Czułe struny Bayernu. Przed Kompanym najważniejsze wyzwanie w karierze
Wśród przeważających opinii o rychłym triumfie Bayernu Monachium nad Realem Madryt w ¼ finału Ligi Mistrzów, jak klin wbiło się odosobnione stanowisko Toniego Kroosa. I uderzyło w najczulsze, bawarskie struny.
– W ostatnich latach Bayern prezentował się dobrze w meczach z Realem. W rewanżach często nie udało mu się jednak utrzymać poziomu z pierwszego spotkania i zapewnić sobie awansu, na co wpływały drobne szczegóły – przyznał w podcaście „Einfach mal luppen” były gwiazdor obu ekip.
Różne odcienie porażki
Toni Kroos doskonale wie, co mówi. Sam bowiem uczestniczył w ostatnim triumfie Bawarczyków nad Królewskimi w dwumeczu Ligi Mistrzów w sezonie 2011/2012. Wszyscy kibice zapewne pamiętają dramatyczny rewanżowy mecz ½ finału na Santiago Bernabeu. Los Merengues odrabiają straty z pierwszego spotkania w Monachium (1:2), ale w serii rzutów karnych presji nie wytrzymują ich największe gwiazdy (Cristiano Ronaldo i Sergio Ramos). Pudła swoich graczy na kolanach obserwował Jose Mourinho, dla którego był to już drugi przegrany półfinał na ławce Los Blancos. Kroos brał również udział w przegranych starciach w kampanii 2013/2014 (0:1 i 0:4), które zapoczątkowały serię czterech porażek Bayernu z Realem. Do dwóch z nich przyczynił się z kolei już jako gracz klubu ze stolicy Hiszpanii.
Pomijając potyczkę z ostatniego sezonu Kroosa w czerwono-białych barwach, monachijczycy zawsze przegrywali minimalnie:
2016/2017 – 1:2 u siebie i 2:4 na wyjeździe po dogrywce;
2017/2018 – 1:2 u siebie i 2:2 na wyjeździe;
2023/2024 – 2:2 u siebie i 1:2 na wyjeździe;
W 2017 r. Bayern zdołał odrobić straty z Monachium (1:2), ale tuż przed dogrywką, drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Arturo Vidal. Osłabieni Bawarczycy nie dali rady w dodatkowym czasie rywalizacji powstrzymać Realu, który zdobył w nim aż trzy bramki. – W ćwierćfinałach musimy korzystać z lepszych sędziów – zżymał się na rozjemcę Viktora Kassaia, Carlo Ancelotti. – Dziś arbiter nie miał dobrego dnia. Ukarał czerwoną kartką Vidala oraz uznał dwa gole Cristiano Ronaldo ze spalonych – narzekał. Faktem jest jednak, że losy tego dwumeczu mogłyby potoczyć się inaczej, gdyby na Allianz Arenie, chilijski pomocnik wykorzystałby rzut karny.
Rok później, Bawarczycy znów muszą odrabiać straty po przegranej w pierwszym meczu u siebie. – Rozdawaliśmy prezenty i byliśmy nieskuteczni – wściekał się na swoich podopiecznych Juup Heynckes. W rewanżu sytuacja była identyczna. Mimo gigantycznej przewagi w Madrycie (56% posiadania piłki, 20 strzałów na bramkę Keylora Navasa), spotkanie kończy się wynikiem 2:2 i do finału w Kijowie awansowali Królewscy. – Jeśli uważnie przeanalizujemy oba mecze, widać, że byliśmy lepszym zespołem. To bolesne, że nie przeszliśmy dalej – stwierdził doświadczony szkoleniowiec.
Najświeższe rany pochodzą z 2024 r. Bayern najpierw dał sobie wyrwać zwycięstwo u siebie, na siedem minut przed końcem meczu (wyrównujący gol Viniciusa Juniora), zaś w drugim starciu, dwa gole stracił między 88. a 91. minutą. Monachijczycy mogli wyrównać i doprowadzić do dogrywki w 14. minucie doliczonego czasu gry. Wówczas do bramki Andrija Łunina trafił Matthijs de Ligt, ale Szymon Marciniak, nie czekając na analizę VAR, odgwizdał pozycją spaloną holenderskiego obrońcy. W bawarskim obozie wszyscy byli wściekli na polskiego arbitra. Głosem rozsądku w tej sytuacji był jednak Thomas Muller: – Kiedy tak długo prowadzisz, musisz sprawę awansu doprowadzić do końca.
Madrycki niedosyt
Dlatego też, mając na uwadze historię spotkań obu drużyn, mistrz świata 2014 był mocno zdziwiony, w jakim kierunku poszło spotkanie na Santiago Bernabeu przy stanie 2:0. – W tym momencie Bayern miał pełną kontrolę nad meczem i wydawało mi się, że utrzyma dominację i powiększy przewagę. Myślałem, że dzięki absolutnej kontroli, pokusi się o kolejne gole. Zaskoczyło mnie więc, że Bawarczycy zaczęli się cofać i bronić z mniejszą intensywnością – przyznał. Kontaktowa bramka Kyliana Mbappe dała madrytczykom niezbędny do przeżycia tlen, a Arvalo Arbeloi pozwoliła na stwierdzenie, że jeżeli ktoś może wygrać na Allianz Arenie to tylko Real.
Tyle że patrząc na obecną formę jednych i drugich, zapowiedzi 43-latka jawią się na razie wyłącznie jako myślenie życzeniowe. Podczas gdy Królewscy po reprezentacyjnej przerwie nie wygrali żadnego z trzech meczów (dwóch w La Lidze i jednego w Lidze Mistrzów), o tyle Bawarczycy właśnie pobili 54-letni rekord w liczbie goli strzelonych w jednym sezonie Bundesligi (105 bramek). – Tak się uszczęśliwia kibiców – nie posiadał się ze szczęścia honorowy prezydent Uli Hoeness, który partycypował (13 trafień) w poprzednim strzeleckim rekordzie monachijczyków (101 trafień w rozgrywkach 1971/1972).
Za Bayernem przemawiają również wszelkie statystyki historyczne. W 21 na 22 przypadki przechodził do kolejnej rundy w Pucharze Mistrzów bądź w Lidze Mistrzów, gdy wygrywał pierwszy mecz na wyjeździe (wyjątek miał miejsce w sezonie 2010/2011, gdy po zwycięstwie 1:0 z Interem w Mediolanie, u siebie przegrał 2:3). Także u siebie Bayern zdaje się być wszechmocny, wszak z ostatnich 28 spotkań w Champions League na Allianz Arenie przegrał tylko jedno (także z Interem, w poprzedniej kampanii). Z drugiej strony, z Realem nie wygrał ostatnich ośmiu (!) meczów, z czego czterech u siebie. Stąd też przy Sabener Strasse czuć lekkie rozczarowanie, że zaliczka z Madrytu nie była bardziej okazała. – Real jeszcze się nie poddał. Przyjadą do Monachium pewni siebie i z nastawieniem: a dlaczego nie mielibyśmy odwrócić losów meczu – przyznał w rozmowie ze sport1.de, były gracz FCB, Klaus Augenthaler.
4
od tylu meczów Bayern nie potrafi wygrać z Realem u siebie
Trener mistrzów Niemiec, Vincent Kompany też po pierwszym meczu odczuwał lekki niedosyt. – Po końcowym gwizdku czułem, że mogliśmy pójść dalej – przyznał belgijski szkoleniowiec. Jednocześnie nie zamierzał sprawić, aby minusy przysłoniły plusy. – Mogliśmy więcej strzelić, ale również i stracić. Jestem bardzo zadowolony z wyniku. Teraz musimy poprawić wszystko, co jest do poprawienia – powiedział 40-latek przed największym wyzwaniem w swojej trenerskiej karierze.
Arsenal z awansem do półfinału. Rewanż całkowicie do zapomnienia
Arsenal awansuje do półfinału Ligi Mistrzów i może już skupić się na meczu z Atletico. Konfrontacja ze Sportingiem nie przyniosła zbyt wielu emocji i po mało ciekawym starciu Kanonierzy przystemplowali awans.