– Nie jest to dla nas miły wieczór. Przez długi czas wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem bezbramkowym. Zdecydowała jedna akcja – powiedział Czesław Michniewicz po przegranej Widzewa w Warszawie z Legią 0:1
Widzew nie może przy Łazienkowskiej wygrać od 1997 roku, kiedy w cudownych okolicznościach, zwyciężając 3:2 zdobywał mistrzostwo. W piątkowy wieczór wcale nie był daleki od przełamania passy. A przecież w sparingu przed rundą wiosenną Legia ograła ten Widzew w cuglach 3:1 prowadząc do przerwy 3:0, m.in. po dwóch golach debiutującego Michala Hubnika. Teraz mecz był znacznie bardziej wyrównany.
– Ale jak nie strzela się bramek, ani nawet prawie nie stwarza okazji to trudno o korzystny rezultat. Nie strzeliliśmy gola ani w Poznaniu ani w Krakowie, ani w Warszawie. A więc na tych największych, najbardziej prestiżowych stadionach. Zaczęliśmy grać dopiero wtedy, kiedy Legia zdobyła bramkę i cofnęła się do obrony. Nie mogę ocenić, czy Arturowi Jędrzejczykowi należała się czerwona kartka za faul na naszym zawodniku, który wychodził na czystą pozycję. Nie widziałem powtórki w telewizji. Nawet jeżeli sędzia się pomylił to nie przez tę sytuację przegraliśmy. Za późno zaatakowaliśmy Legię, która nie grała dziś wielkiego meczu. Musimy jeszcze dużo pracować – przyznał trener Widzewa.
Gdy w 36. minucie czerwoną kartkę zobaczył Jeremy Blasco, wydawało się, że Lechia Gdańsk po raz pierwszy w Ekstraklasie zwycięży w Radomiu. Gra w osłabieniu przez prawie godzinę nie załamała jednak Radomiaka.
Gorąco na ławce Lechii! Starcie trenera z dyrektorem technicznym
W czasie meczu 31. kolejki PKO BP Ekstraklasy, między Radomiakiem Radom, a Lechią Gdańsk doszło do nietypowej sytuacji. Przy ławce rezerwowych słownie starli się trener z dyrektorem technicznym.