Jest nieźle, ale jeszcze nie pora na zakochiwanie się w sobie z wzajemnością
Jeśli reprezentacja Polski podczas Euro 2016 we Francji zaprezentuje poziom z pierwszej połowy meczu z Islandią, na sukces, czyli ugranie czegoś więcej, niż cztery mecze, nie będzie większych szans. Jeśli pokaże grę z części drugiej, to… aż strach się bać zespołu Nawałki! – pisze w swojej korespondencji ze Stadionu Narodowego Paweł Kapusta, dziennikarz tygodnika „Piłka Nożna”.
Foto: Łukasz Skwiot
To już chyba nasza polska tradycja, że reprezentacja Polski rozkręca się powoli, a na najwyższe obroty wskakuje dopiero w drugiej części. W pierwszej połowie graliśmy bez pomysłu i ambicji, po prostu słabo. Na trybunach można było słyszeć głosy, że nasza kadra do towarzyskiego grania się po prostu nie nadaje. Stąd szybko stracona bramka i brak odpowiedniej reakcji, zakończonej strzeleniem gola. Po przerwie na boisko wyszła w zasadzie zupełnie inna drużyna, mimo że złożona z tych samych piłkarzy. Wynik 4:2 pozwala wciąż śnić piękny sen, w którym wyglądać możemy solidnego występu na Euro.
Adam Nawałka również myśli o tym bardzo intensywnie. Dlatego właśnie jeśli ktoś spodziewał się wielkich roszad w polskim wyjściowym składzie, musiał się srodze zawieść. Selekcjoner wykorzystuje każdą chwilę na zgrywanie zespołu, nie zaskoczył więc przesadnie. Jedynie obecność Wojciecha Szczęsnego w bramce i Piotra Zielińskiego w pomocy mogła dobitnie przypominać, że piątkowa konfrontacja była jedynie graniem towarzyskim. Kto jednak zna naszego szkoleniowca, doskonale wie także, że dla niego nie ma meczów o nic, w których wynik się nie liczy. Ten mecz, choć tylko przyjacielski, nasz selekcjoner chciał po prostu wygrać.
Dla całkiem sporej grupy piłkarzy przebywających na zgrupowaniu każdy mecz, ba – każda minuta spędzona na boisku i przeprowadzona akcja – może okazać się decydująca w kwestii powołania na francuski turniej. Jasne, może to delikatne uogólnienie, bo do zamknięcia listy powołanych na Euro pozostało jeszcze sporo ponad pół roku i wiele się może zdarzyć, ale sprawa staje się jasna, gdy popatrzy się w terminarz towarzyskich gier i kolejnych zgrupowań. Kolejny raz kadra zjedzie się do Warszawy dopiero pod koniec marca (!), niewiele ponad dwa miesiące przed wyjazdem do Francji. Bilety do Paryża zawodnicy zaklepywać będą regularnymi, solidnymi występami w klubach, ale kluczowe może okazać się zapisanie się w pamięci selekcjonera. Najdobitniejsze dowody do hotelu Double Tree by Hilton przyjechały przecież z Lechii.
Dlatego największymi zwycięzcami piątkowego starcia z Islandią są przede wszystkim Piotr Zieliński oraz Bartosz Kapustka. Pierwsza połowa w wykonaniu Ziela była bezbarwna i bezwonna, na drugą wyszedł jednak niebywale zmotywowany. Asysta, kilka otwierających podań, ambicja – mógł się podobać, oby tak dalej. Drugi, mimo że bardzo młody, bez kompleksów wszedł na murawę w drugiej połowie i znów wpakował swoją bramkę. Jeszcze będziemy mieli sporo pociechy!
Niestety (a może na szczęście, że tylko w meczu towarzyskim) dobitnie przekonaliśmy się, że problem defensywy wciąż w naszej kadrze istnieje. Pierwszy stracony gol to kryminał, w którym główne role odegrali Wawrzyniak i Szukała. Przy drugim kolejny „popis” dał wspomniany w drugiej kolejności środkowy obrońca. Na tej pozycji przed Nawałką chyba jeszcze sporo pracy selekcyjnej przed Euro.
Zawodnicy reprezentacji Polski gdzie tylko mogą powtarzają, że po uzyskaniu awansu do Euro nie zdążyli się jeszcze zakochać w sobie ze wzajemnością. Pierwsza połowa w ich wykonaniu musiała tylko utwierdzić w przekonaniu, że na zachwyty jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie. Poczekajmy na to, nawet mimo piątkowego zwycięstwa z Islandią, do czerwca…
Duża kontrowersja w meczu Polek! Biało-Czerwonym niesłusznie anulowano bramkę? [WIDEO]
Reprezentacja Polski kobiet przegrała 0:2 z kadrą Francji w eliminacjach do mistrzostw świata. Biało-Czerwone trafiły do siatki Trójkolorowych, ale gol nie został uznany.