W najbliższy czwartek polskie drużyny meczami z PSV i Odense zainaugurują zmagania w Lidze Europy. Jak grali wszyscy przeciwnicy polskich ekip w minionej kolejce ligowej?
Ekipa PSV Eindhoven dość nieoczekiwanie tylko zremisowała na wyjeździe z VVV Venlo 3:3. Drużyna, w której debiutował Przemysław Tytoń prowadziła na wyjeździe już 2:0, jednak w cztery minuty dała sobie strzelić aż trzy gole! Ostatecznie jeden punkt zespołowi z Eindhoven uratował Wilfred Bouma. Postawa PSV to dobry prognostyk przed czwartkowym starciem z warszawską Legią.
Wisła Kraków w czwartek podejmie na własnym stadionie duńskie Odense. Były pracodawca Arkadiusza Onyszki zajmuje wprawdzie trzecie miejsce w lidze, ale po rozegraniu ośmiu meczów traci już osiem punktów do FC Kobenhavn. W sobotę Odense ograło na wyjeździe Silkeborg IF 3:1.
Bardzo dobrze bądź dobrze w swoich ligach spisują się pozostali przeciwnicy warszawskiej Legii. Hapoel Tel Awiw w niedzielę ograł u siebie Beitar Jerozolima 1:0 (0:0). Pierwszy remis w tym sezonie ligowym zanotował natomiast Rapid Bukareszt, który z dwoma punktami straty do Dynamo Bukareszt plasuje się na drugim miejscu w tabeli rumuńskiej ekstraklasy.
W odmiennych nastrojach są natomiast grupowi przeciwnicy Wisły Kraków. Podobnie jak wspomniane wcześniej PSV, również zespół z Enschede nie zaliczył minionej kolejki do udanych. Twente poległo na wyjeździe w meczu przeciwko Rodzie Kerkrade 1:2 i straciło dystans do Ajaksu Amsterdam. Jeszcze gorzej w tym sezonie prezentuje się Fulham Londyn. Zespół z Craven Cottage po czterech kolejkach ma na swoim koncie tylko dwa punkty i plasuje się dopiero na 18. miejcu w tabeli Premier League.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.