Medialna kampania Mohameda Ajroudiego mająca na celu przejęcie Olympique Marsylia od samego początku zakrawała na absurd. A im głębiej wejść w projekt firmowany przez oryginalnego Tunezyjczyka, tym bardziej cała sytuacja przypomina tę, z którą nie tak dawno mierzyła się Wisła Kraków.
Stade Vélodrome (foto: Reuters)
MICHAŁ BOJANOWSKI
W minionym sezonie w Marsylii nie można było narzekać na brak emocji. Część pozytywnych, bo Andre Villas-Boas stworzył drużynę, która pierwszy raz od siedmiu lat awansowała do Ligi Mistrzów. Jednak ogromne długi spotęgowane przez pandemię postawiły pod znakiem zapytania przyszłość projektu tworzonego przez amerykańskiego właściciela. Niepewną sytuację wraz z tajemniczymi bliskowschodnimi funduszami chciał wykorzystać Ajroudi, ale szybko wyszło na jaw, że prócz buńczucznych słów i intensywnej kampanii w mediach ma niewiele do zaoferowania.
Geneza problemów Powierzenie sterów budowy nowej drużyny w ręce nieco zapomnianego Villasa-Boasa było ruchem odważnym, ale idealnie wpisującym się w często beztroską mentalność francuskiego klubu. Początek nie był owocny, ale Portugalczyk szybko wyciągnął wnioski z pierwszych niepowodzeń i z każdym kolejnym spotkaniem jego podopieczni wyglądali coraz lepiej. Niezmieniona w sposób drastyczny kadra prezentowała zgoła odmienne umiejętności w porównaniu do poprzedniego okresu, a dotychczas zawodzący zawodnicy – Payet, Caleta-Car, Amavi, Radonjić – stali się jednymi z lepszych na swojej pozycji w całej lidze. Seria 14 spotkań bez porażki ustabilizowała pozycję Marsylii jako wicelidera. Drużyna utrzymała ją do końca przedwcześnie zakończonych rozgrywek.
W trakcie pandemii tematem numer jeden w Marsylii stał się deficyt budżetowy, który przez trzy sezony urósł do sumy przekraczającej 250 milionów euro, a przy niewywiązaniu się przez władze ligi z umowy telewizyjnej miał zbliżyć się do 300 milionów. Władze klubu wstępnie miały spieniężyć sukces sportowy drużyny i latem niemal połowę uregulować ze sprzedaży najlepszych zawodników. Jednak taka polityka była sprzeczna z zapewnieniami o wzmocnieniach, które Villas-Boas otrzymał przed sezonem. W pewnym momencie sytuacja była do tego stopnia napięta, że odejście Portugalczyka wydawało się niechybne, co jeszcze bardziej uwiarygodniło rozstanie z dyrektorem sportowym Andonim Zubizarretą, jednej z kluczowych postaci przy sprowadzaniu trenera na południe Francji. Mimo odejścia Hiszpana, AVB pozostał jednak w OM i zdawało się, że w kontekście klubu będziemy słyszeć jedynie o sportowych aspektach. Wtedy do akcji wkroczył Ajroudi.
Tajemniczy jegomość Mohamed Ayachi Ajroudi jest tunezyjskim biznesmenem, który przedstawiał się jako właściciel kilku firm z nieruchomościami na południu Francji, mający szerokie kontakty w krajach Bliskiego Wschodu, gdzie również prowadzi biznesy. Kiedy wypłynęło jego zainteresowanie przejęciem klubu, osoby będące blisko biznesmena między innymi Hassen Chalghoumi – imam Drancy – zapewniały, że jest to postać o nieposzlakowanej opinii. W dodatku posiada własny odrzutowiec, nieruchomości w Arabii Saudyjskiej, więc jest w stanie przejąć klub, a wręcz, że Ajroudi dysponuje większym majątkiem od obecnego właściciela OM, Franka McCourta. Sytuacja zaczęła wyglądać gorzej, gdy prócz słów, trzeba było przedstawić dowody.
Aby uwiarygodnić kandydaturę, Ajroudi zaczął intensywną kampanię w mediach, udzielał wywiadów, przyjmował zaproszenia do programów, organizował własne konferencje prasowe. Na jednej z nich, którą koordynowała wynajęta przez Ajroudiego agencja Muze, dość buńczucznie odpierał zarzuty, że nie jest w stanie sprostać finansowo przejęciu czołowego klubu we Francji. Zapierał się, że wraz z wykupem uruchomi kontakty na Bliskim Wschodzie i do Starego Portu w Marsylii wpłyną statki z petrodolarami. Przedstawił nawet konkretny plan finansowy, na mocy którego w OM miano zainwestować 700 mln euro – 300 mln euro na odkup, 200 na załatanie dziury budżetowej i kolejne 200 na transfery.
Na początku lipca biznesmen zlecił francuskiemu bankowi inwestycyjnemu Wingate negocjacje w sprawie zakupu Olympique Marsylia. Pech w tym, że takimi rozmowami nie były zainteresowane władze klubu, co Tunezyjczyk miał skwitować słowami: – Wszystko jest na sprzedaż i wszystko jest do kupienia.
Niegodny zaufania Kolejne kamyczki do ogródka Ajroudiego wrzucili północnoafrykańscy dziennikarze, przypominając, że swego czasu biznesmen wziął pod opiekę klub Stade Gabesien, który po chwili został zdegradowany. Sam zainteresowany bronił się, że klubowi pomaga od 20 lat, sfinansował budowę stadionu, a jego chwilowa prezydentura, w trakcie której klub spadł z ligi, jest nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, a on nie miał na to najmniejszego wpływu. Dodatkowo wyszło na jaw, że za każdym razem, gdy klub potrzebował finansowego wsparcia, Tunezyjczyk zapadał się pod ziemię i wychodził na powierzchnię w momencie załatwienia pilnych potrzeb przez kogoś innego.
Przejścia z biznesmenem miał również słynny francuski aktor Gerard Depardieu. Dziennikarzom „L’Equipe” nie udało się dotrzeć do aktora, ale ikona OM Basile Boli niedawno rozmawiał z gwiazdą francuskiego kina, który namalował ponury portret biznesmena – postaci nierzetelnej, nieszczerej i niegodnej zaufania.
Ciężko znaleźć konkrety na temat tej postaci i jego biznesów, ale mimo tej tajemnicy jego konto na Instagramie jest całkowitym zaprzeczeniem osoby, która miałby coś ukrywać: zdjęcia z Emmanuelem Macronem, obecnym ambasadorem Tunezji, Arnoldem Schwarzeneggerem czy bokserem Floydem Mayweatherem są na porządku dziennym.
Cała kampania dotycząca przejęcia klubu odbiła się szerokim echem we Francji. Klub wydał oficjalny komunikat, w którym stwierdzono, że w żadnym momencie właściciel nie planował sprzedaży drużyny, a zagrywki Ajroudiego służą tylko destabilizacji sytuacji w klubu i wprowadzeniu zamętu. Kampania oparta na kłamstwach i oszczerstwach ma znaleźć finał w sądzie, gdzie udadzą się przedstawiciele OM. Mimo tego Tunezyjczyk wraz ze swoim zapleczem stale potwierdzają, że oferta jest aktualna…
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU PIŁKA NOŻNA (31/2020)
Oskar Pietuszewski podpisze nowy kontrakt z FC Porto!
Oskar Pietuszewski już niedługo zwiąże się nowym kontraktem z FC Porto. Piłkarz z Białegostoku stanie się pełnoletnim, co umożliwi Portugalczykom związanie się z piłkarzem na innych warunkach.
Były trener Widzewa zwolniony! Popracował ledwie kilka miesięcy
Żeljko Sopić rozpoczynał bieżący sezon w roli szkoleniowca Widzewa Łódź, ale nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań i już pod koniec sierpnia stracił pracę przy al. Piłsudskiego. Niepowodzeniem okazała się również kadencja 51-latka w zespole NK Osijek.