Czwartkowe starcie Legii Warszawa z Hapoelem Tel-Awiw nie ma już żadnego znaczenia dla układu sił w grupie C Ligi Europy. Mimo tego „Wojskowi” nie zamierzają odpuszczać i zapowiadają, że w Izraelu powalczą o komplet punktów.
Legia zapewniła już sobie drugie miejsce w swojej grupie i awans do kolejnej fazy rozgrywek. Michał Żewłakow nie ma jednak wątpliwości, że w takich rozgrywkach jak Liga Europy nie odpuszcza się spotkań. – Ten mecz o niczym nie zadecyduje, ale nie zgadzam się z opinią, że jest on bez stawki – powiedział.
– Zagramy o premie, prestiż. Chcemy pokazać się w Europie i musimy kreować korzystny obraz Legii na międzynarodowej arenie – kontynuował. – Takie spotkania są idealne, aby w nich młodzi zbierali doświadczenia. Na pewno nie będzie w nim presji, a ja lubię takie potyczki. W czwartek nic nie musimy udowadniać – dodał Żewłakow.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.