Przed tygodniem oczy miłośników Premier League zwrócone były w kierunku północnego Londynu, w ten weekend ich uwagę skupi Manchester. Kto wygra derby tego miasta? Oto najważniejsze, acz nie jedyne, pytanie przed startem dwunastej kolejki angielskiej ekstraklasy.
Minione derby Manchesteru nie układały się po myśli Pepa Guardioli. (fot. Reuters)
Czy istnieje życie bez Michaila Antonio?
Anglik jest kluczowym elementem układanki Davida Moyesa. Z nim wszystko wydaje się łatwiejsze i zazwyczaj funkcjonuje jak należy. Bez niego drużyna traci sporo jakości, szczególnie w polu karnym przeciwnika. Niestety dla West Hamu, Antonio nadal dochodzi do pełni zdrowia. W meczu z Leeds United nie wystąpi.
O tym, jak znaczące to utrudnienie, świadczą wyniki Młotów. W bieżącym sezonie nie wygrały one ani jednego meczu z zespołem, którego ambicje sięgają wyżej niż utrzymanie w elicie, kiedy na murawie nie było 30-letniego napastnika. Pokonały Fulham i Sheffield United, uległy Liverpoolowi oraz Manchesterowi United. Prowadzeni przez Anglika okazywali się natomiast lepsi od Wolverhampton, Leicester City i Aston Villi, a do tego remisowali z Tottenhamem i Manchesterem City. Jeśli chodzi o cele, Pawiom zdecydowanie bliżej do The Villans niż The Blades.
W jakiej dyspozycji znajduje się Aston Villa?
Na piętnaście możliwych ostatnio do zdobycia punktów, Jack Grealish i spółka sięgnęli po zaledwie trzy. Wygrali jedno z minionych pięciu spotkań. Do starcia z Wolverhampton przystąpią jednak po niemal dwutygodniowej przerwie, wszak w zeszłej kolejce nie doszło do ich rywalizacji z Newcastle United. Piłkarze Deana Smitha mieli nieco czasu na odpoczynek, który w realiach futbolu pandemicznego stał się towarem deficytowym, a także analizę popełnionych błędów. To ich przewaga nad Wilkami. Czas pokaże, czy będzie ona decydująca.
Jak Manchester United zareaguje na niepowodzenie w Lidze Mistrzów?
Czerwone Diabły wróciły z Lipska na tarczy, jako świeżo upieczeni kandydaci do triumfu w Lidze Europy. W Niemczech zawiedli zarówno siebie, jak i kibiców, lecz nie mogą zbyt długo patrzeć za siebie. Nie powinni pozwolić na to, by – jak mawia Juergen Klopp – porażka bolała ich dwa razy. Na horyzoncie już migocze kolejna wymagająca przeszkoda.
Na Old Trafford zawita w ten weekend Manchester City, o którym niżej. Gospodarze potyczki nie są jej faworytami, ale posiadają bardzo pożądaną w ich aktualnej sytuacji cechę. Kapitalnie reagują na niepowodzenia. Nie tylko na przestrzeni 90 minut, ale również dni. Nie licząc meczu z RB Lipsk, w sezonie 2020-21 przegrali dotąd cztery starcia. Trzykrotnie następstwem porażek były zwycięstwa. Kontynuowanie tej passy w rywalizacji z sąsiadami zza miedzy byłoby mimo wszystko zaskoczeniem.
Czy Manchester City weźmie rewanż?
Morale The Citizens stoją na nieporównywalnie wyższym poziomie. Zawodnicy Pepa Guardioli pozostają niepokonani od pięciu meczów. Nawet jeśli mierzyli się z zespołami zdecydowanie słabszymi od siebie (Olympiakos Pireus, Burnley, Porto, Fulham, Olympique Marsylia), seria spotkań bez przegranej niewątpliwie dobrze wpłynęła na ich kondycję psychiczną. Stanowi też dobry fundament pod zwycięstwo w derbach.
Ostatnio drużyna z Etihad Stadium nie wypadała w nich najlepiej. W zeszłym sezonie była górą w jednym spotkaniu z Manchesterem United. Trzy – z czego dwa na niwie Premier League – przegrała. Teraz ma szansę na rewanż i ponownie pokolorowanie miasta na niebiesko.
Na jakie ustawienie zdecyduje się Carlo Ancelotti?
Urazy podstawowych bocznych obrońców – Seamusa Colemana i Lucasa Digne’a – połączone z brakiem gotowości do gry na poziomie angielskiej ekstraklasy ich dublerów – Jonjoe Kenny’ego oraz Nielsa Nkounkou – zmusiły szkoleniowca Evertonu do zmiany formacji. Dające świetne rezultaty na początku rozgrywek 1-4-3-3 zastąpiło eksperymentalne 1-3-4-3.
O ile w ograniu Fulham to nie przeszkodziło, o tyle z potyczek z Leeds United i Burnley The Toffees uzyskali tylko punkt. Na Turf Moor zaczęli grać dobrze dopiero wtedy, gdy wobec kontuzji Fabiana Delpha powrócili do ulubionego ustawienia, o czym mówił sam Ancelotti. Przed rywalizacją z Chelsea Włoch ma więc do podjęcia bardzo ważną decyzję. Brnąć w nieznane i nieskuteczne? A może postawić na sprawdzone i owocne? Zdaje się, że ani do jednego, ani do drugiego nie ma aktualnie preferowanych wykonawców.
Kto zastąpi Hakima Ziyecha?
W meczu z Leeds United Marokańczyk doznał urazu, który wyklucza go z gry na około dwa tygodnie. To spore osłabienie Chelsea, wszak były gracz Ajaxu jest najlepszym kreatorem w drużynie. Najwięcej strzałów (średnio ponad 5 na każde 90 minut) The Blues oddają właśnie po jego akcjach. Nie jest jednak tak, że 27-latek pozostawił wyrwę niemożliwą do załatania. Frank Lampard dysponuje jedną z najszerszych kadr w lidze i zdecydowanie ma z kogo wybierać.
W rzeczonym spotkaniu z Pawiami miejsce Hakima Ziyecha zajął Christian Pulisić, który zdobył bramkę na 3:1. Reprezentant Stanów Zjednoczonych wreszcie jest w pełni sprawny fizycznie, a i na formę sportową narzekać nie może. Wszystko wskazuje więc na to, iż w sobotę wybiegnie na murawę w wyjściowej jedenastce i będzie odpowiadał za jedną z flanek ofensywy Chelsea. Poza nim może tam zagrać także Kai Havertz, lecz szkoleniowiec zespołu ze Stamford Bridge widzi go ostatnio raczej w roli jednego ze środkowych pomocników niż skrzydłowego.
Anglik był jednym z najlepszych zawodników Premier League minionych kolejek. Jeśli chodzi o wykonywanie stałych fragmentów gry, nie ma sobie równych. Gdyby istniała statuetka imienia Davida Beckhama z pewnością trafiłaby w jego ręce. W starciu z Manchesterem United zdobył bramkę i zanotował asystę, w rywalizacji z Brighton zaliczył finalne podanie przy golu Jannika Vestergaarda. Wszystko po kopnięciach stojącej piłki. Jako następni o laserowej precyzji kapitana Southampton mogą przekonać się piłkarze Sheffield United. The Blades nadal czekają na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie ligowym. Na St. Mary’s Stadium będzie o nie szalenie trudno.
Czy Tottenham zachowa kolejce czyste konto?
Od historycznego, haniebnego z punktu widzenia Kogutów, meczu z West Hamem (3:3), podopieczni Jose Mourinho rozegrali sześć spotkań ligowych. Zachowali w nich pięć czystych kont. Stracili tylko jednego, wątpliwej prawomocności gola. Ostatnie cztery kolejki? Cztery występy – w tym w rywalizacjach z Manchesterem City oraz Chelsea – na zero z tyłu.
O kontynuowanie zjawiskowej serii Hugo Lloris i spółka postarają się w potyczce z Crystal Palace. W zeszłym tygodniu Orły zgniotły West Brom 5:1, a z bardzo dobrej strony pokazali się niezawodny Wilfred Zaha i w końcu skuteczny Christian Benteke. Niewykluczone, że niniejsze derby stolicy będą bardziej emocjonujące od poprzednich.
Który tryb włączy Liverpool?
The Reds prezentują ostatnio zmienną dyspozycję. Potrafią zdeklasować Leicester City, a następnie ulec Atalancie Bergamo i zremisować z Brighton. Wygrać z Ajaxem i rozbić Wolverhampton, by pójść na kompromis z Midtjylland. O ile w Lidze Mistrzów korzystanie z trybu ekonomicznego było wskazane, o tyle zmagania na poziomie Premier League zawsze wymagają włączenia trybu turbo, co udowodnił zresztą mecz z Mewami. Tym razem Liverpool stanie w szranki z Fulham. Mimo kiepskiej pozycji beniaminka, nie może sobie pozwolić na drastyczne zwolnienie.
Ile goli obejrzą kibice na Emirates Stadium?
W niedzielę fani Kanonierów po raz pierwszy od marca obejrzą występ ligowy swoich ulubieńców z poziomu trybun. Nie powinni jednak nastawiać się na widowisko obfitujące w zjawiskowe akcje i mnóstwo goli. Arsenal i Burnley należą do najmniej bramkostrzelnych drużyn w Premier League. Pierwsi mają na koncie 10 trafień (17. wynik w stawce), drudzy – 5 (19. wynik w stawce). W minionych pięciu kolejkach obie ekipy zdobyły 4 bramki. Łącznie. W londyńskim powietrzu unosi się rezultat 0:0.
Z hukiem spadli z Premier League. To może być ich nowy trener
Burnley nie ma już nawet matematycznych szans na utrzymanie się w Premier League. Do końca sezonu zespół poprowadzi Michael Jackson, który tymczasowo przejął schedę po Scottcie Parkerze. Tymczasem media wskazały menedżera mogącego od przyszłego sezonu na stałe przejąć stery w ekipie The Clarets.