Marek Papszun prowadził Legię Warszawa w trzech meczach, ale żadnego Wojskowi nie potrafili wygrać. Doświadczony szkoleniowiec zastanawia się nad tym stanem rzeczy.
W meczu 21. kolejki, Legia Warszawa zremisowała z GKS Katowice 1:1. Wcześniej podzieliła się punktami z Arką Gdynia (2:2), a w debiucie Marka Papszuna na ławce stołecznego klubu, przegrała z Koroną Kielce (1:2).
Charakterystyczne dla Legii Papszuna są do tej pory gole tracone w końcówkach połów. Tak było w starciu z Koroną (bramka na wagę zwycięstwa Mariusza Stępińskiego w 90. minucie) oraz w piątkowej rywalizacji z GKS (trafienie Borjy Galana tuż przed przerwą).
– Po pierwszej połowie mieliśmy mecz pod kontrolą. Zdobyliśmy bramkę, funkcjonowaliśmy w dobrym rytmie i wydawało się, że prowadzimy spotkanie tak, jak chcieliśmy. Strata gola w doliczonym czasie pierwszej części gry była dla nas bardzo bolesna – nie tylko w wymiarze sportowym, ale też mentalnym. To kolejny raz, kiedy tracimy bramkę w takim momencie i to musi niepokoić – martwi się Papszun.
Podkreśla również, że zespół najwięcej musi teraz pracować nad sferą mentalną. – Pracujemy nad sferą mentalną, choć efekty nie zawsze są takie, jakich byśmy oczekiwali. Po objęciu prowadzenia musimy być bardziej dojrzali, utrzymać tempo i koncentrację. Zamiast tego w prosty sposób oddajemy inicjatywę i pozwalamy rywalowi wrócić do gry. To proces. Każdy tydzień pracy powinien działać na naszą korzyść. Pierwsza połowa pokazała, że potrafimy grać na odpowiednim poziomie. Teraz wyzwaniem jest utrzymanie tego przez pełne 90 minut – dodał.