Jeden bardzo dobry mecz, dwa średnie i trzy słabe – tak wygląda bilans Lecha Poznań w fazie grupowej Ligi Europy 2020-21. Kolejorz z każdym spotkaniem gasł, a dzisiaj był cieniem samego siebie z początku europejskich rozgrywek…
Rangersi przyjechali do Poznania w zasadzie jak po swoje. Choć do przerwy gra była dosyć wyrównana, Kolejorz stworzył nawet dwie niezłe sytuacje, miał nawet kilka fajnych akcji, ale konkretów pod bramką rywala nie było.
Tak klasowa drużyna jak Szkoci nie ma litości w wykorzystywaniu szkolnych błędów. A taki popełnił Jakub Kamiński w 31. minucie, kiedy oddał w zasadzie piłkę rywalom, Cedric Itten popędził na bramkę Filipa Bednarka i mocnym strzałem posłał piłkę do bramki.
To był strzał, który spuścił z poznaniaków powietrze. Rangersi na dobre przejęli inicjatywę, a przed przerwą na listę strzelców mógł się wpisać jeszcze Ianis Hagi, ale skończyło się jedynie na rzucie rożnym.
Po zmianie stron przewaga przyjezdnych była bezdyskusyjna. Lech kompletnie nie miał pomysłu jak się przeciwstawić gościom. A może po prostu nie miał już sił? Kolejorz wygląda na drużynę, która jedzie na oparach i czeka na zimową przerwę jak na zbawienie. Przy golu na 0:2 Hagiego, defensywa Lecha totalnie zaspała, nie zareagowała, a Rumun strzelił jednego z najłatwiejszych goli w karierze.
Dariusz Żuraw nie chciał po raz kolejny nawet powalczyć… Widać, że trener Kolejorza rzuca w końcówce jesieni wszystkie siły na ligę. Skład wyjściowy był daleki od najmocniejszego, a przeprowadzane zmiany tylko tę tezę potwierdzały.
Lech kończy przygodę z Ligą Europy z dorobkiem trzech punktów. Początek wcale nie wskazywał, że będzie on aż tak mały, ale im dalej w las, tym Kolejorzowi coraz mocniej przeszkadzał zbyt krótki garnitur, który został założony na jesień…
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.