Takiego rozstrzygnięcia nikt się nie spodziewał. Bayern Monachium przegrał (!!!) z Hoffenheim na wyjeździe 1:4. Robert Lewandowski rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, jednak pojawił się na murawie w drugiej odsłonie spotkania.
Hoffenheim pokonał Bayern Monachium 4:1 – brzmi jak tytuł powieści fantastycznej, jednak to faktyczny wynik pojedynku w ramach 2. kolejki Bundesligi. Mistrzowie Niemiec zagrali bardzo słabo, tragiczne spotkanie zanotowali Leroy Sane oraz Serge Gnabry, obaj piłkarze w ostatnich spotkaniach grali pierwsze skrzypce bawarskiego giganta. W szeregach Hansiego Flicka nie funkcjonowało praktycznie nic.
Już w 16. minucie Bicakcic dał prowadzenie drużynie z Hoffenheim, która niecałe dziesięć minut później prowadziła już dwoma bramkami po trafieniu Dabbura. Joshua Kimmish przed przerwą zniwelował straty, niemiecki zawodnik popisał się bardzo ładnym trafieniem zza pola karnego. W drugiej połowie błysnął Andrej Kramarić, który zaliczył dublet i tym samym dobił Bayern Monachium.
Robert Lewandowski rozpoczął spotkanie od ławki rezerwowych. Gdyby Bayern kontrolował ten mecz od początku i miał korzystny dla siebie wynik, polskiego zawodnika raczej byśmy nie zobaczyli. Hansi Flick zdecydował się wprowadził swojego super snajpera w 57. minucie, aby zniwelował stratę w tym spotkaniu. Lewandowskiemu nie udało się trafić do siatki, Polak oddał raptem jeden niecelny strzał i przez nieco ponad pół godziny miał 7 kontaktów z piłką.
Warto mieć na uwadze, że zawodnicy Bayernu mają w nogach ostatni finał Superpucharu Europy, w którym pokonali Sevillę po dwugodzinnym boju. Bawarczycy posiadają bardzo wąską kadrę i Hansi Flick nie miał możliwości wprowadzenia większej rotacji. Pomijając nawet dobór personalny, murowanemu pretendentowi do tytułu mistrza Niemiec nie wypada zaliczać tak rażących porażek.
Kacper Potulski to jeden z młodych Polaków wzbudzających w ostatnim czasie największe emocje. 18-latek przebojem wdarł się do pierwszej drużyny Mainz, zbierając dobre recenzje.