Ciekawostka, w zmaganiach o Puchar Polski poprowadzi Raków z ławki dopiero
pierwszy raz. I to od razu w finale na Stadionie Narodowym. – Na teraz liczy się
wyłącznie ten mecz, nie przeszłość, nie przyszłość, tylko żeby wygrać – mówi Łukasz Tomczyk.
Jak wyglądały bezpośrednie przygotowania Rakowa do finału?
Po meczu z Lechią, ze względu na długą podróż, dałem drużynie dwa dni wolnego na odpoczynek i podładowanie akumulatorów – mówi Łukasz Tomczyk, trener Rakowa Częstochowa. – We wtorek, środę, czwartek trenowaliśmy u siebie, w piątek trening zaplanowany był już na Stadionie Narodowym. Wiadomo, że na takich zajęciach nie za wiele się zrobi, bo wszyscy wszystko widzą, nagrywają, także to raczej taka zabawa, pobudzenie. Oczywiście będzie jeszcze czas na aspekty mentalne, rozmowy indywidualne, taktykę. No i gramy!
Z racji wagi spotkania nie rozważał pan zgrupowania, zaszycia się gdzieś w lesie, wyciszenia?
Nie myślałem o dłuższym zgrupowaniu, jedziemy tradycyjnym cyklem. Wyjazd do Warszawy zaplanowałem dzień przed meczem. Drużyna za poprzedniego trenera miała sporo zgrupowań. To było ok, ale ja nie chcę robić kalki. Chciałbym dać zawodnikom coś innego, trochę siebie. Zostawiam im więcej czasu na kontakt z rodziną.
Mimo że cały czas jesteście zaangażowani w grę o najwyższe cele w lidze, finał Pucharu Polski to chyba jest mecz, który od wywalczenia awansu siedzi gdzieś w głowie?
Cały czas tego doświadczam. Im bliżej tego meczu, tym więcej się o nim mówi i słyszy. Przyjeżdżali dziennikarze, robili materiały, mieliśmy specjalne sesje zdjęciowe. Trzeba nad tym panować by zawodnicy utrzymywali koncentracje na poszczególnych zadaniach, co chyba się udaje, bo ostatnie wyniki w lidze pozwoliły nam się podłączyć do czołówki.
Górnik to nie jest zespół, który wam specjalnie leży. W tym sezonie obie konfrontacje w lidze przegraliście. U siebie jesienią 0:1, a niedawno w Zabrzu 3:1. Górnik punktował was w tym meczu jak wytrawny bokser.
Mogę mówić tylko o tym drugim meczu w Zabrzu, gdy to ja już byłem trenerem. Zagraliśmy tam dobre 30 minut, ale to było za mało by tego dnia przeciwstawić się Górnikowi. Oni mieli energię, pazerność, bardzo chcieli zapunktować, bo dawno nie wygrali meczu, wpadły im piękne bramki. My mogliśmy tamten mecz otworzyć, ale nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji i ostatecznie skończyło się jak się skończyło. Byliśmy też po trudnym spotkaniu we Florencji, podróży, i energii nam trochę zabrakło. Tyle, że porażki też uczą. Dzięki tej, dzisiaj czuje się pewniejszy, lepiej przygotowany na finał.
Doświadczenie takich meczów jak z Fiorentiną, innych w Europie, niedawnych trzech finałów Pucharu Polski, mogą być waszym atutem, bo Górnik takich doświadczeń nie ma.
Mamy fajną mieszankę zawodników doświadczonych i głodnych sukcesu, którzy w finale zagrają pierwszy raz. Wszyscy musimy być jednością, skupieni na celu, żeby go osiągnąć. To ogranie zawodników, doświadczenie, to jest nasz kapitał, nasza przewaga i trzeba to wyeksponować. Mnie te dwa mecze z Fiorentiną też dużo nauczyły, bo ja się też muszę szybko adoptować.
Spodziewa się pan finału taktycznie zamkniętego, bliskiego 0:0, czy może bliżej będzie mu do szalonego meczu z Gieksą na 4:4?
Ranga meczu sprawia, iż będzie trochę chowania się, wyrachowania, defensywy, bo zawodnicy pilnują podstawy, ale liczę, że nie będą to takie przepychanki na 0:0. Wierzę, że przy pełnym stadionie, na dobrej murawie, zagramy takie nasze spotkanie, dobre w ofensywie, których, co tu kryć, za dużo w tej rundzie nie było. Wierzę, że zdominujemy rywala, pokażemy siebie w pełni i wygramy.
Może być tak nerwowo, jak w ligowym meczu w Zabrzu po starciu Lukasa Podolskiego z Michaelem Ameyaw?
Myślę, że tym razem tak nerwowo nie będzie, wszyscy będą się skupiać tylko na graniu. Poza tym Michael jest po kontuzji, nie wiadomo czy zagra.
W ostatnich meczach widać, przynajmniej momentami, nieco inny Raków, bardziej widowiskowy, taki na jaki zapowiadał pan, że chciałby go przestawić. Ale to nie jest proces ani łatwy, ani szybki.
Myślałem, że to przyjdzie szybciej, były różne momenty, ale mam wrażenie, że ostatnio coś zaskoczyło, coś się zazębiło. Jest to trudne biorąc pod uwagę choćby profile zawodników, których zastałem, pewną specyfikę grania, nie da się od razu wszystkiego zmienić. Zwłaszcza, że ja się też uczę tej drużyny, ligi, ale wierzę że ludzie na końcu zobaczą, iż próbuję coś zrobić dla kibica i widowiska. Te mecze na 3:4, 4:4, 4:1, coś pokazują, choć do końca nie jestem usatysfakcjonowany, bo to jeszcze nie jest tak jakbym chciał. Wierzę w czas, w proces. Nie tylko wynik będzie się liczył pod kątem mojej osoby. Kiedyś sobie postanowiłem, że wynik chcę robić w określonym stylu, na swój sposób, bo inaczej będę się męczył i wierzę, że tak będzie.
Ten finał to będzie najważniejszy mecz w pana życiu?
Oczywiście, że tak, zdecydowanie, nie ma się co krygować, że jest inaczej.
Ważniejszy od starć z Fiorentiną?
Gra na Narodowym, o trofeum, to jednak jest wyższy poziom.
Presja duża?
Presja jest zawsze, ale trzeba umieć sobie z nią radzić.
Media: Nie będzie transferu Marcela Reguły do Benfiki
Marcel Reguła znajdował się w ostatnim czasie pod obserwacją Benfiki Lizbona. Wszystko wskazuje jednak na to, że klub ze stolicy Portugalii nie zdecyduje się wyłożyć za młodzieżowego reprezentanta Polski kwoty, jakiej oczekuje Zagłębie Lubin.