Polski klub po 20 latach w Lidze Mistrzów. Styl w cieniu awansu
– W Polsce dzieje się dużo pozytywnych rzeczy, a my rozmawiamy tylko o tych złych. Polska dobrze wypadła w finałach mistrzostw Europy, Kapustka trafił do Leicester, Milik gra w wielkim europejskim klubie, a Legia awansowała do Ligi Mistrzów. Jeśli się z tego nie cieszycie, to wasz problem, ja jestem z tego dumny – mówił po meczu z Dundalk FC, który po 20 latach dał polskiemu klubowi awans do Champions League, trener zespołu z Warszawy Besnik Hasi. Nastroju Albańczyka nie zmąciły gwizdy z trybun i przeciętna gra zespołu.
Problem polega jednak na tym, że Hasi dziś jest, a niedługo może spakować walizki i go nie będzie. Nie zdarzy się to w ciągu najbliższych tygodni, niemniej mając na uwadze dotychczasową pracę Albańczyka, trudno jednoznacznie stwierdzić, że w Warszawie zapuści korzenie. W pierwszym etapie sezonu, a więc do momentu przerwy na mecze reprezentacji, legioniści na boisko wychodzili 15 razy, bilans jest nie najlepszy – pięć zwycięstw, sześć remisów, cztery porażki (bramki 17-16), zawiera się w tym odpadnięcie z Pucharu Polski i przegrany Superpuchar. Za to jest awans do Ligi Mistrzów. Sukces ogromny, nie do podważenia, polski klub musiał czekać na możliwość konfrontacji z najlepszymi w Europie w meczu o punkty LM dwie dekady. Jest to zasługa właścicielskiego tria Legii: Dariusza Mioduskiego, Macieja Wandzela i Bogusława Leśnodorskiego oraz wszystkich tych, którzy trenowali zespół i w nim grali w ostatnich latach, bo dzięki dobrym wynikom w Europie, Legia mogła być rozstawiona w ostatniej rundzie kwalifikacji LM. To oni dobrze zarządzali klubem i pod względem organizacyjnym uciekł on w Polsce wszystkim, a teraz wszedł na największe europejskie salony. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że sukces ten jakoś szczególnie wynika z pracy aktualnego trenera, gdyż pomogło mu także szczęście w losowaniu IV rundy kwalifikacji LM.
Szacunek dla Dundalk
– A to było takie szczęście? Kompletnie się z tym nie zgadzam – denerwuje się prezes Legii, Bogusław Leśnodorski. – Skąd się w ogóle biorą takie opinie? Wiele osób opowiada takie głupoty, ale czy ktoś widział ostatnio mecz dajmy na to Hapoelu Beer Sheva? Na jakiej podstawie ktoś uważa, że Izraelczycy byliby trudniejszym rywalem dla Legii? Ludzie nie mają pojęcia, tylko gadają. A myśmy doskonale wiedzieli, co Hapoel sobą reprezentuje, bo nasi ludzie oglądali jego mecze na żywo. Dundalk zasługuje na szacunek, klub zagra za chwilę w fazie grupowej Ligi Europy. To mało? Który polski zespół przebrnął przez kwalifikacje tych rozgrywek poza Legią i Lechem Poznań? Który polski klub wyrzucił z pucharów zespół pokroju BATE Borysów? Mało tego, który w ogóle doszedł do tej fazy eliminacji? Wszyscy zachwycają się stylem w Europie Zagłębia Lubin, tylko gdzie jest teraz ta drużyna? A Legia jest w Lidze Mistrzów, Dundalk w Lidze Europy i jeszcze niektórzy zdziwią się, jak Irlandczycy zagrają w grupie. Jeszcze raz, Dundalk zasługuje na szacunek, nie na podśmiewanie się, że to amatorzy!
(…)
Przemysław PAWLAK
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.