiem a Koroną Kielce. O szczegółach na pomeczowej konferencji prasowej opowiedział trener Jacek Zieliński.
Marek Papszun prowadził Legię Warszawa w trzech meczach, ale żadnego Wojskowi nie potrafili wygrać. Doświadczony szkoleniowiec zastanawia się nad tym stanem rzeczy.
Legia Warszawa nie wygrała już 12 meczu z rzędu, czym pobiła negatywny rekord z 1966 r. Po remisie z GKS Katowice, kibice Wojskowych znów dali pokazać swojemu niezadowoleniu, co nie spodobało się niektórym graczom stołecznego klubu.
13-ego w piątek, ani GKS, ani Legia nie potrafiły w Katowicach przechylić szali na swoją stronę. Bliżsi tego byli jednak gospodarze i to oni mogą bardziej pluć sobie w brodę.