Leicester City nie zwalnia tempa w Champions League. Popularne Lisy pokonały przed własną publicznością słynne FC Porto (1:0) i pewnym krokiem zmierzają w kierunku kolejnej rundy rozgrywek.
Mistrz Anglii odprawił z kwitkiem kolejnego rywala
Piłkarze Claudio Ranieriego zainaugurowali swoje występy w Lidze Mistrzów z przytupem i po pokonaniu w pierwszej kolejce Brugii, ich apetyty wzrosły. Mistrzowie Premier League chcieli również zrobić miły prezent swoim kibicom, którzy po raz pierwszy w historii mieli możliwość wysłuchania hymnu Champions League na King Power Stadium.
Smaczku starciu Leicester z Porto dodawał fakt, że w składzie gospodarzy wystąpił Islam Slimani, który jeszcze nie tak dawno bronił barw Sportingu i zdobył w meczach przeciwko Smokom kilka ważnych gol, nie bez kozery zyskując sobie przydomek ich pogromców.
Ranieri wiedział, że to właśnie Algierczyk będzie jego najgroźniejszą bronią i jak się okazało, po raz kolejny wykazał się swoją trenerską intuicją. W 25. minucie Slimani wykorzystał bowiem dobre dośrodkowanie z lewej strony boiska, idealnie znalazł się przed bramką Ikera Casillasa i pokonał go strzałem głową.
Jak się okazało, gol Slimaniego był tym na wagę trzech punktów. Leicester wygrało i po dwóch rundach spotkań ma na swoim koncie komplet sześciu „oczek”.
W meczowej kadrze Lisów nie znalazło się miejsce dla Bartosza Kapustki i Marcina Wasilewskiego.
***
W drugim spotkaniu tej grupy FC Kopenhaga rozgromiła na swoim terenie Club Brugge (4:0).
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.