Olympique Marsylia nie zwalnia tempa. Piłkarze znad Lazurowego Wybrzeża pokonali przed własną publicznością Saint-Etienne (3:0) i nadal liczą się w walce o czołowe miejsce w Ligue 1.
Olympique Marsylia wykorzystał atut własnego boiska (fot. Łukasz Skwiot)
Zdecydowanym faworytem spotkania na Stade Velodrome byli oczywiście gospodarze, którzy znajdują się w ligowej czołówce, a w przypadku zwycięstwa mogli się zrównać punktami z Monaco i Lyonem, a więc ścisłą grupą pościgową na liderującym PSG.
Marsylia nie dała zbyt długo czekać swoim kibicom na pierwszego gola. Już bowiem w 11. minucie przed bramką Saint-Etienne znalazł się Valere Germain, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z bliskiej odległości skierował piłkę do siatki.
Jeśli goście mieli nadzieję, że w drugiej połowie uda się im odrobić straty, to bardzo szybko musieli odłożyć swoje marzenie o punktach na Velodrome na półkę. W 51. minucie czerwoną kartką ukarany został bowiem Ronael Pierre-Gabriel i grające w osłabieniu Saint-Etienne już się nie podniosło.
Gospodarze grę w przewadze wykorzystali i zdobywając dwa kolejne gole, autorstwa Germaine’a i Lucasa Ocamposa zapewnili sobie zwycięstwo i cenne trzy punkty.
***
Atutu własnego boiska nie zdołali w niedzielę wykorzystać piłkarze Nantes, którzy przegrali przed własną publicznością z Nice (1:2). Bramkę na wagę zwycięstwa gości strzelił niezawodny Mario Balotelli.
Znakomita forma kapitana przed zgrupowaniem! Kolejne gole Lewandowskiego [WIDEO]
Robert Lewandowski na dobre przełamał strzelecką niemoc w Chicago Fire. W nocy z sobotę na niedzielę, napastnik reprezentacji Polski zdobył bowiem dwie bramki.
Koszulki Lewandowskiego sprzedają się w jak świeże bułeczki. MLS opublikowała zestawienie
Robert Lewandowski wzbudza za oceanem olbrzymie zainteresowanie. Koszulki kapitana reprezentacji Polski są czwartymi najczęściej kupowanymi spośród wszystkich zawodników występujących w Major League Soccer.
Tragiczne informacje napłynęły z Hiszpanii. Jesús de Miguel, piłkarz CD Tenerife, zmarł we wtorek rano w wyniku poważnego wypadku, do którego doszło dzień wcześniej podczas meczu z FC Andorra. Miał 30 lat.
Zdrowie w dalszym ciągu nie oszczędza Jakuba Modera. Wydawało się, że na horyzoncie pojawiło się światełko w tunelu, gdy 36-krotny reprezentant Polski zaliczył ostatnio epizodyczny występ w potyczce z PSV Eindhoven. Niestety, znów doskwierają mu jednak pewne problemy.