Spotkanie 9. i 11. drużyny poprzedniego sezonu, które w dodatku w swoim ostatnim spotkaniu podzieliły się punktami po bezbramkowym remisie, od początku zapowiadało się na wyrównane. Przebieg boiskowych wydarzeń w Mielcu potwierdził wcześniejsze przewidywania.
Lepiej w mecz weszła Stal, która już po kilku minutach mogła objąć prowadzenie, jednak Filip Gerbowski trafił tylko w słupek.
Mielczanie poprawili skuteczność tuż przed przerwą. Maciej Domański dograł piłkę na głowę Ilji Szkurina, a wicekról strzelców Ekstraklasy nie zwykł się mylić w takich sytuacjach.
W drugiej połowie Widzew wziął się za odrabianie strat. W 63. minucie futbolówka zatrzepotała w siatce Mateusza Kochalskiego, lecz finalnie trafienie Imada Rondicia zostało anulowane przez VAR. Bośniak znajdował się bowiem na minimalnym spalonym.
Dziesięć minut później sprawy w swoje ręce wziął Jakub Łukowski. Były piłkarz Korony w swoim debiucie w barwach Widzewa huknął z dystansu nie do obrony i doprowadził do wyrównania.
Więcej goli już nie padło, co nie oznacza, że brakowało okazji. Goście z Łodzi kończyli mecz w osłabieniu po czerwonej kartce dla Ibizy. Szkurin mógł przechylić szalę zwycięstwa na korzyść gospodarzy, jednak pomylił się w sytuacji sam na sam z Rafałem Gikiewiczem. Jak się później okazało, nawet gdyby Białorusin trafił, bramka zostałaby anulowana przez ofsajd.
Obydwa zespoły poszukają pierwszego kompletu punktów za tydzień. W drugiej kolejce Stal zmierzy się z beniaminkiem GKS-em Katowice, natomiast Widzew ugości Lecha Poznań.
Jagiellonia nie dojechała do Krakowa, a Adrian Siemieniec zdrowo się nasłuchał [KOMENTARZ]
Biała Gwiazda rozegrała zdecydowanie najlepszy mecz od powrotu do Ekstraklasy. Pokonała 2:0 Jagiellonię i był to najniższy wymiar kary dla zespołu z Białegostoku. Oba gole zdobył Angel Rodado, który pozwolił błyskawicznie zapomnieć kibicom w Krakowie, że jeszcze przed chwilą martwili się odejściem Jordiego Sancheza.