Porażka, która boli podwójnie. Powinniśmy wywieźć z Niemiec punkty!
Wynik meczu we Frankfurcie nie gryzłby naszego sumienia tak mocno, gdyby zespół Joachima Loewa przez całe spotkanie utrzymał wysokie tempo i polską kadrę odesłał do Warszawy pozbawioną złudzeń. Niemców – co najmniej dwukrotnie przy wyniku dającym nadzieję – mieliśmy jednak na widelcu, tego meczu przegrać nie powinniśmy.
Jeszcze w pierwszej połowie kapitalną sytuację miał Robert Lewandowski, strzał polskiego napastnika odbił Manuel Neuer. W drugiej części piłkę na wagę remisu na nodze miał Krzysztof Mączyński, trafił jednak w bramkarza.
Adam Nawałka, choć od kilku dni z obozu kadry wyciekały informacje sugerujące podobne rozwiązanie, mimo wszystko zaskoczył. Trzeba było mieć bowiem wielkie cojones, żeby w tak trudnym meczu z rywalem z absolutnego topu, na lewej obronie wystawić Macieja Rybusa. Jasne, w Tereku Grozny grał przecież ostatnio na tej pozycji, sprawdzał się nawet nadspodziewanie dobrze, ale wrzucenie go na tak głęboką wodę w kadrze musiało jednak wymagać od selekcjonera czegoś więcej, niż tylko wiary w umiejętności swojego podopiecznego. Konkretnie posiadania trenerskiego nosa. Z Niemcami zagraliśmy więc z Rybą na lewej obronie, trzema defensywnymi pomocnikami (Jodłowiec, Krychowiak, Mączyński) oraz ofensywną trójką Grosicki, Milik i Lewandowski na desancie.
Niemcy też mają swoje problemy, co objawiło się w wyjściowej jedenastce oddelegowanej do gry przez Joachima Loewa. Niemiecki selekcjoner ma przede wszystkim problemy z bokami obrony. Tym razem z prawej strony ustawiony został nieoczekiwanie Emre Can, nominalny defensywny pomocnik, w Liverpool FC bardzo często widywany w środku obrony. Z przodu nękać nas mieli Thomas Mueller, Mesut Oezil, znajdujący się ostatnio w fenomenalnej formie Karim Bellarabi i ulubieniec trenera, Mario Goetze.
Nie Rybus okazał się naszym największym problemem – wszystko, co ze strony gospodarzy bolało nas najbardziej, nadciągało naszą prawą flanką, gdzie zupełnie nie radził sobie pozbawiony asekuracji Łukasz Piszczek. Jonas Hector, zawodnik FC Koeln, który w teorii miał być najsłabszym ogniwem niemieckiego zespołu, szalał na skrzydle jak na trzypasmowej autostradzie. W pierwszej połowie bardzo źle wyglądała też współpraca trójki defensywnych pomocników. Niemcy stłamsili nas w pierwszych dwóch kwadransach, później z minuty na minutę nasza gra wyglądała coraz lepiej. Efektem była znakomita kontra wyprowadzona przez Milika, kontynuowana przez Grosickiego i zakończona przez Lewandowskiego.
W grze naszych zawodników widać było gigantyczne zaangażowanie, pasję typową dla meczów wyjątkowych. Gospodarze wielokrotnie doprowadzali do sytuacji ostatecznych, takich, w których wydawać się mogło nie było ratunku przed stratą gola, jednak – szczególnie w drugiej połowie – niemal za każdym razem jak spod ziemi pojawiali się Grzegorz Krychowiak, Kamil Glik czy Łukasz Szukała biorący strzały na siebie. Niemal, bo w końcu gospodarze wcisnęli swoją trzecią bramkę. Ten mecz był do zremisowania – słowa te pisane są jeszcze w trakcie gry – Orły po spotkaniu na pewno powiedzą dokładnie to samo.
Duża kontrowersja w meczu Polek! Biało-Czerwonym niesłusznie anulowano bramkę? [WIDEO]
Reprezentacja Polski kobiet przegrała 0:2 z kadrą Francji w eliminacjach do mistrzostw świata. Biało-Czerwone trafiły do siatki Trójkolorowych, ale gol nie został uznany.