Przejdź do treści
Patryk Dziczek: Nie boję się

Polska Ekstraklasa

Patryk Dziczek: Nie boję się

5 września 2022 roku Piast Gliwice pokonał przed własną publicznością Miedź Legnica. Z tego meczu w pamięci nie zostaną wynik czy zdobywcy bramek, w tym spotkaniu najważniejsza była 82 minuta. Wtedy na boisko wszedł Patryk Dziczek – piłkarz, względem którego istniały bardzo poważne obawy, że już na boisko nigdy nie wejdzie.



Dziczek wrócił na boisko po problemach zdrowotnych. (fot. Irek Dorażanski/400mm.pl)

PRZEMYSŁAW PAWLAK


Wiesz, ile dni minęło między feralnym meczem z Ascoli a twoim powrotem na boisko?

Około pięćset sześćdziesiąt – pewnie odpowiada Dziczek.

Pięćset sześćdziesiąt cztery.

Bo liczysz do meczu Piasta z Miedzią Legnica. To nie jest tak, że odkreślałem każdy dzień w kalendarzu, gdy jednak podpisałem kontrakt z Piastem, z żoną policzyliśmy te dni, ale właśnie do momentu wejścia do drużyny z Gliwic.

Ile razy w tym czasie pomyślałeś, że już nie wrócisz do gry w piłkę?

Do pewnego momentu w ogóle nie dopuszczałem do siebie takich myśli. Byłem regularnie kontrolowany, miałem świadomość, że wyniki badań nie wskazują na kłopoty zdrowotne. Delikatne zwątpienie pojawiło się w ostatnim tygodniu, jeśli nie podpisałbym kontraktu teraz, mógłbym go już nie podpisać nigdy. Nie ze względów zdrowotnych, przerwa w grze trwałaby zbyt długo. Wrócić na boisko, na profesjonalny poziom, po dwóch latach bez gry – to chyba byłoby niemożliwe.


I nigdy nie przyszło zwątpienie?

Może przez chwilę. A może to były bardziej nerwy, zniecierpliwienie? Układałem sobie w głowie powrót nieco wcześniej, jednak się nie udało, nie otrzymałem zgody, musiałem czekać. Mocno wspierała mnie w tym czasie żona, znosiła moje nastroje. W rozumieniu wspólnego codziennego życia, najgorsza była niepewność. Staliśmy w miejscu, nie wiedzieliśmy, co będzie dalej.

Co się z tobą działo przez rzeczone półtora roku?

Przez sześć miesięcy po zasłabnięciu w spotkaniu z Ascoli nie mogłem pozwolić sobie na żadną aktywność fizyczną. Krótko mówiąc, nic nie robiłem – poza czekaniem na zielone światło zezwalające na powrót do ruchu. Odpocząłem, wróciłem do Polski, już w kraju wykonałem kolejne badania, które potwierdziły, że jestem zdrowy, że mogę zacząć znów myśleć o aktywności. Rozpocząłem indywidualną pracę z trenerem przygotowania fizycznego Michałem Puchałą. Zacząłem od niewielkiego wysiłku, zajęcia trwały piętnaście, dwadzieścia minut. Myśl o powrocie do gry w piłkę mnie nakręcała, nie wyobrażałem sobie, że zakończę karierę. Futbol to moja pasja, proszę sobie wyobrazić, że ktoś z dnia na dzień każe wam porzucić to, co kochacie.

Piłki nie dotykałeś?

Weszliśmy w pracę tlenową, potem siłownia, z czasem doszliśmy do wydolności – rzecz jasna na bieżąco byłem w kontakcie z kardiologiem. Wiadomo, indywidualna praca nie zastąpi zajęć w klubie, natomiast nie chciałem doprowadzić do sytuacji, w której dostaję zgodę na kontynuowanie kariery i tracę kolejne pół roku na powrót do odpowiedniej formy fizycznej. Nie chciałem zaczynać od zera. Co do samej gry w piłkę, zebrałem kumpli z Gliwic i raz w tygodniu wychodziliśmy pokopać, czucia piłki nie straciłem. To trwało rok, ćwiczyłem pięć dni w tygodniu. Kilka rzeczy związanych z przygotowaniem fizycznym, siłowym nawet poprawiłem, ważę trochę więcej niż w momencie zdarzenia, bo zbudowałem większą masę mięśniową, trenerzy w Piaście byli pozytywnie zaskoczeni moją aktualną dyspozycją. 18 miesięcy bez gry to dla piłkarza czas stracony, tego nie oszukam, tego nie neguję, chciałem jednak zadbać, by był stracony w możliwie najmniejszym stopniu.

W tym czasie byłeś związany kontraktem z Lazio Rzym.

Klub wypłacał mi pensję co miesiąc, w całej tej sytuacji zachował się wobec mnie fair. Do ostatniego dnia obowiązywania umowy, którą rozwiązaliśmy za porozumieniem stron. Niejeden klub odwróciłby się od zawodnika: nie grasz, dziękujemy, rozwiązujemy kontrakt. Lazio tak do tematu nie podeszło, choć nie ingerowało przesadnie w moją indywidualną pracę. Co nie znaczy, że się mną nie interesowało, trenowałem w Polsce, ale raz na dwa miesiące wracałem do Włoch na dodatkowe badania – rezonans, testy wysiłkowe. Zresztą, zamontowano mi urządzenie w okolicach klatki piersiowej, które monitorowało pracę serca, więc klub de facto na bieżąco otrzymywał informacje o stanie mojego zdrowia.

Lekarze ustalili przyczynę zasłabnięć?

Niezupełnie, ponieważ kolejne badania nie dawały powodów do niepokoju, nie wskazywały konkretnych zaburzeń, więcej – nie wskazywały żadnych zaburzeń. Być może przeszedłem zapalenie mięśnia sercowego, być może mój organizm był wypłukany z elektrolitów, witamin i zareagował w ten sposób, zwłaszcza że w trakcie tych zdarzeń temperatura była wysoka, więc wysiłek był zdecydowanie większy? Natomiast za pierwszym i za drugim razem zasłabnięcia nie miały niczego wspólnego z epilepsją, na podstawie wyników badań lekarze ten scenariusz wykluczyli.

Ile pamiętasz z meczu z Ascoli?

Poza jednym momentem – wszystko. Wracałem do obrony, zespół skracał pole gry i jakby ktoś odciął mi prąd, wyciągnął wtyczkę z kontaktu, wyłączył. Ocknąłem się jeszcze na boisku, lekarze pytali mnie o datę urodzenia, gdzie gramy, co tu robię. Udzieliłem odpowiedzi, poprosiłem Pawła Jaroszyńskiego, by przekazał chłopakom, by trochę się ode mnie odsunęli, bo otoczyli mnie i trudno było złapać oddech. Straciłem przytomność na kilka minut, do dziś nie wiem dokładnie na ile, akcja reanimacyjna nie była potrzebna, jedyne zagrożenie wiązało się z tym, że połknąłem język. Szybko jednak zareagował sztab medyczny oraz ówczesny kapitan Salernitany, Francesco Di Tacchio, który był blisko mnie na boisku i połączył tę sytuację z moim zasłabnięciem w trakcie treningu. Zabrano mnie do szpitala w Ascoli, przeszedłem badania, potem kolejne w klinice w Rzymie. I nic.

W gruncie rzeczy to chyba jednak szczęście, że zasłabłeś na boisku, gdzie mogłeś natychmiast otrzymać profesjonalną pomoc, niż gdyby wydarzyło się to na przykład w domu.

Zdecydowanie – jeśli już musiało się to wydarzyć, dobrze, że stało się to w miejscu, w którym mogłem liczyć na pomoc. Podobnie było w przypadku Christiana Eriksena. Tyle że na tym podobieństwa między moim a Duńczyka przypadkiem się kończą. Eriksen przeszedł zawał serca, u mnie nie było o tym mowy, obecnie gra z wszczepionym defibrylatorem, co we Włoszech jest zabronione, dlatego musiał zmienić klub, ja takiego urządzenia nie potrzebuję.

Bałeś się powrotu na boisko?

Miałem za sobą dwanaście miesięcy ciężkiej pracy. Nie siedziałem w domu przed telewizorem – trenowałem, od pewnego momentu zapierniczałem, znałem wyniki często powtarzanych badań, wiedziałem, jak się czuję, od meczu z Ascoli problem się nie powtórzył. Nie, ja się nie bałem. Nie miałem myśli, że coś się ponownie wydarzy.

Podkreślasz: ja.

Żona i mama mają obawy, są wystraszone. Jeszcze chwilę tak będzie, trudno się dziwić. Najbliżsi przeżyli tę historię bardziej niż ja. Gdy oglądają zdarzenie z meczu z Ascoli, pojawiają się łzy. Tata zachowuje większy spokój, ale to facet, inaczej okazuje emocje, natomiast gdy kilka razy rozmawialiśmy o mojej sytuacji, dało się wyczuć, co myśli. W każdym razie, rodzina nie starała się na mnie wpłynąć, sprawić, bym zmienił zdanie. Powrót na boisko to była decyzja, którą musiałem podjąć sam.

W czerwcu udałeś się do Kataru na rozstrzygającą konsultację kardiologiczną.

Przy zabezpieczeniu od strony medycznej finałów mistrzostw świata pracuje tam ceniony lekarz, Guido Pieles, wcześniej współpracował między innymi z Manchesterem United. Wykonałem czterodniowe testy również pod jego okiem. Wyniki ponownie były pomyślne. Doradził mi jednak, bym regularnie się badał po rozpoczęciu gry w piłkę. W pierwszym roku będę odwiedzał kardiologa co trzy miesiące, później – raz na pół roku. Może to i lepiej, przynajmniej będę wiedział, na czym stoję. W każdym razie, wyniki zamierzam konsultować również z nim.

Dlaczego jednak wizyta w Katarze była rozstrzygająca?

Guido Pieles jest ceniony w świecie sportu. Cieszy się autorytetem, gdy kluby widzą wydaną przez niego opinię, wiedzą, że jest godna zaufania. Mnie wystawił taką, że nie ma przeciwskazań, abym wrócił do futbolu. Przedstawiłem ją w Polsce, wykonałem kolejne badania i otrzymałem zgodę na powrót do gry.

Rozwiązałeś kontrakt we Włoszech, a nie było możliwości tam zostać?

Chciałem być blisko domu, rodziny, odbudować się, dać sobie czas. Gdzie więc mogłem skierować pierwsze kroki, jeśli nie do Piasta? Innych klubów w Polsce nie brałem pod uwagę. Pojawiałem się na meczach w Gliwicach, rozmawiałem kilka razy z trenerem Fornalikiem, rzecz jasna nie o podpisaniu kontraktu, a o sprawach związanych z moim zdrowiem. Jestem wdzięczny za zaufanie, które otrzymałem od klubu.

Ile czasu potrzebujesz na powrót do optymalnej dyspozycji?

Po podpisaniu kontraktu z Piastem mówiłem w wywiadzie, że zapewne pojawię się na boisku w trakcie meczu za około miesiąc, tymczasem już mam pierwszy występ za sobą. Nie najgorzej wyglądam pod względem fizycznym, w trakcie pracy z Michałem Puchałą zdarzały się zajęcia, gdy w trakcie 75-minutowej jednostki treningowej przebiegałem 12 kilometrów, to teraz procentuje. A kiedy będę w stanie dać zespołowi więcej? Nie będę zgadywać, podchodzę do tematu bardzo spokojnie. Nie chcę działać na hura. W każdym razie, pracuję na treningach na dokładnie takich samych obciążeniach, jak reszta drużyny. Żadna taryfa ulgowa w moim przypadku nie obowiązuje.

Czesław Michniewicz publicznie mówił, że piłkarz o twojej charakterystyce jest mu potrzebny w reprezentacji Polski – takie wypowiedzi selekcjonera cię motywowały?

Mega! Bardzo miło było usłyszeć, gdy trener drużyny narodowej mówi, iż Dziczek w formie, to Dziczek gotowy do gry w kadrze. Nie będę ukrywał, nie porzuciłem myśli o debiucie w pierwszej reprezentacji. Choć wiem, że na finały mistrzostw świata nie zdążę, to w przyszłym roku chciałbym powalczyć o miejsce w drużynie narodowej. Wpierw jednak Piast, tu są teraz moje myśli, chcę wkrótce odgrywać coraz większą rolę w zespole z Gliwic.

Michniewicz interesował się twoim losem, zaprosił cię na mecz ze Szwecją w Chorzowie.

Wcześniej spotkaliśmy się też w hotelu reprezentacji, dłużej porozmawialiśmy. Raz na jakiś czas selekcjoner dzwonił do mnie, znał na bieżąco moją sytuację. Zresztą, jedną z pierwszych osób, która odezwała się do mnie po podpisaniu kontraktu z Piastem był właśnie trener Michniewicz. Jesteśmy umówieni na kolejną rozmowę. Mógł zupełnie nie interesować się losem zawodnika, który przez półtora roku nie grał w piłkę, wybrał inną drogę. To też mnie budowało, nabrałem przekonania, że ktoś w piłce na mnie czeka, że piłka to dla mnie coś więcej niż praca.

ROZMOWA UKAZAŁA SIĘ NA ŁAMACH TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (NR 37/2022)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 19/2026

Nr 19/2026

Polska Ekstraklasa

PZPN już zadecydował?! Tegoroczny Superpuchar Polski to nie wszystko

W południe gruchnęła wiadomość, że PZPN rozważa przeniesie meczu o Superpuchar Polski do Wrocławia. Teraz "Gazeta Wrocławska" donosi, że decyzja w tej sprawie została już podjęta.

2025.07.13 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Legia Warszawa
N/z 
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2025.07.13 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Legia Warszawa

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

SKRÓT MECZU: Arka Gdynia 2:3 Termalica Nieciecza

Arka Gdynia uległa Termalice na własnym terenie, co pogrzebało jej matematyczne szanse na utrzymanie się w Ekstraklasie. Obejrzyj skrót najciekawszych wydarzeń z tego szalonego spotkania!

SKRÓT MECZU: Arka Gdynia 2:3 Termalica Nieciecza
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Gwóźdź do trumny Arki. Oto gol, który zatopił Gdynian [WIDEO]

Termalica pokonała w delegacji Arkę 3:2 i tym samym ściągnęła ją do 1. Ligi razem z sobą. Zobacz decydującą bramkę z doliczonego czasu gry.

2026.03.07 Kielce
Pilka Nozna
PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Korona Kielce - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
N/z Ivan Durdov
Foto Radoslaw Makuch / PressFocus

2026.03.07 Kielce
Football
Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Korona Kielce - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
Ivan Durdov
Credit: Radoslaw Makuch / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Znamy mistrza oraz dwóch spadkowiczów. Oto tabela Ekstraklasy przed sobotnim finiszem

Poniedziałkowy mecz Arki Gdynia z Termaliką wskazał nam drugiego spadkowicza, którym zostali właśnie Arkowcy. Sprawdź, jak wygląda pozycja poszczególnych drużyn przed 34. kolejką.

2025.09.28 Warszawa Pilka Nozna PKO Ekstraklasa Sezon 2025/2026 Legia Warszawa - Pogon Szczecin N/z Baner Foto Dawid Figura / PressFocus

2025.09.28 Warszawa Football Polish Ekstraklasa Season 2025/2026 Legia Warszawa - Pogon Szczecin Baner Credit: Dawid Figura / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Bruk-Bet zatopił Arkę. Poznaliśmy drugiego spadkowicza

Arka Gdynia prowadziła z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza 2:1, by w ostatnim kwadransie stracić dwa gole. Porażka z zespołem Marcina Brosza oznacza dla żółto-niebieskich degradację do Betclic 1 ligi.

2026.05.18 Gdynia Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/2026 Arka Gdynia - Bruk-Bet Termalica Nieciecza N/z Arkadiusz Kasperkiewicz gol bramka radosc Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2026.05.18 Gdynia
Football Polish PKO BP Ekstraklasa season 2025/2026 
Arka Gdynia - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 
Arkadiusz Kasperkiewicz gol bramka radosc 
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus
Czytaj więcej