Z presją jej do twarzy. Jagiellonia już nauczyła się obracać ją na swoją korzyść
Po zwycięskim dwumeczu z FK Poniewież w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów jasnym było, że Jagiellonia Białystok jesień spędzi w fazie grupowej któregoś z europejskich pucharów. Starcia z FK Bodo/Glimt i Ajaksem Amsterdam poddały jednak wątpliwość, czy Duma Podlasia poradzi sobie na europejskiej arenie.
W obu starciach rzecz jasna mistrz Polski nie był faworytem, zatem porażki były wkalkulowane. Bardziej chodziło jednak o ich wysokość (0:1 i 1:4 z mistrzem Norwegii i 1:4 i 0:3 z piątym zespołem Eredivisie) i przede wszystkim ogólną bezradność. – Mamy więcej zgrania i doświadczenia na arenie międzynarodowej – tłumaczył te różnice PN w sierpniu, pomocnik Bodo/Glimt, Patrick Berg. Wracająca do Europy po sześciu latach przerwy Jaga, tego ogrania nie miała, a i jej poszczególnie gracze też nie mieli wielu okazji by sprawdzić się w europucharach. Ten przeskok z chłopca do bicia do zespołu, który bezwzględnie wykorzystuje słabości rywali jest więc niesamowity.
– Jest to niebywałe, co się dzieje. Nie wiem czy byśmy sami napisali sobie taki scenariusz – stwierdził Adrian Siemieniec, zagadnięty o progres w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy. Trener Jagi przed meczem „starł się” z dyrektorem sportowym Łukaszem Masłowskim. Nie była to rzecz jasna żadna utarczka słowna czy pojedynek dwóch ciężkich charakterów, ale obu panów poróżniło podejście do kwestii dwumeczu z Cercle Brugge. Na antenie Radia Białystok, działacz przyznał, że mistrzowie Polski są w takiej sytuacji, że nic absolutnie nie muszą. – Bardzo chcemy wygrać i awansować do kolejnej rundy, ale na szczęście nic nie musimy. Nie chciałbym dokładać nam dodatkowej presji, która jest niepotrzebna – taki przekaz od działacza poszedł w eter. Przekaz, z którym nijak nie mógł się zgodzić trener Siemieniec.
– Granie bez presji, to nie jest dobre granie. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby nie czuć presji – stwierdził na przedmeczowej konferencji prasowej. Potem co prawda sprecyzował, że chodzi o moment sezonu, w którym znalazła się Duma Podlasia i że w potyczce z Groen en Zwart faktycznie jego zespół nie ma noża na gardle. Jego przekaz był jednak jasny – tylko granie pod presją ma sens. Tym bardziej, że takie słowa wypowiedział również rok temu, gdy białostoczanie zmierzali po historyczny tytuł mistrza Polski, a wszyscy wokół czekali na ich potknięcie. – Jeżeli chodzi o presję, to jest takie powiedzenie, że presja jest przywilejem. Taki jest sport profesjonalny. Presja rozwija, powoduje, że musimy być lepsi. W presji człowiek czuje się niekomfortowo, ale też dzięki niej każdego dnia musi iść do przodu i stawać się lepszą wersją samego siebie. W sporcie profesjonalnym jeżeli jesteś pod presją, to znaczy, że to, co robisz, ma sens – mówił w kwietniu.
Presja towarzyszy więc Jadze stale. Białostoczanie jednak wyraźnie się z nią zaprzyjaźnili, a potyczka z Cercle Brugge była kolejnym na to dowodem. – Pierwsza połowa była trudna. Nie było dużo sytuacji, za to było dużo pojedynków. Wymagała od nas cierpliwości, ale w przerwie powiedzieliśmy sobie trzeba być dalej konsekwentnym w obronie i wykorzystać sytuacje, które się nadarzą – przyznał Siemieniec. Czwarty zespół ligi belgijskiej poprzedniego sezonu, zgodnie z przewidywaniami grał ostro i agresywnie. Zdawał się też mieć większą kulturę gry i długo budował swoje akcje. Do przerwy zatem utrzymywał się wynik bezbramkowy, ale z lekkim wskazaniem na drużynę Ferdinanda Feldhofera.
Generalnie remis można byłoby w takich okolicznościach brać w ciemno. Mecz walki, rywal nie uznający pół środków, murawa, która też momentami pozostawiała do życzenia. Gdyby druga odsłona miała identyczny przebieg jak pierwsza, pewnie nikt by na takie okoliczności nie psioczył, z trenerem Siemieńcem na czele. Ale druga połowa nie była już taka sama. Cercle Brugge dalej grało ostro i ryzykowanie i za tą postawę zapłaciło najwyższą, możliwą cenę. W 59. minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Abu Francis i dla Jagi nie było już wymówek. Znów pojawiła się presja.
– Oczywiście, nie ma co ukrywać, że czerwona kartka miała wpływ na scenariusz drugiej połowy. Cieszę się, że wykorzystaliśmy ten moment, grając w przewadze, bo to wcale nie jest takie oczywiste – podsumował trener Dumy Podlasia ostatnie pół godziny. Mimo trzech goli strzelonych w tym okresie, widział jednak pewne niedostatki w grze. – Zabrakło nam cierpliwości po trzeciej bramce – dodał do tej beczki miodu, łyżkę dziegciu.
Ze wszystkich uczestników 1/8 finału Ligi Konferencji, Jagiellonia jest w najlepszej pozycji wyjściowej. Z ust trenera Siemieńca absolutnie nie padły jednak słowa o tym, że jego drużyna czuje się już ćwierćfinalistą tych rozgrywek. – Nie chciałbym jeszcze stawiać kropki w żadnej sytuacji. Dzisiaj niczego jeszcze nie wygraliśmy. Mamy 3:0, ale przed nami jeszcze rewanż – studził optymistyczne nastroje. Sam też podkreślał, w kontekście wspomnianych już bojów w eliminacjach Ligi Mistrzów i Ligi Europy, że w przypadku jego zespołu najważniejszy jest spokój. – Nie potrzebujemy skrajnych emocji w żadną stronę. Dzisiaj nic się jeszcze nie skończyło – przytomnie zauważył.
Bo też Jaga jest o krok od historycznego awansu do czołowej ósemki Conference League, a rozbite po pierwszym meczu i mające na głowie utrzymanie w Jupiler League, Cercle Brugge słania się już na nogach. A w 1/4 finału znów będzie presja, bo apetyt rośnie przecież w miarę jedzenia. Ale cytując klasyka: jeżeli jesteś pod presją, to oznacza, że to co robisz ma sens.
Kapitalne podania i gol w 2. minucie! Pogromca Lecha Poznań z błyskawicznym golem w ćwierćfinale Ligi Konferencji [WIDEO]
Rayo Vallecano pokonało 3:0 AEK Ateny w ćwierćfinale Ligi Konferencji Europy. Obejrzyj nagranie z pierwszej, błyskawicznie zdobytej bramki autorstwa Iliasa Akhomacha!