Królewskiemu trzeba oddać co królewskie [KOMENTARZ]
Stało się. Po najdłuższej w historii, bo aż czteroletniej przerwie, Biała Gwiazda wraca do Ekstraklasy. Jak sobie w niej poradzi to dzisiaj wielka niewiadoma, bo przez ten czas mocno zmienił się i klub z Reymonta i liga. Na razie jednak w Krakwie jest czas na świętowanie.
Pamiętam wywiad, którego wiosną 2022 roku Jarosław Królewski udzielił Przeglądowi Sportowemu. Spadek Wisły do pierwszej ligi nie był jeszcze pewny, ale coraz bardziej prawdopodobny. Na pytanie gdzie jego klub będzie za rok, Królewski odpowiedział, że w najgorszym wariancie świętował będzie powrót do Ekstraklasy. Argumentował to doświadczeniami, które nabył w piłkarskim biznesie. Był przekonany, że są na tyle duże, by pozwolić mu złożyć taką deklarację. Jak się okazało trochę przestrzelił, acz od razu należy zastrzec, że wówczas pełnia władzy w klubie nie leżała w jego rękach.
Kiedy los Wisły dopełnił się w Radomiu, patrząc na kolejne w niej ruchy, dość powszechnie głosiłem, że gotów byłbym przyjąć zakład, iż w Ekstraklasie prędzej od Wisły znajdzie się Wieczysta, wówczas jeszcze penetrująca futbol poziomów regionalnych. Na szczęście dla Białej Gwiazdy i dla zdrowotności polskiego futbolu, zakład bym przegrał, ale po prawdzie pomyliłem się o wiele mniej od Królewskiego.
Czy ktoś Wisłę lubi czy nie, nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że w polskich realiach jest klubem wielkim. Takim, dla którego pierwszoligowa rzeczywistość, z wizytami w Siedlcach, Pruszkowie czy Kołobrzegu, jest niczym piekielna otchłań. Żeby się z niej wydostać, trzeba dobrze zrozumieć swoje położenie. Wiśle zajęło to aż cztery lata. Pewnie mogło krócej, kto wie może świętowałaby już przed rokiem, gdyby Królewski nie zwolnił Kazimierza Moskala i pozwolił mu spokojnie pracować. Tego się już nie dowiemy.
Jeśli jednak zwolnienie Moskala nie było błędem prezesa, to było nim wcześniej jego zatrudnienie. To tylko przykład, bo Królewski błędów po drodze popełnił więcej. Trzeba mu jednak oddać, że wziął na swoje barki ciężar klubu z olbrzymimi finansowymi problemami i jeszcze większą społeczną presją. Walczył, nie cofnął go do czwartej ligi, nie sprzedał w podejrzane inwestorskie ręce, podejmował czasami decyzje wymykające się logice i uparcie dążył do celu. Dzisiaj go w końcu osiągnął i wraz z dziesiątkami tysięcy kibiców Białej Gwiazdy jest po zwycięstwie nad Chrobrym jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie.
Cel został spełniony, króliczek dogoniony, ale życie toczy się dalej. Wraz z awansem problemy Wisły nie znikają, a presja oczekiwań nie maleje. Wręcz przeciwnie. Czasu na świętowanie nie będzie wiele. Trzeba budować kadrę na nowy sezon, pieniędzy przybędzie, ale i koszty też wzrosną. Tymczasem w klubie wciąż są zaległości, choć ostatnio Królewski pożyczką znacząco je zmniejszył. Jeśli wyniki nie będą zadawalające, trybuny przy Reymonta wcale nie muszą pękać w szwach tak jak w pierwszej lidze, co było znaczącym zastrzykiem do klubowej kasy.
Czy do klubu powinien dołączyć Wojciech Kwiecień? Finansowo mógłby przesunąć go na inny poziom, ale czy dwuwładza z Królewskim, patrzącym na piłkę zupełnie inaczej (patrz choćby częstotliwość zmian trenerów), jest w ogóle możliwa? Wyszłaby klubowi na dobre czy przysporzyła problemów? Czy Mariusz Jop powinien dostać nową umowę, skoro zespół choć wiosną nie przegrał żadnego meczu, nie zachwycał tak jak jesienią? Pytań sporo, myśleć naprawdę jest nad czym. Ale to wszystko później. Tej nocy w Krakowie jest czas na świętowanie i zabawę. Bo Biała Gwiazda znów jest tam, gdzie być powinna. W Ekstraklasie!
Wisła Kraków oficjalnie wraca do Ekstraklasy! Wielki dzień Białej Gwiazdy!
Wisła Kraków po czterech latach przerwy wraca na najwyższy poziom rozgrywkowy w Polsce. Biała Gwiazda pokonała Chrobry Głogów i jest już pewna gry w Ekstraklasie w sezonie 2026-27.