– Chciałbym uniknąć zagrzanych głów. Jak zawsze gramy po prostu o zwycięstwo. Na ile wystarczy nasza dobra gra, to zobaczymy – zapowiedział Jacek Zieliński sobotni mecz Polonii Warszawa ze Śląskiem Wrocław.
Odkąd Zieliński przejął Polonię ta wygrała wszystkie cztery spotkania. Straciła zaledwie jednego gola, a strzeliła dziesięć. Śląsk pod wodzą Oresta Lenczyka nie przegrał kilkunastu kolejnych spotkań. Raz potknął się na Koronie, ale ostatnio pokonał u siebie liderującą tabeli Wisłę Kraków. Ten mecz to będzie więc spotkanie dwóch najbardziej skutecznych w tym sezonie trenerów. W drużynie gospodarzy zabraknie pauzujących za kartki Bruno i Euzebiusza Smolarka. Po kontuzjach wracają za to Maciej Sadlok i Artur Sobiech. W drużynie gości powstała wyrwa pod nieobecność Przemysława Kaźmierczaka.
– Na pewno jego brak nie pozostanie niezauważony. To kluczowy zawodnik, czyszczący sporo w środku pola, do tego strzelający bramki. Nawet pod jego nieobecność Śląsk to jednak poukładana, wybiegana drużyna, potrafiąca wyprowadzać bardzo groźne kontrataki. Tak właśnie pokonali Wisłę. Na pewno trzeba uważać, ale przecież przed meczem z Arką też zdawało się być ciężko, a sobie poradziliśmy. My mimo dwójki wykartkowanych mamy bogactwo, jeżeli chodzi o skład. Po kontuzji wraca Maciek Sadlok. Blok defensywny spisywał się ostatnio bardzo dobrze, więc trudno byłoby coś zmieniać. Z drugiej strony Maciek to za dobry zawodnik, żeby trzymać go na ławce rezerwowych. To nasz przyszły reprezentant na Euro – stwierdził trener Polonii, który podczas ostatnich treningów próbował Sadloka zarówno na pozycji stopera jak i lewej obronie.
Po ostatnich sukcesach nastawienie przy Konwiktorskiej zmieniło się diametralnie. Już nikt nie martwi się o uratowanie przed spadkiem. Wszystkim marzy się start w europejskich pucharach. Polonia jest już czwarta w tabeli – zresztą Śląsk jest szósty, mając tyle samo punktów. – Nie lubię popadać ze skrajności w skrajność, ale widzę jaka jest sytuacja w tabeli i trzeba będzie powalczyć. Atmosfera w zespole jest zupełnie inna od tej jaką zastałem. Chłopcy podnieśli głowy, uśmiechają się do siebie, rozmawiają. Ale tak jest zawsze, że jak są dobre wyniki to atmosfera jest dobra – podsumował Zieliński.
Kilka lat temu niewiele brakowało, by ten szkoleniowiec pracował właśnie we Wrocławiu. Zieliński był trenerem Groclinu Grodzisk Wielkopolski, a szef klubu Zbigniew Drzymała negocjował nad przeniesieniem drużyny na Dolny Śląsk. Z tego nic nie wyszło i Groclin został przeniesiony do drugoligowej wówczas Polonii, oddając jej miejsce w ekstraklasie. Całe zamieszanie skutkowało tym, że drużyna nie wystąpiła w europejskich pucharach. – To był ciężki czas. Zajęliśmy trzecie miejsce w lidze, w Superpucharze zdemolowaliśmy Legię. A puchary naszym kosztem dostał w prezencie Lech. Był taki moment, że mieliśmy trafić do Szczecina, a tu nagle w środku tygodnia znaleźliśmy się w Warszawie. Śląsk poszedł później swoją drogą. Nie ma co gdybać, ale szkoda tego Grodziska, bo to był naprawdę dobry klub do pracy – wspominał Zieliński.
Gdy w 36. minucie czerwoną kartkę zobaczył Jeremy Blasco, wydawało się, że Lechia Gdańsk po raz pierwszy w Ekstraklasie zwycięży w Radomiu. Gra w osłabieniu przez prawie godzinę nie załamała jednak Radomiaka.
Gorąco na ławce Lechii! Starcie trenera z dyrektorem technicznym
W czasie meczu 31. kolejki PKO BP Ekstraklasy, między Radomiakiem Radom, a Lechią Gdańsk doszło do nietypowej sytuacji. Przy ławce rezerwowych słownie starli się trener z dyrektorem technicznym.