Po 45 minutach meczu Legii Warszawa z Hapoelem goście prowadzili 1:0. W szatni polskiego klubu było w przerwie spokojnie, co zaowocowało lepszą grą w drugiej części spotkania.Legia ostatecznie mecz z Hapoelem wygrała 3:2. Wszystko dzięki dobrej grze w drugiej połowie. – W przerwie w szatni było spokojnie. Nikt nie panikował – każdy podkreślał, co należy poprawić. Wiedzieliśmy, że przed nami jeszcze 45 minut i dopóki piłka w grze, to wszystko może się zdarzyć. Była w nas cierpliwość i wiara, że możemy wygrywać w trudnych momentach. To historyczne momenty, które na długo zapadną w pamięci kibiców – powiedział po meczu Michał Żewłakow, obrońca Legii.
Bohaterem stołecznej ekipy został Miroslav Radović, który w samej końcówce strzelił gola na 3:2. – W drugiej połowie zaczęliśmy grać lepiej. Byliśmy bardziej ruchliwi i często zmienialiśmy pozycje, co zwiększyło liczbę sytuacji w polu karnym rywala. Strzeliliśmy trzy gole, co dało nam zwycięstwo. Źle weszliśmy w spotkanie, ponieważ zabrakło nam agresji – na szczęście po przerwie było już lepiej – zakończył serbski gracz Legii.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.