#ZdarzyłoSięWFutbolu: Kariera wyhamowana przez kontuzje
Dokładnie trzydzieści jeden lat temu, 31 maja 1989 roku, w jednym z dortmundzkich szpitali na świat przyszedł Marco Reus. W kolejnych latach swojego życia wielokrotnie gościł różnego rodzaju ośrodkach zdrowia. Wszystko za sprawą niezliczonych kontuzji, które wyhamowały jego piłkarską karierę.
(fot. Łukasz Skwiot / 400mm.pl)
1023 – właśnie tyle dni łącznie Reus był zmuszony pauzować wskutek mniejszych lub większych urazów. Oznacza to, że reprezentant Niemiec spędził niespełna trzy lata (!) w gabinetach lekarskich na nieustannych powrotach do pełni sprawności. Tym samym dzisiejszego solenizanta ominęło – biorąc pod uwagę tylko klubowe rozgrywki – aż 127 meczów. Piłkarski wyrok śmierci.
Licznik, o którym Reus zapewne chciałby zapomnieć raz na zawsze, niestety dla niego nadal rośnie. W lutym w pucharowym spotkaniu z Werderem Brema (2:0) nabawił się – jak pierwotnie orzekli lekarze – niegroźnego urazu. Urazu, który wraz z biegiem czasu zaczął być postrzegany coraz bardziej poważnie, do tego stopnia, że wiele wskazuje na to, że świeżo upieczony 31-latek nie zdąży wykurować się przed końcem sezonu.
Najbardziej bolesne było jednak dla Reusa zerwanie więzadeł w stawie skokowym lewej stopy w towarzyskim meczu przeciwko Armenii (6:1). Był to ostatni sparing podopiecznych Joachima Loewa przed podróżą do Brazylii na mistrzostwa świata. Diagnoza była dla niego wyjątkowo druzgocąca – nici z gry na mundialu. Mundialu, który jak powszechnie wiadomo, nasi zachodni sąsiedzi ostatecznie wygrali.
Podobny pech przytrafił mu się przed inną prestiżową imprezą piłkarską dwa lata później. Chodzi oczywiście o mistrzostwa Starego Kontynentu rozgrywanych na francuskich boiskach. Przez cały poprzedzający turniej sezon Reus zmagał się z przewlekłymi bólami mięśniowymi, które uniemożliwiały mu normalne poruszanie się po placu gry – mógł biegać tylko w linii prostej. Loew nie mógł rzecz jasna powołać nie w pełni zdrowego zawodnika. I tak też się stało.
Nie można zarazem powiedzieć, że Reus może wyłącznie żałować przebiegu swojej futbolowej ścieżki. Przecież to on trzy razy zdobył Superpuchar Niemiec, raz Puchar Niemiec, trzecie miejsce na mistrzostwach Europy, zagrał w finale Ligi Mistrzów, trzykrotnie został wybrany najlepszym piłkarzem sezonu w niemieckiej ekstraklasie. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że gdyby nie trapiącego go nieustannie kontuzje, znając drzemiący w nim potencjał, osiągnąłby dużo, dużo więcej.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.