Mila: Szacunek do Smudy pozostał, teraz operacja Wisła!
– Mimo wszystko mam wielki szacunek do selekcjonera za to, że dał mi szansę na pokazanie się i zaistnienie w reprezentacji. Jak widać, nie przekonałem go na tyle, by pojechać na EURO – mówi nam Sebastian Mila, jeden z wielkich nieobecnych w kadrze Polski na mistrzostwa Europy.
PilkaNożna.pl: – Po pierwsze, gratulacje za zwycięstwo nad Jagiellonią Białystok i powrót na fotel lidera. Emocje po czwartkowym meczu jeszcze żyją, czy już zdążył pan ochłonąć? Sebastian Mila: – Wczoraj rzeczywiście byliśmy bardzo zadowoleni i w szatni było wiele radości. To już jednak za nami i na dzisiejszym treningu było stonowanie. Ze spokojem podeszliśmy do swoich zajęć i nadal zachowujemy sporą pokorę względem naszej sytuacji w lidze.
– Operacja „Wisła Kraków” już rozpoczęta? – Można tak powiedzieć. Operacja „Wisła Kraków” jest już w grze. Sami sobie w czwartkowy wieczór powiedzieliśmy, że to jest ostatni dzień, w którym możemy się cieszyć i tak jak sobie postanowiliśmy, tak też zrobiliśmy. W drużynie panuje atmosfera wielkiej koncentracji.
– W mediach, wśród kibiców, można usłyszeć takie głosy, że starcie Śląska z Wisłą będzie tak zwanym „meczem przyjaźni”. Wiadomo, że nikt nie będzie wam ułatwiał zadania, ale tego typu podtekstów uniknąć się nie da. Jak pan to odbiera? – Nie ma absolutnie mowy o żadnym meczu przyjaźni. Tego typu kwestie dotyczą wyłącznie kibiców, którzy zasiądą na trybunach i będą dopingować swoje drużyny. Na boisku nie ma miejsca na przyjaźń. Takie rzeczy pomiędzy piłkarzami są możliwe, i owszem, ale na urlopie. Jeżeli ktoś myśli, że może to mieć jakieś znaczenie na przebieg spotkania i jego wynik, to jest w bardzo dużym błędzie.
– Do końca sezonu została jedna kolejka, a my wciąż nie znamy mistrza. Na dwie kolejki przed końcem, o tytuł walczyło aż pięć zespołów. O czym to świadczy? Liga staje się coraz silniejsza, czy poziom zrównał w dół i polska ekstraklasa jest po prostu słaba? – Moim zdaniem poziom rozgrywek jest jednym z najwyższych w historii. Świadczy o tym chociażby postawa Legii i Wisły, które wyszły z mocnych grup w Lidze Europy i na wiosnę reprezentowały nasz kraj w europejskich pucharach. To tylko potwierdza, że nasza liga jest bardzo mocna. Kluby nie oddają już swoich najlepszych piłkarzy właśnie do Legii, czy Wisły, ale same się wzmacniają i dzięki temu idziemy w górę.
– Idzie w górę także Śląsk, ale w ostatnich tygodniach więcej pisało się o kondycji finansowej klubu i sporach na linii miasto-Zygmunt Solorz, niż o waszej dobrej grze. Pan jako kapitan zespołu zna zapewne kulisy tych rozgrywek wewnątrz klubu? – Rozmawialiśmy już z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem oraz z prezesem klubu i wiemy, że wszystkie kwestie finansowe zostaną uregulowane. Mamy odpowiednie zapewnienia i w tej sprawie nie ma problemów. Wiemy, że otrzymamy należne pieniądze.
– A czy ta niepewność i ciągłe spekulacje na temat tego czy w kasie Śląska są jakieś pieniądze, czy może ich nie ma wpłynęły na pana i na pana kolegów? Czy w jakiś negatywny sposób dało się to odczuć na boisku? – Muszę jasno powiedzieć, że zespół nie dopytywał się o te premie i zaległe pieniądze, tak przed meczem z Jagiellonią, jak i przed poprzednimi spotkaniami. Myśleliśmy tylko o tym, by dobrze wypaść na boisku, ponieważ każdy z nas chce spełniać swoje marzenia.
– Śląsk prowadzi w tabeli i jeśli pozostanie na pierwszym miejscu także po ostatniej kolejce, to lecie będzie się bił o Ligę Mistrzów. W obecnym składzie personalnym są na to szanse? – Akurat w tym przypadku muszę być powściągliwy. Gramy za kilka dni z najtrudniejszym rywalem w walce o mistrzostwo, dlatego nie będę aż tak daleko wychodził w przyszłość.
– Może się zdarzyć tak, że mistrz Polski nie będzie miał swojego reprezentanta w kadrze na EURO 2012. Jak pan odebrał decyzję Franciszka Smudy? Wydawało się, że nazwisko Sebastiana Mili musi się pojawić w szerokiej kadrze, a tymczasem selekcjoner powiedział, że jest pan bez formy. – Bardzo bym chciał być na tej liście. Myślę, że jest to marzenie każdego piłkarza, ale niestety zabrakło dla mnie miejsca. Mam jednak wielki szacunek do selekcjonera za to, że dał mi szansę na pokazanie się i zaistnienie w reprezentacji. Jak widać, nie przekonałem go na tyle, by pojechać na EURO, ale będę chłopakom kibicował i trzymał za nich kciuki.
– Decyzje personalne Franciszka Smudy przyćmił nieco wybór hymnu reprezentacji… słyszał pan tę piosenkę? – Tak (śmiech). Słyszałem, ale ja już mam tak, że bardziej koncentruję się na kwestiach czysto sportowych. Meczach, wynikach i grze poszczególnych zawodników, dlatego reszta nie ma dla mnie większego znaczenia.
rozmawiał Grzegorz Garbacik, PilkaNożna.pl fot. Łukasz Skwiot