Było to kilkanaście lat temu, wydaje mi się, że w dniu meczu Lecha Poznań z fińskim FC Honka. Byłem młodziutki, wychodząc z redakcji spytałem obecnych, gdzie będą wieczorem oglądać mecz eliminacji Ligi Europejskiej. Wiedziałem, że pozostali redaktorzy nie interesują się piłką, ale byłem wówczas jeszcze przekonany, że cały kraj, nawet nie-kibice, że wszyscy Polacy oglądają takie mecze. To chyba tego dnia dowiedziałem się, że obok siebie istnieją dwa oddzielne światy.
Nieco się jednak od tego czasu zmieniło. Wśród polskich intelektualistów i czytelników słabnie sportowy apartheid, piłka powoli przestaje być obciachem, a przyznanie się do kibicowania za kimś innym niż polska reprezentacja i lektura mówiącej o sporcie książki innej niż „Bajka o Rašce” Oty Pavla nie jest już powodem do wstydu. Coraz więcej ludzi z dużych miast, dobrze wykształconych autuje się i nie tylko przyznaje do kibicowania, ale też znajduje język, aby nie-kibicom o tym mówić, rezygnują z klasowej pogardy wobec kibicowskiego tłumu.
Tę zmianę widzę m.in. na rynku książki. 10 lat temu rozpoczynałem pracę nad swoim debiutem, „Królami strzelców” – opowieścią o ostatnim stuleciu w Europie Środkowo-Wschodniej przez pryzmat związków piłki z polityką. Polski rynek książki sportowej był wówczas może nie w powijakach (te przypadają na czas, gdy w jednej z piłkarskich pozycji Manchester United tłumaczono jako Manchester Zjednoczeni), ale na pewno w wieku młodzieńczym. Od tego czasu zmieniło się wiele: książek sportowych i ich czytelników jest dużo – dekadę temu wprawiony czytelnik literatury piłkarskiej mógł być na bieżąco, dziś to niemożliwe. I choć prym niezmiennie wiedzie wydawnictwo SQN, to również najwięksi polscy wydawcy coraz chętniej sięgają po piłkarskie tytuły. Może się to dziać, gdyż coraz więcej autorów wychodzi ze swoją opowieścią dalej, nie poprzestaje na napisanych językiem hermetycznym i nostalgizującym biografiach – zamiast tego poszerzają opowieść o osaczające mecz konteksty jak polityka, kultura czy historia.
Ostatnia dekada należała tu głównie do Jonathana Wilsona („Odwrócona piramida” czy właśnie wydana poświęcona historii mundiali „Potęga i chwała”) i Simona Kupera („Futbonomia” czy „Futbol w cieniu Holokaustu”), ale są i polscy pisarze, którzy kreślą obszernie kontekst piłki (wielu z nich jest skupionych w periodyku „Kopalnia. Sztuka futbolu” Piotra Żelaznego). Znakomitą robotę w zbliżeniu świata kibiców i nie-kibiców wykonują też autorzy podcastów: dużo uwagi piłce poświęcali tradycyjnie autorzy dwóch najpopularniejszych podcastów o tematyce międzynarodowej („Raport o stanie świata” Dariusza Rosiaka i „Dział zagraniczny” Macieja Okraszewskiego), później doszły do tego kolejne słuchowiska: najpierw „Cafe Kopalnia”, a ostatnio „Banasiak & Rajkiewicz” oraz „Sport wyjaśnia świat”. Również największe polskie gazety coraz szerzej otwierają swoje łamy na tematykę sportową.
Nie wiem, czy wzrasta w ten sposób liczba kibiców, ale nie to jest istotne. Nie musi przecież wzrastać liczba ekonomistów czy filozofów, aby przeczytać biografię Karola Marksa czy polityków lub ludobójców, aby przeczytać o Adolfie Hitlerze. No właśnie: w tym roku w finale najbardziej prestiżowej literackiej nagrody na najlepszą biografię, Juliusza, obok biografii Marksa, Sokratesa czy Mariana Zembali znalazła się biografia Roberta Lewandowskiego. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia, „nie uchodziłoby”. Powtórzę: to zbliżenie jest zasługą obu stron.
Ciekawe jednak, że przepływ między dwoma światami następuje w dwóch kierunkach. Nie chodzi bowiem tylko o otwartość inteligencji na sport, ale i sportu na inteligencję. A o tym, że być może idzie nowe pomyślałem podczas poprzedniego, katarskiego, mundialu. Wówczas w studiach obok zawodowych ekspertów wielokrotnie widziałem pisarza, tłumacza i redaktora „Tygodnika Powszechnego” Michała Okońskiego. Michałowi bodaj jako pierwszemu udało się tak spektakularnie przeskoczyć mur pomiędzy światem piłki i światem polskiej inteligencji.
A może jest inaczej? Może Michał wcale tego muru nie przeskoczył, a zamiast tego lekko go nadburzył? To dawałoby nadzieję, że pójdą za nim kolejni.
Co znajdziecie w najnowszym numerze „Piłki Nożnej”?
Jak zawsze najciekawsze materiały zapowiada Zbigniew Mucha. Tym razem m.in. fenomen Barcelony oraz niezwykła historia ostatniego meczu reprezentacji NRD. Do tego wywiady, polska i zagraniczna piłka oraz dużo więcej. Obejrzyjcie zapowiedź wydania i zajrzyjcie do najnowszego numeru!
Sankcyjny mur wokół sportowej Moskwy kruszeje coraz bardziej. Kolejnym przełomem był niedawny start reprezentacji Rosji we włoskich igrzyskach paraolimpijskich. Rosjanie wystartowali tam pod swoją flagą, ze swoim hymnem, a końcowe podium wyglądało jak nowa Jałta: Chiny, Stany Zjednoczone i Rosja.
Hiszpania świętuje awans do finału MŚ i zachwyca się swoją reprezentacją
– Tak miało być. Zaczęliśmy w Atlancie, a skończymy w Nowy Jorku. Jest już blisko. Idziemy po to! – krzyczał w szatni po zwycięstwie nad Francją najlepszy na boisku Dani Olmo. Słowa te oddają nastrój euforii w zespole Luisa de la Fuente oraz w całym kraju – wszyscy Hiszpanie zgadzają się z gwiazdą zespołu: po czymś takim, jak obalenie Francji, nie można przegrać finału, ktokolwiek byłby rywalem.
RL 2028, czyli co transfer Lewandowskiego oznacza dla reprezentacji Polski
Nie interesuje mnie, czy Robert Lewandowski zarobi w Chicago 10, 20 czy 50 milionów dolarów. Nie interesuje mnie, czy zbuduje swoją markę na amerykańskim rynku. Interesuje mnie tylko jedno – co przenosiny do Fire oznaczać będą dla reprezentacji Polski?
Mbappe na mundialu trafia z łatwością. Mówią, że trudniej trafić do samego Kyliana. Być może, z tym że na pewno nie Deschampsowi. A gdyby Les Bleus zostali mistrzami świata, to kto w ich szeregach najmocniej zasłuży na Złotą Piłkę – Mbappe, czy może jednak Olise?