Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?
Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.
Zespół Nielsa Frederiksena kapitalnie odpowiedział na gola straconego już w początkowym kwadransie. Po tym, jak Maksym Chłań otworzył wynik przy Bułgarskiej, w szeregach gospodarzy nie było zaniepokojenia – Lech konsekwentnie robił swoje, trzymał się planu, grał w ten sam sposób. Zamiast paniki była chłodna głowa. Dojrzałość i metodyczność pozwoliły poznańskiej drużynie szybko odpowiedzieć na cios.
W ubiegłym sezonie osiem razy zdarzyło się, aby tracąc bramkę jako pierwszy, Kolejorz nie przegrywał w chwili zejścia na przerwę (co interesujące, aż trzy takie przypadki miały miejsce w europejskich pucharach – przeciwko Crvenej Zvezdzie u siebie, Genk na wyjeździe oraz w konfrontacji z Mainz). Jednak tylko trzy z tych spotkań Lech kończył jako zwycięzca. Mentalna odporność zespołu Frederiksena jest zatem na fali wznoszącej. Choć w przypadku rywalizacji z Górnikiem Zabrze należy wziąć pod uwagę znikomą presję towarzyszącą spotkaniu.
KAPITAN MA SIĘ DOBRZE
U progu sezonu od Mikaela Ishaka bije pozytywna energia. Szwedzki napastnik nie tylko zdobył bramkę, prezentował również kreatywność w budowaniu akcji, wybierał niesztampowe rozwiązania. Chcąc opisać występ 33-latka w potyczce z Górnikiem trzema określeniami, byłyby to: pomysłowość, efektowność oraz dobra dyspozycja fizyczna. Zresztą imponująca forma na starcie rozgrywek staje się w przypadku Ishaka tradycją. W poprzednim sezonie lider Kolejorza strzelał po golu w trzech początkowych kolejkach Ekstraklasy, z kolei rok wcześniej uzbierał w tym okresie aż cztery trafienia; ligowe zmagania w edycji 2021-22 otworzył trzema bramkami w pięciu kolejkach; w debiutanckim sezonie w Poznaniu do strzelenia czterech goli wystarczyły mu trzy spotkania.
Pozostając w temacie napastników, na dostrzeżenie zasługuje pozytywny impuls ze strony Yannicka Agnero. Zmiennik Ishaka potrzebował niewiele czasu, aby zaznaczyć swoją obecność na placu gry. Najbardziej wyróżnił się udziałem przy trzecim golu, ale i w kilku mniej eksponowanych zagraniami pokazał próbkę nieprzeciętnej dyspozycji.
Yannick Agnero pracuje na to, by w sezonie 2026-27 spędzać na boisku więcej czasu niż w poprzednich rozgrywkach (Foto: Paweł Jaskółka/PressFocus).
NOWI WNOSZĄ JAKOŚĆ
W czwartkowy wieczór oficjalne debiuty w Lechu zaliczyło trzech zawodników. Allahyar Sayyadmanesh przebywał na boisku zbyt krótko, z pierwszymi recenzjami gry Irańczyka trzeba się wstrzymać. Za to pozostałe letnie nabytki przywitały się z wielkopolską publicznością co najmniej obiecująco. Mateusz Lis kilkoma interwencjami pokazał, że powinien stanowić pewny punkt zespołu. Z kolei Terry Yegbe dał podstawy, aby postrzegać go jako zmianę na lepsze względem Antonio Milicia.
Przynajmniej w zakresie jakości piłkarskiej 25-latek wygląda na stopera z półki wyższej niż doświadczony Chorwat. Obrońca pozyskany z Metz zaimponował siłą, którą wykorzystywał między innymi do wypracowywania sobie pozycji, ustawianiem się, a także przewidywaniem zagrań rywali. Element do poprawy to inicjowanie ataków – Yegbe zaliczył kilka nieudanych prób podań przez dwie linie.
Pablo Rodriguez w dobrym stylu zaczął drugi sezon w niebiesko-białych barwach (Paweł Jaskółka/PressFocus).
ŚRODEK WIELU WARIANTÓW
Powrót Radosława Murawskiego zwolnił Antoniego Kozubala ze znacznej części defensywnych obowiązków. Młodzieżowy reprezentant Polski skwapliwie skorzystał z większej swobody, przejawiając sporą ochotę do atakowania. Aktywność 21-latka w ofensywie przełożyła się na asystę oraz gola. A bramek Kozubal dotąd zdobywał niewiele: podczas dwóch sezonów pod wodzą Frederiksena wpisał się na listę strzelców tylko cztery razy.
16
miesięcy czekał Radosław Murawski na powrót do wyjściowego składu Lecha
Ustawianie Pablo Rodrigueza na pozycji ofensywnego pomocnika ma bardzo duże znaczenie dla funkcjonowania Lecha tak w ataku, jak w obronie. Za plecami napastnika Hiszpan nie kreuje ze swobodą charakteryzującą Luisa Palmę czy Patrika Walemarka, za to zdecydowanie więcej niż ta dwójka pracuje w odbiorze. Rodriguez jako numer dziesięć to gwarancja efektywnego kontrpressingu.
Sławomir Witek dla „PN”: Klauzula odejścia Dawida Szwargi była nieaktywna
Gdyby Raków zgłosił się po Dawida Szwargę we wrześniu, zapłaciłby zdecydowanie mniej niż w październiku. Prezes GKS-u Katowice zdradza kulisy negocjacji z częstochowskim klubem.
Gdzie konsekwencja gryzipiórki??
Mainz u siebie czy na wyjeździe?? Z logiką u was jak zwykle na bakier.
„Rodriguez jako numer dziesięć to gwarancja efektywnego kontrpressingu.”
Z tym, że to akurat po jego stracie (wyglądało to kiepsko…) Górnik wyszedł z kontrą, po której zdobył gola.