Marek Gancarczyk jeszcze półtora roku temu występował w jednej drużynie ze swoim bratem, Januszem. Ten drugi zaliczył dziś kilkunastominutowy występ w barwach Polonii, zaś Marek rozpoczął spotkanie w wyjściowym składzie ekipy z Wrocławia.
– Mecz zakończył się dla nas dobrze, bo wygraliśmy na trudnym terenie. Założyliśmy sobie, żeby przede wszystkim poukładać grę z tyłu i próbować wyprowadzać kontrataki. Mamy poukładany zespół. Jeżeli wszyscy walczą, to możemy wygrać nawet bez napastników – powiedział piłkarz Śląska.
Czy piłkarz Śląska rozmawiał przed meczem ze swoim bratem? – Tak, kontaktowaliśmy się przed meczem. Pytałem go, czy zagra; on pytał o to samo mnie. Nie miałem pewności, że wyjdę dziś w pierwszym składzie, ale po cichu na to liczyłem i nie byłem zaskoczony decyzją trenera – mówił.
Gancarczykom nie było jednak dane spotkać się na boisku. Marek opuścił plac gry w 77. minucie, a Janusz wszedł dwie minuty później. – Nie myślę kategoriami, żeby się z nim mierzyć. Janek to dobry piłkarz i życzę mu jak najlepiej. Mam nadzieję, że wywalczy grę w pierwszym składzie – zakończył Marek Gancarczyk.
Gdy w 36. minucie czerwoną kartkę zobaczył Jeremy Blasco, wydawało się, że Lechia Gdańsk po raz pierwszy w Ekstraklasie zwycięży w Radomiu. Gra w osłabieniu przez prawie godzinę nie załamała jednak Radomiaka.
Gorąco na ławce Lechii! Starcie trenera z dyrektorem technicznym
W czasie meczu 31. kolejki PKO BP Ekstraklasy, między Radomiakiem Radom, a Lechią Gdańsk doszło do nietypowej sytuacji. Przy ławce rezerwowych słownie starli się trener z dyrektorem technicznym.