– Jak nie wiesz, co zrobić z piłką, oddaj ją przeciwnikowi, niech się martwi – to była jedna z zasad, którą przekazywał zawodnikom Lesław Ćmikiewicz. Taki mniej więcej plan Ormianie mieli na spotkanie z naszą reprezentacją. Prawie skuteczny. Tyle że plan gości nic Polaków obchodzić nie powinien, bo jak ładnie powiedział dziś Zbyszek Mucha w redakcji „PN”: – Z takim rywalem, mamy obowiązek wygrać w dziesięciu. Tymczasem wydawało się, że nie będziemy potrafiliśmy tego zrobić w jedenastu, a w dodatku przez większość meczu to Ormianie grali w dziesięciu… Byliśmy nawet nie o krok, ale wręcz o sekundę od katastrofy.
Wygraliśmy, ale kibice na PGE Narodowym musieli się najeść sporo nerwów (foto: Ł.Skwiot)
Od bicia głową w mur polskich piłkarzy aż mi łeb pęka. Od początku meczu zostaliśmy zmuszeni do prowadzenia gry, prób ominięcia bardzo głęboko cofniętej defensywy rywala i nie szło nam zupełnie. Jakieś sytuacje były, niemniej zdecydowanie zbyt mało, jak na klasę rywala. Skrzydła nie niosły, jak w meczu z Danią, gdyż Kamil Grosicki nie miał gdzie się rozpędzić, nie mogliśmy zagrać z kontry, czyli tak jak najbardziej lubimy, strasznie długo nie funkcjonował środek drugiej linii, Piotr Zieliński, który w sobotę zagrał dobry mecz, z Armenią znów zademonstrował formę z Euro 2016, choć w końcówce trochę się rozruszał, natomiast Grzegorz Krychowiak w obecnej dyspozycji to nie jest piłkarz, który powinien mieć miejsce w wyjściowej jedenastce Adama Nawałki.
Graliśmy wolno, brakowało elementu zaskoczenia, gry na jeden kontakt, Ormianie nie mieli przesadnych kłopotów, żeby rozbijać ataki Polaków. Bodaj raz tylko zagraliśmy tak, jak powinniśmy grać – Zieliński wygrał drybling, zagrał na klepkę z Robertem Lewandowski i stanął przed bramkarzem. Nie strzelił, ale z gry nie stworzyliśmy lepszej okazji (obie bramki po stałych fragmentach). Brakowało nam zawodników, którzy byliby w stanie zrobić przewagę, minąć rywala… Próbował Paweł Wszołek, szukał kontaktu z przeciwnikiem, szło mu jednak, powiedzmy, niezgrabnie.
Wygląda na to, że nie do końca mamy pomysł na mecz z rywalem klasy Armenii, czyli słabym, ale nie beznadziejnym jak Luksemburg, gdzie grają pracownicy banków. Z rywalem, który muruje bramkę, ale przy tym w miarę prosto potrafi kopnąć piłkę, ma siłę do biegania. Szczęśliwy paradoks polega na tym, że takich rywali w drodze na mundial zbyt wielu już nie będzie, a na mistrzostwach świata w Rosji – mimo wszystko zakładam, że awansujemy – nie będzie wcale.
Urban dla „PN”: Przebudowa kadry? Mam ograniczony wybór. To poważny problem
Selekcjoner reprezentacji Polski przygotowuje się do zbliżającego się zgrupowania. Na przełomie czerwca i maja biało-czerwoni zagrają z Ukrainą oraz Nigerią. O przyszłości drużyny narodowej, ale też o przeszłości, czyli przegranych barażach Jan Urban opowiedział „Piłce Nożnej”.