W Katowicach bez niespodzianki. Zespół ograł indywidualności [KOMENTARZ]
Walczący z wielką determinacją do ostatniej sekundy katowicki Giekaes w pełni zasłużenie pokonał budowany za miliony Widzew. I jeśli po meczu może czegoś żałować to tego, że jedynie 1:0, bo powinien wyżej.
Rafał Górak, trener gospodarzy, przed meczem mówił tak: – Prawda jest taka, że pieniądze nie wygrywają na boisku. Wygrywa drużyna, która jest dobrze przygotowana, zorganizowana.Nikomu nie zazdroszczę ani grosza, jestem „zajawiony” na swoim zespole i przekonany, że jesteśmy gotowi. Wydarzenia na murawie przy Nowej Bukowej potwierdziły w pełni jego słowa, a Górak na pomeczowej konferencji z czystym sumieniem mógł przyznać, że jego zespół wygrał zasłużenie.
RADOŚĆ TRENERA
Owszem, w pierwszej połowie to Łodzianie byli zespołem prowadzącym grę. Posiadali piłkę przez większość czasu, utrzymywali ją na połowie GKS-u, ale poza jednym strzałem w światło bramki, pewnie obronionym przez Rafała Strączka, nie stwarzali żadnego zagrożenia. -Widzew grał bardzo starannie pierwszą połowę, było czuć jakość zawodników – komentował Górak. – My byliśmy przyczajeni, czekaliśmy na fazy przejściowe, staraliśmy się piłkę odzyskać, ale za wiele razy nam się to nie udało.
Udało się gospodarzom jednak w doliczonym czasie wywalczyć rzut rożny. Bartosz Nowak idealnie dorzucił piłkę na głowę Lukasa Klemenza, a ten wpakował ją do siatki i do szatni z prowadzeniem schodzili miejscowi. W drugiej połowie na boisku była już tylko jedna drużyna. Gospodarze całkowicie zdominowali wydarzenia na boisku, nie było dla nich straconych piłek. Właściwie trudno byłoby wyróżnić któregokolwiek z ich piłkarzy, żeby nie skrzywdzić pozostałych, bo zespół prezentował się w myśl zasady jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Być może było to najlepsze 45 minut GKS-u od powrotu do Ekstraklasy. Zawodnicy gości sprawiali wrażenie zdziwionych taką postawą Katowiczan. W końcowym rozrachunku, mogą być w gruncie rzeczy zadowoleni, że nie stracili więcej goli, bo nie tylko mogli, ale nawet powinni.
– Po przerwie Widzew już tak staranny nie był, musiał gonić wynik, bramka strzelona do szatni zrobiła swoje, podziała na psychikę – tłumaczył Górak. – Natomiast organizacją gry na pewno też przewyższaliśmy Widzew wyraźnie. Dobrze, że w końcówce dobrze zadziałał system VAR i sędzia odwołał podyktowanego pierwotnie przeciwko nam karnego, bo tam nie mogło być mowy o faulu naszego zawodnika.
SMUTEK TRENERA
Igor Jovicević, który przed meczem deklarował, że jest spokojny, bo widzi, jak trenują jego zawodnicy i wierzy, że w Katowicach przełożą tę energię i jakość na boisko, pomeczową konferencję rozpoczął od stwierdzenia po polsku, że czuje smutek. Potem już po angielsku próbował tłumaczyć, że w zespole jest wielu nowych zawodników, potrzebują czasu, a bramka stracona tuż przed przerwą podłamała ich psychicznie.
Słabo to brzmiało w odniesieniu do profesjonalistów sprowadzonych do Łodzi za grube miliony i równie sowicie wynagradzanych. Na tle solidnych katowickich rzemieślników wyglądali jak zbieranina graczy przypadkowo ubranych w takie same stroje, choć o bez wątpienia sporych indywidualnych umiejętnościach.
O tym, że grają w klubie, który kiedyś wprowadził do słownika pojęcie „widzewski charakter” pamiętali co najwyżej Polacy, Przemysław Wiśniewski i niemiłosiernie wygwizdywany były gracz GKS-u Sebastian Bergier, który po meczu nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Kiedy z tych ludzi i pod czyją wodzą powstanie zespół zdolny nie bić się o najwyższe cele, a póki co utrzymać w Ekstraklasie, to pytanie na dzisiaj w Łodzi najważniejsze. Patrząc na to co zaprezentowali w Katowicach, trudno wierzyć, że stanie się to szybko.
Ciekaweile Adamczuk wzial pod stolem za sciagniecie tyle szrotu za takie pieniadze. Dobrzycki znowu okradziony. A w lecie kolejny nowy dyrektor i kolejna runda malwersacji.
Co z nowym trenerem Arki Gdynia? Główny faworyt odpada!
Arka Gdynia po odejściu Dawida Szwargi szuka nowego szkoleniowa. Dawid Kroczek był głównym faworytem, ale prawdopodobnie nie obejmie pomorskiego zespołu.
Kiko Ramirez pożegnał się z Radomiakiem. „Odchodzę ze spokojnym sumieniem”
Niedługo potrwała samodzielna praca Kiko Ramireza w Radomiu. Hiszpan opublikował oświadczenie, w którym pożegnał się z klubem z województwa mazowieckiego.
Ciekaweile Adamczuk wzial pod stolem za sciagniecie tyle szrotu za takie pieniadze. Dobrzycki znowu okradziony. A w lecie kolejny nowy dyrektor i kolejna runda malwersacji.