Juventus był zdecydowanym faworytem meczu z Dinamem Zagrzeb i wywiązał się ze swojej roli bez zarzutu. Mistrz Włoch pokonał dużo niżej notowanego rywala (4:0) i odniósł tym samym pierwsze zwycięstwo w obecnej edycji Champions League.
Massimiliano Allegri miał po meczu w Zagrzebiu powody do zadowolenia (foto: G.Wajda)
Stara Dama od początku spotkania przeszła do zdecydowanej ofensywy i widać było, że podopieczni Massmiliano Allegriego chcą jak najszybciej zapewnić sobie bezpieczną zaliczkę. Udało się już w 24. minucie, kiedy to do siatki trafił Miralem Pjanić. Piłkarz Juventusu wpadł w pole karne, gdzie dopadł do piłki i lekką ją trącając pokonał bramkarza.
Dinamo nie zdążyło się jeszcze na dobre otrząsnąć po stracie pierwszego gola, a już goście prowadzili różnicą dwóch trafień. Tym razem na listę strzelców wpisał się Gonzalo Higuain, który po długim podaniu z głębi pola przyjął piłkę na klatce piersiowej i dopełnił formalności strzałem z bliskiej odległości.
Wydawało się, że Juventus w drugiej połowie nie będzie już forsował tempa i skupi się raczej na kontrolowaniu wydarzeń na boisku. Goście nie zamierzali jednak zwalniać tempa i w 57. minucie podwyższyli wynik na 3:0, a autorem kolejnego gola był Paulo Dybala.
Dzieła zniszczenia w końcówce dopełnił Adrian Semper, który tak niefortunnie interweniował, że skierował piłkę do własnej bramki. Juventus wygrał ostatecznie (4:0) i bez większego wysiłku dopisał na swoje konto trzy punkty.
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.